Podobno w zupie najłatwiej zamaskować zwiększoną zawartość soli. Ukryta sól podrażnia żołądek i może kiedyś przyczynić się pośrednio do zachorowania na raka żołądka.

Reklama

Czasy, kiedy gotowano gar kapuśniaku czy botwinki na warzywach prosto z ogródka, minęły. Teraz najprościej otworzyć puszkę z dostępnymi i popularnym Campbellem albo i innymi sproszkowanymi cudami, żeby w jednym talerzu zjeść nawet połowę dopuszczalnej dla człowieka dawki soli.

Zaleca się, aby dzienna dawka soli dla dorosłego człowieka wynosiła nie więcej niż 6 gr, jednak większość z nas przyjmuje 8,6 gr soli dziennie. Przykładowo puszka klasycznej, warzywnej zupy Heinza zawiera w 1-osobowej porcji 2 gramy soli, czyli 33 proc. dziennego zapotrzebowania (badania World Cancer Research Fund).

Zbyt dużo soli w organizmie nie tylko zatrzymuje w nim wodę, ale zwiększa też ciśnienie krwi, ryzyko wylewu czy chorób układu krwionośnego. Od niedawna naukowcy uważają też, że sól przyczynia się do raka żołądka.

Odpowiedzialne za produkcję przesolonych zup firmy, deklarują, że do 2010 roku postarają się sprostać wyznaczonym przez organizacje zdrowotne standardom żywieniowym. Jednak rzecznik Salt Association, organizacji dbającej o interesy przemysłu spożywczego w Wielkiej Brytanii, twierdzi, że zlecony przez nich raport prowadzony przez niezależnych ekspertów z dziedziny toksykologii udowodnił, że nie ma podstaw aby wierzyć, że redukcja dziennej dawki soli w jadłospisie będzie miała jakikolwiek wpływ na zachorowanie na raka czy nie.

Mimo to dr Rachel Thompson kierowniczka programu World Cancer Research Fund (WCRF) radzi dmuchać na zimne. Przede wszystkim poleca, aby zupy gotowe lub w proszku zastąpić tymi gotowanymi w domu. Świeże zupy na bazie warzyw mają z zasady mniej soli niż puszkowane kremowe zupy na śmietanie z dodatkiem szynki czy boczku.

Byłoby dobrze zrezygnować także, lub choćby ograniczyć, spożywanie produktów bogatych w sól. Powinniśmy więc unikać w nadmiarze: szynki, kiełbasy pizzy czy - co ciekawe - płatków śniadaniowych.