Parę miesięcy temu we Francji furorę zrobił krótki film: do dziecięcego pokoju wchodzi mężczyzna, siada przy łóżeczku i z czułością przygląda się śpiącemu kilkulatkowi. Ten się przebudza i na widok mężczyzny wpada w panikę. Krzyczy i płacze ze strachu, woła mamę…

Spłoszony dorosły próbuje malucha uspokajać i w końcu… sięga po gazetę, którą rozkłada sobie przed twarzą. Na co maluch uśmiecha się radośnie i z błogością przytula do mężczyzny, mówiąc: "Tatuś!”. Śmieszne, ale jednocześnie też trochę straszne, prawda?

Inna scenka, już z prawdziwego życia. Jako młoda mama w końcu postanawiasz zostawić swojego maluszka na kilka godzin pod opieką taty, aby zrobić sobie popołudnie wolne od pieluch i miksowania zupek. I co zastajesz po powrocie? Armagedon w kuchni, do połowy przygotowaną kąpiel w łazience i dwoje umazanych czekoladą śpiochów na kanapie przed telewizorem. Z czego jeden ma kilka czy kilkanaście miesięcy, a drugi prawie albo nawet więcej niż trzydziestkę. Wiecznie nieobecny żywiciel rodziny lub kolejne, tylko nieco przerośnięte dziecko - oto dwie role, w jakie młodzi tatusiowe wchodzą najchętniej i najczęściej. Tymczasem i jedna, i druga rola jest zwyczajnie zła. Jaka wobec tego być powinna?

Noworodek plus dorosły mężczyzna równa się niebezpieczeństwo. Takie przekonanie przynosi ze szpitala wraz z dzieckiem wiele młodych mam. Bo dzidzia taka krucha, a partner niezgrabny. Nie wie, jak trzymać, a gdy już musi, to cały sztywnieje ze strachu, że upuści. Boi się podnieść malucha z łóżeczka, nie potrafi uspokoić, kiedy płacze. No i sam prawie roni łzy rozpaczy, gdy musi dotknąć brudnej pieluchy. Czy to prawda? Nie wiadomo, ale tak już si utarło, że w kontakcie z malutkimi dziećmi ojcowie są beznadziejni. Z milczącym przyzwoleniem mam i babć czekają więc z „prawdziwym” ojcostwem na czas, gdy maluch będzie już umiał złapać piłkę albo trzymać latawiec. A do tej chwili są rodzicem drugiej kategorii. Potrzebnym co najwyżej do robienia rodzinnych zdjęć, znoszenia wózka po schodach i biegania po pieluchy. Tymczasem to czekanie, to zwykła strata czasu! I niepotrzebna! Bo rodzicielstwo to nie jest sztafeta, w której maluch jest przekazywaną z rąk od rąk pałeczką. To od samego początku gra zespołowa, w którą oboje powinniście być tak samo zaangażowani. Zapomnij więc o tym, że dla dziecka w pierwszym okresie życia liczy się tylko matka. Bo czy wiesz, że noworodki rozpoznają głos tatusiów i odwracają główki w ich kierunku? Czego nie robią w odniesieniu do obcych dorosłych! Poza tym opieka i bliskie kontakty z tatą sprawiają, że dziecko szybciej przybiera na wadze i znacznie lepiej się rozwija. Słowem, tatusiowie jako opiekunowie są nie do przecenienia już od pierwszych dni życia waszej pociechy! I ich miejsce po pracy jest przy łóżeczku, wanience i macie do przewijania, a nie przed telewizorem. O co, jak się okazuje, zadbała też matka natura! Mówimy często, że macierzyństwo to instynkt podlany sowicie hormonalnym sosem. A mężczyźni są tego pozbawieni.

