Aneta Kręglicka: Relaksuję się w siłowni i na wrotkach
Smak francuskich tostów, leniuchowanie w szlafroku do południa, a potem ostry trening na siłowni i mała rundka na rolkach po warszawskim Mokotowie to mój przepis na sobotę i niedzielę.
- Kinga Rusin: weekend spędzam aktywnie
- Grażyna Wolszczak: Joga to mój sposób na zdrowe życie
- Rafał Maserak: Odpoczywam w domku na "kurzej łapce"
- Paulina Holz: Na rowerze w spódnicy z halką
- Hanna Smoktunowicz: Moja praca uzależnia!
- Roweromaniaczki
- Sposób na piękną sylwetkę Dominiki Figurskiej
- Czas na śniadanie na... trawie
- Pakujemy koszyk piknikowy
- Olivier Janiak: Mam zadatki na "złotą rączkę"
- Dzięki gimnastyce będziemy młodsi
- Beyoncé: Muszę wykorzystać szansę w 150 proc.
- Dlaczego Cindy Crawford się nie starzeje?
- Dorota Wellman: boję się rutyny
- Natasza Urbańska: Nie mam kompleksów
- Katarzyna Herman w świecie polityki
- Magda Cielecka chodzi własnymi ścieżkami
- Małgorzata Szumowska: Zwykła polska wiocha to jest to!
- Aktorstwo jest dla mnie łaskawe
- Agnieszka Dygant: Lubię bawić się w "Nianię"
- Dorota Zawadzka: Wszystko da się naprawić
- Na rower tylko w kasku
- Joanna Dereszowska: Spełniam marzenia taty
- Bogusław Linda czyli pan niania
- Sylwia Juszczak: Lubię dreszczyk emocji
- Jabłczyńska: Nie chcę całe życie być aktorką
- Aneta Kręglicka urodę ma po mamie
- Oto prawdziwa gratka dla nierobów
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Piątek 2012-05-25

temp. min 3°C max. 22°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Jestem bardzo emocjonalna. Tacy ludzie zawsze mają pod górkę - przeżywają wszystko zbyt intensywnie, spalają się i stresują w sposób niewyobrażalny. A los chciał, że jestem
bizneswoman, prowadzę własną firmę. Odkąd pamiętam, we wszystkim co robię, staram się być perfekcjonistką. W firmie spotykam się z klientami, robię biznesplany, realizuję projekty,
organizuję imprezy i stale żałuję, że doba ma tylko dwadzieścia cztery godziny. Nie mogę sobie pozwolić na zajęcie się swoim ciałem i wyciszenie, którego coraz bardziej potrzebuję.
Najlepszy relaks? Nie mam co do tego wątpliwości: wyprawa do siłowni. Stała się prawie żelaznym punktem mojego weekendu. Wiele lat trenowałam gimnastykę artystyczną, na studiach ćwiczyłam
w zespole tańca współczesnego. Dlatego dziś moje przywykłe do ruchu ciało potrzebuje sportu jak powietrza.
Ale najpierw - porządne, obfite śniadanie. Wstyd przyznać, w tygodniu nie przykładam wagi do porannego posiłku. W kuchni w biegu połykam kilka plasterków mozzarelli z marmoladą, popijam
herbatą. Weekend to okazja, by wreszcie to śniadanie fantastycznie celebrować. I to leniuchowanie w szlafroku do południa. Uwielbiam ten moment. Ja, mój mąż Maciej i nasz sześcioletni syn
Alek jeszcze w piżamach biegamy po domu i przygotowujemy: jajecznicę, tosty francuskie, twarożek z rzodkiewkami. Najadamy się i szybki zryw.
Mąż z synkiem pędzą na basen, a ja - do klubu fitness. Tu dopiero daję czadu! Na kilkunastu rżnych przyrządach ćwiczę po kolei: nogi, brzuch, pupę, uda, plecy. W przeciwieństwie do wielu
osób nie uważam, że dobrze ćwiczyć można jedynie pod okiem osobistego trenera. W klubie zawsze mam wykwalifikowaną kadrę, która interweniuje, gdy ktoś zaczyna sobie szkodzić. Co tu kryć,
mnie też się to zdarza. Czasem bolą mnie kości, ale nie rozczulam się nad sobą. Każde ćwiczenie staram się wykonywać dokładnie. Mam tendencję do garbienia się, szczególną wagę
przykładam więc do prostowania sylwetki. Serię ćwiczeń zawsze kończę na bieżni i kilkunastominutową jazdą na rowerku. A potem nagroda - sauna i prysznic.
