Jakie maleńkie są te wszystkie śpioszki i kaftaniki! Kiedy przygotowywałam się do pierwszego porodu, wszystko wydawało mi się tak małe, że postanowiłam nie brać do szpitala tych najmniejszych ciuszków. Efekt - Weronika kończyła się w połowie długości śpiochów. Tym razem przy pakowaniu towarzyszy mi Klara i czujnym okiem wybierała to, co najmniejsze. Wytłumaczyłam jej, że z tą wielką torbą pojadę do szpitala, a wrócę z Antosiem. Ona w tym czasie będzie z babcią Elą. Od tego momentu Klara kilka razy dziennie pyta się mnie, kiedy wybiorę się do tego szpitala, bo ona już by chciała zostać z babcią Elą… Ja też już bym chciała…

Wczoraj odwiedziłam w szpitalu przyjaciółkę i jej dwudniową córeczkę. Jak ja jej zazdroszczę! Ma już za sobą poród i obok siebie zdrowe maleństwo. A we mnie siedzi tysiąc różnych lęków i pytań: czy będzie zdrowe, jak szybko urodzę, czy warto brać znieczulenie i, najważniejsze, kiedy To się zacznie. Brzuch mi rośnie w oczach, zawiązanie butów graniczy z cudem. Dzieci coraz częściej słyszą argument, że nie mogę czegoś zrobić, bo mi brzuch przeszkadza. Ostatnio Klara pouczała swoją lalkę - nie mogę Cię wziąć na ręce, bo mam za duży brzuch.

Poza tym zaczęły mnie nękać skurcze łydek w nocy. Podobno oznacza to niedobór magnezu. Boli straszliwie i trzyma kilka minut, potem czuję tą łydkę jeszcze przez cały następny dzień. Jednym słowem zaczynam się uskarżać na swoje samopoczucie jak staruszka. I jeszcze te ciągłe pytania znajomych i nieznajomych: Kiedy termin? Podtekst tego pytania jest oczywisty - to Ty jeszcze nie urodziłaś?!