KOLEJNE SZPITALE, KOLEJNE DIAGNOZY

Bóle, mdłości i biegunka były wiązane najpierw z trwającym 4-5 tygodni stanem błogosławionym pacjentki. Potem zdiagnozowano u niej wrzodziejące zapalenie wątroby. Dziewczyna była leczona w kilku placówkach - w szpitalach w Pile, Poznaniu i w Łodzi. Tam była badana i przyjmowała różne leki (między innymi sterydy i antybiotyki).

Później usłyszała kolejną diagnozę: tym razem ropień. Pacjentka poprosiła o badanie endoskopowe, spotkała się jednak z odmową - stwierdzono, że badanie stanowi zagrożenie dla ciąży. Ostatecznie dziecka i tak nie udało się uratować. W miesiąc po poronieniu zmarła również jego matka. Przyczyna zgonu: szok septyczny, spowodowany sepsą.

CZY ZROBIONO WSZYSTKO, BY JĄ RATOWAĆ?

To wszystko wydarzyło się w 2004 roku. Matka zmarłej zaapelowała do łódzkiej prokuratury o ustalenie, czy istnieje związek między śmiercią córki a zaordynowanym przez lekarzy leczeniem. Prokurator poprosił o pomoc zakład medycyny sądowej Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego. Sprawa utknęła w miejscu.

Śledztwo było kilkukrotnie zawieszane i wznawiane, ostatecznie przerwano je w 2008 zostało - bez wydania jednoznacznej opinii. Niezadowolona matka nie poddała się jednak i skierowała sprawę do Strasburga. Uważa, że doszło doszło do naruszenia przepisów Europejskiej Konwencji Praw Człowieka i Podstawowych Wolności: prawa do życia, poszanowania życia prywatnego i rodzinnego.

Teraz Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu zwraca się do polskiego rządu z pytaniem, czy zrobiono wszystko, by zagwarantować prawo do życia chorej dziewczyny.

____________________________________________________

NIE PRZEGAP:

>>> "Wolę nowe piersi niż darmowy samochód"
>>> To tę kobietę naprawdę kochał Jackson
>>> Zobacz, jak zmienią cię operacje plastyczne