Nawet jeśli na dworze jest plus trzydzieści stopni, woda musi być bardzo ciepła, bo najlepiej czuję się w wysokich temperaturach. Dlatego tak ważne są dla mnie pory roku. Uwielbiam wiosnę.
To jakaś tajemnica natury, ale kiedy nadchodzi, mam poczucie, że ktoś daje mi nowe życie. Nagle przybywa mi energii, znajduję nowe siły. Dlatego w przeciwieństwie do innych, ważne życiowe
decyzje, a nawet plany na cały rok robię nie pod koniec grudnia, ale na początku wiosny. A najlepsze pomysły przychodzą mi do głowy właśnie podczas gimnastyki, chociaż muszę się przyznać,
że nie zawsze ćwiczę z taką samą ochotą. Ale nawet gdy jestem niedospana, zestresowana i najchętniej zaszyłabym się sama na bezludnej wyspie, nie odpuszczam. Warto powalczyć ze swoim
charakterem, bo w takich trudnych dniach satysfakcja jest podwójna.
Mówi się, że w zdrowym ciele zdrowy duch. To prawda. Kiedy widzę w lustrze swoją sylwetkę w obcisłych spodniach, buzia mi się uśmiecha. Czuję się młodsza, seksowniejsza. A to przecież
wszystkim nam chodzi, prawda? Dlatego warto pocić się przez półtorej godziny. Tym bardziej, że potem funduję sobie jeszcze jedną przyjemność - masaż. Nie muszę się odchudzać, dlatego
wybieram zabiegi ujędrniające i odmładzające. Masaż, by był dobry, musi być konkretny. Lubię poczuć mocną rękę masażysty, choć czasem bywa to bolesne. O wiele przyjemniejszy jest masaż
twarzy, który robię w salonie kosmetycznym. Tu ważna jest delikatność.
Mój ulubiony zabieg to hydrodermia. To dla mnie niezbędne, bo mam bardzo suchą skórę. Tak się złożyło, że do tej pory tylko raz byłam w SPA, wiele lat temu we Włoszech. Coraz częściej
myślę, że trzeba to powtórzyć.
Marzy mi się szalony wyjazd z koleżanką do SPA w Tajlandii. Dlaczego tam? Bo zupełnie odizoluję się od rzeczywistości, przeznaczając czas na kontemplację, oczyszczanie ciała i duszy. W domu
ćwiczę jogę pod okiem Justyny, mojej trenerki joginki. W siłowni ładuję akumulatory, z Justyną w domu uelastyczniam ciało. Polecam jogę wszystkim zestresowanym, zabieganym, i tym, co sportu
się boją - to fantastyczny sposób na sobotnie popołudnie. A przedtem jeszcze rodzinny obiad w mieście, najchętniej w restauracji „Dyspensa” na Mokotowskiej. Mój syn
uwielbia pastę, dlatego chętnie zamawiamy włoskie pasty z dobrą sałatą -rucolą, lattugą, rughettą. Z przyjemnością odwiedzamy też Quchnię Artystyczną przy Alejach Ujazdowskich. To uczta
dla podniebienia i oczu: siadamy na tarasie, zamawiamy jakąś pyszną sałatkę i podziwiamy panoramę Warszawy. Wprowadza mnie w tak dobry nastrój, że po powrocie do domu mam jeszcze siłę, by
wieczorem pojeździć z Alkiem na rolkach. Mieszkam na małej, niezbyt uczęszczanej uliczce na warszawskim Mokotowie. Wieczorkiem można jeździć koło domu, nie sprawiając kłopotu innym
użytkownikom drogi. Ścigamy się więc, robimy przekładanki. Jest bosko. Przypomina mi to trochę czasy mojego dzieciństwa. Potrafiłam szaleć na wrotkach do upadłego. A do wspomnień zawsze
wraca się z łezką w oku.
wysłuchała Ewa Tarasiuk



















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!