Szczególnie po ostatniej sesji dla Dolce&Gabbana porównywaniom nie było końca. Scarlett jednak buntuje się przed szufladkowaniem. Młoda aktorka nie lubi być porównywana do innych słynnych kobiet. Nie chce zostać zaszufladkowana.

Reklama

Jednak we wspomnianej sesji podobieństwo do Monroe jest uderzające... Kremowy obcisły gorset, charakterystycznie podniesione nad czołem blond loki, na czerwono uszminkowane usta, a nawet do złudzenia podobne pozy - wszystko to przywodzi na myśl legendę kina.

Johannson jednak zaprzecza takim zamiarom: "Naprawdę nie wzorowaliśmy się na niej i nie próbowaliśmy odtworzyć jej wizerunku. Oczywiście jest ikoną, blondynką, więc to naturalne, że ludzie pomyśleli, że stanowiła dla nas inspirację".

Johannson ceni Monroe, ale nie chce być z nią porównywana: "Kocham Marilyn. Myślę, że była zjawiskowo piękna i bardzo niedoceniona jako aktorka. Jestem krągłą, kobiecą blondynką i w tym na pewno przypominam Marilyn, ale na tym kończą się między nami podobieństwa" - zapewnia.

Gwiazda wie, co mówi. Lepiej przecież stać się niepowtarzalną, boską Scarlett niż pozostać w pamięci innych jako "druga Monroe"...