Jej pojawienie się wywołało burzę, która w mediach nie cichła przez wiele tygodni. Nie spodziewała się aż takiego szumu. "Nie myślałam, że to się wszystko tak potoczy. Sądziłam, że to, co dzieje się między mną a Kazimierzem, ujawnimy o wiele później. Niestety, paparazzi przyłapali Kazimierza, gdy kupował pierścionek zaręczynowy. I od tego się zaczęło" - opowiada Isabel w rozmowie z "Vivą". Jak mówi, nie jest żadną skandalistką - to tabloidy przedstawiły ją w takim świetle. Ale po chwili przeczy sama sobie, wypierając się tego, że wraz z Kazimierzem ukrywali się przed mediami.

"Nazwali mnie kochanką. A ja niczyją kochanką nie byłam. Kochankowie to ludzie, którzy muszą się ukrywać, spotykać w wynajętych garsonierach, są tymi trzecimi" - oburza się Isabel. Podkreśla, że nie poszła na całość, dopóki były premier nie zamknął rodzinnych spraw. "Mam zasady. I Kazimierz też je ma".

>>> Marcinkiewicz nie powinien mieć dzieci z Izą

TAK SIĘ POZNALI

Wcale nie poznali się w banku - pracują w innych. Pierwszy raz Isabel zobaczyła Kazimierza... w mediach. "Kiedyś przeczytałam wywiad na Wirtualnej Polsce i mówię: >>całkiem fajny był ten premier. Lubiany<<. To było na długo, nim go poznałam". A poznali się w drodze do Londynu. "Siedziałam przy stoliku, czytałam jakieś pisma, gazety, które przywiozłam sobie z Polski. Miesięcznik 'Charaktery'. Może dlatego podszedł do mnie, zapytał, czy mieszkam w Londynie. Zaczęliśmy rozmawiać. Połączyło nas to, że jesteśmy Polakami" - wspomina. I samotność. "Myślę, że oboje w tym dniu czuliśmy się samotni. Że tą rozmową wypełniliśmy jakąś pustkę w nas".

Ale nowo nawiązana znajomość wcale nie wzbudziła jej ekscytacji - wzbudziła za to zachwyt koleżanek. "A zwierzyłam się przyjaciółce w Londynie, Kerry, i powiedziałam jej o tym normalnie. Najpierw odparła: >>Nie wierzę!<<, a później druga przyjaciółka, Dorothy, podsumowała: >>Zawsze poznajesz fajnych ludzi<<".

NA POCZĄTKU BYŁA PRZYJAŹŃ

"Potem były sporadyczne spotkania, przyjacielskie rozmowy. Lunche w przerwach" - ciągnie opowieść Isabel. I przyznaje, że na początku nie spodobał jej się jako mężczyzna. "Przecież jest łysy (śmiech). Na początku nie myślałam o nim w takich kategoriach. Po prostu: ciekawy znajomy. Fajnie się z nim gada. Ma dużą wiedzę. Podobne poglądy. Ale wiadomo, nie zakochałabym się, gdyby mi sie nie podobał". Nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. "Nie zaiskrzyło wtedy między nami w sensie męsko-damskim, tylko na zasadzie: ojej, ty lubisz to samo co ja. Ale rzuciliśmy się w tą znajomość jak głową w studnię".

>>> Nie pozwól, by twoje życie wkroczyła Isabel

> czytaj dalej...


JESTEM Z SIEBIE DUMNA

Łatka młodej utrzymanki byłego premiera nie przypadła jej do gustu. "Nigdy nie związałabym się z facetem dla kasy. Lubię do wszystkiego dochodzić sama i polegać tylko na sobie. (...) Dobrze zarabiam. Stać mnie na mieszkanie, samochód, podróże. W ciągu ostatnich pięciu lat zwiedziłam całą Europę. Nie potrzebuję mężczyzny, by się na nim oprzeć. Jestem z siebie dumna, że tak sobie poradziłam" - uważa Iza.

NIE MOŻNA ROZWALIĆ MAŁŻEŃSTWA, KTÓRE JEST DOBRE

Przez długo spotykali się sporadycznie i stopniowo sie zbliżali. Ale decydujący krok miał należeć do premiera. "Miał rodzinę, wiedziałam o tym. Jemu zostawiłam decyzję (...). Niczego nie wymuszałam. dopiero gdy już postanowił, co dalej, zaczęliśmy ze sobą być blisko. Kazimierz jest prostolinijny. Nie działa zza węgła. Stawia prosto sprawę. A ja sobie myślałam tak: co postanowi, będzie dobrze. Albo zostaniemy tylko przyjaciółmi, albo będziemy dla siebie kimś więcej. Ja każdy wariant zaakceptuję" - mówi Isabel i wypiera się, jakoby stawiała warunki w stylu: będziemy razem, jeśli powiesz żonie.

Bycie ta trzecią, modliszką, która rozbija małżeństwo, to rola niewdzięczna. "Co do rozterek - jasne, że miałam. Przeprowadziliśmy dziesiątki rozmów. Wiedziałam, że ma rodzinę, córkę i synów. Ale to nie ja rozbiłam tę rodzinę, jak piszą. Myślę, że żadna dziewczyna nie rozwali małżeństwa, jeśli jest dobre" - przekonuje Isabel.

MIŁOŚĆ WIELE USPRAWIEDLIWIA

Mówi do niego Kazimierz albo Kaz. Wspólnie wyjeżdżają, chodzą do teatrów i klubów. Jest szczęśliwa. "Jestem, bo spełniam swoje marzenia. Nie mam marzeń typu: dom, samochód. Ogród róż. To znaczy ogród tak, ale nie widzę siebie pielącej w nim, tylko siedzącą i wąchającą kwiaty. Lecz to dopiero za jakiś czas" - mówi Isabel.

Podobnie ma wyglądać ich życie za 10 lat. "Będę miała 38 lat i być może domek w Hiszpanii, z balkonikiem. I napisze milionowy wiersz. A Kazimierz będzie rozpalał grilla. Wokół nas będą hasać psy" - marzy. Czy widzi się jako panią premierową? "Gdyby Kazimierz chciał być ponownie premierem, to ja bym się z nim cieszyła i wspierała go. Ale ja się nie zakochałam w premierze, tylko w człowieku" - przekonuje. Nie przejmuje się złą atmosferą naokoło jej związku - uważa, że z czasem wszystko znormalnieje. Poza tym: czego się nie zrobi dla uczucia? "Uważam, że miłość wiele usprawiedliwia".

________________________________

NIE PRZEGAP:

>>> Nagie gospodynie domowe wracają
>>> Oto najbardziej rozwiązłe kobiety świata
>>> Zobacz, jak mężczyźni czytają z piersi