Tymczasem, okazuje się, że „tacierzyństwo” to także biologia! Z badań wynika bowiem, że u mężczyzn, którzy zostają ojcami, gwałtownie spada poziom testosteronu (czyli typowo męskiego, „agresywnego” hormonu), a wzrasta poziom estrogenów (hormon „kobiecy”) oraz prolaktyny, która u młodych matek warunkuje laktację! A u wszystkich innych ssaków odpowiada za więź z potomkiem i instynkt opiekowania się nim. Chcę, więc potrafię No tak, biologia biologią, ale jak sprawić, żeby mąż i młody ojciec miał ochotę zajmować się maluchem, zamiast zwalać wszystko na ciebie, a samemu żyć tak, jak kiedy nie mieliście dziecka? Aby czerpał przyjemność z opiekowania się dzieckiem, wykazywał inwencję i zaangażowanie, a nie tylko ociągając się, robił to, o co go poprosisz? Abyście przestali się kłócić o to, kto jest bardziej przemęczony i jakie macie względem malucha obowiązki…

Czy to wszystko w ogóle jest możliwe? Tak! Przede wszystkim postaraj się, aby twój partner dowiedział się, jak ważny jest w życiu swojego dziecka od samego początku. Jak istotne dla malucha jest, by słyszeć jego głos, czuć dotyk, być branym na ręce i przytulanym. Mężczyźni po porodzie swych żon często czują się odsunięci na drugi plan. I jak sobie z tym radzą? W typowo męski sposób. Czyli postawą: „Jak nie, to nie! Nie jestem potrzebny, to bawcie się sami!”. Dlatego podsuwaj mu książki, czasopisma i często powtarzaj, że bez niego nie dałabyś sobie rady. No i dopuszczaj od czasu do czasu do maleństwa, aby mógł się wykazać. Bo jedyne, czego nie może zrobić tata, to karmić dziecka piersią. Poza tym młody ojciec może i powinien robić wszystko! Spacery, kąpanie, karmienie butelką, usypianie, przewijanie, ubieranie, rozbieranie, zabawianie, masowanie… Nie ma żadnego powodu, dla którego miałabyś mieć wyłączność na te czynności. Co więcej, postaraj się, by dziecko i tata mieli swoje, i tylko swoje rytuały. Coś, co od samego początku robią tylko we dwoje - na przykład kąpiel. Wtedy on poczuje się niezbędny. A ty będziesz miała chwilę spokoju. Pomijając dobiegające z łazienki szepty w stylu: "Nikt na świecie nie kąpie tak jak tatuś, prawda?”.

Z tego samego powodu warto zadbać o to, by dla twojego partnera opieka nad dzieckiem stała się obowiązkiem, a nie przywilejem, z którego może, ale wcale nie musi skorzystać, jeśli akurat jest zmęczony lub ma kiepski nastrój. Dlatego umówcie się na pewnego rodzaju grafik; na przykład dwa razy w tygodniu po pracy aż do wie- czora dzieckiem zajmuje się tata. Co oznacza, że on pilnuje godzin karmienia, uspokaja, gdy płacze, zabawia czy przewija. Zupełnie, jakby ciebie nie było w domu. Ale i ma też dwa popołudnia, kiedy może o tym zapomnieć. A innego dnia zostawiacie malucha na kilka godzin z babcią i idziecie tylko we dwoje na randkę! Odpuść sobie także wyścig w konkursie na supermamę. Wszystkowiedzącą i zawsze na posterunku, która może i powinna każdą rzecz przy dziecku zrobić sama. Nie może. I, co ważniejsze, nie powinna. Oczywiście to wcale nie musi być dla ciebie łatwe. Bo, chociaż rzadko się do tego przyznajemy, też bywamy zazdrosne o dziecko i tę szczególną więź, która nas z nim łączy. Co widać nawet w sposobie myślenia - bo co mówisz do siebie, patrząc z rozczuleniem na śpiącego malucha: „Moje dziecko…” czy „Nasze dziecko…”?

Pamiętaj też, że bycia dobrym ojcem (podobnie zresztą jak i bycia dobrą mamą) zwyczajnie trzeba się nauczyć. A ty już na starcie umiesz więcej od twojego mężczyzny. Powstrzymaj się jednak od krytykowania, strofowania i wiecznego kontrolowania, czy dobrze zapiął śpioszki albo używa właściwej butelki do popołudniowego karmienia. Pozwól, aby sam się przekonał, że ta, której chciał użyć jest zwyczajnie za mała. Tatusiowie, na samym początku ich ojcowskiej drogi są bardzo zestreso- wani. I potrzebują dużo więcej czasu niż mamy, aby poczuć się pewnie w tej nowej sytuacji. Czy możesz to jakoś ułatwić swojemu partnerowi? Na pewno przyda się zapas spokoju, zaufania, cierpliwości i… konsekwencji w egzekwowaniu jego obowiązków.