Nigdy nie zapomnę, kiedy w pierwszej ciąży biegłam do lekarza szczęśliwa, że wreszcie jakiś autorytet potwierdzi wynik testu. A tu guzik, lekarz na zwolnieniu. Czym prędzej znalazłam innego, od którego usłyszałam: „Piękna ciąża, dziewiąty tydzień”. Co za radość i przede wszystkim ulga.

Mimo że to trzecia ciąża wciąż czuję się jak nowicjuszka. Znam kobiety, które potrafią z najdrobniejszymi szczegółami opowiedzieć o swojej ciąży sprzed pięciu lat. A ja poza tym, że na początku są mdłości a potem wielki brzuch, którym zahaczam o wszystko, niewiele pamiętam. Nie pamiętam na przykład, czy ból w podbrzuszu to normalny objaw na początku ciąży, czy powinnam się niepokoić. Na wszelki wypadek się niepokoję. Na szczęście do wizyty u lekarza zostało tylko kilka dni. Każdą moją ciążę prowadzi inny lekarz, tym razem też postanowiłam wypróbować nowego.

Tymczasem zaczynam powoli przypominać sobie na czym polegają uroki pierwszych miesięcy ciąży. Mam mdłości, na razie tylko rano, ale wszystko przede mną. Poza tym od samego rana czuję się jak po ciężkim dniu pracy, wstając marzę tylko o tym, żeby z powrotem wrócić do łóżka. Niestety, pewne dwie młode damy za punkt honoru postawiły sobie pilnowanie mamusi, która coś się za bardzo leniwa zrobiła. Kiedy położę się na kanapie za chwilę spod ziemi wyrasta Klara i mówi z wyrzutem: - Mamo nie śpij, wstawaj! Zaczynam dochodzić do wniosku, że dzieci naprawdę potrafią być okrutne.