Agnieszka poznała Beatę kilka miesięcy temu. Okazało się, że pracują w jednym biurowcu, a ponieważ się polubiły, to zaczęły się spotykać na lunchach. Kiedyś poszły na kawę i przez dwie godziny gadały o ciuchach i butach. Potem Agnieszka zaprosiła Beatę do domu, by poznała jej męża… - Fajna dziewczyna, miło mieć taką koleżankę – myślała, patrząc, jak Beata beztrosko szczebioce z Markiem o piłce nożnej. Ale gdy odprowadzała ją do taksówki nieco się przestraszyła, bo Beata nagle wczepiła się w jej rękaw i z pałającymi oczami zapytała: - No jak, fajna ze mnie przyjaciółka? Agnieszka pomyślała, że nie, bo absolutnie tak o niej nie myślała. Przyjaciółkę miała jedną, jeszcze z czasów dzieciństwa i nie zamierzała tym ważnym uczuciem obdarzać nikogo innego. A już na pewno nie kogoś, kto usiłuje na niej to wymusić. Uśmiechnęła się tylko niepewnie i lekko skinęła głową.

I wtedy się zaczęło. Beata zasypywała ją mailami zatytułowanymi: kochana przyjaciółko, najdroższa przyjaciółko. Wydzwaniała, zaczęła wypytywać o wszystko: jak się jej układa z mężem, kiedy planują dzieci, ile zarabiają itp. Agnieszka była przerażona intensywnością ataków. Zaczęła więc unikać Beaty, ale ta nie dawała za wygraną: zaczęła przesyłać jej na biurko kanapki z karteczkami: zjedz coś, moja przyjaciółeczko, pewnie jesteś głodna! Szczytem wszystkiego było jednak wtargnięcie Beaty na urodziny Marka. Agresorka sprawdziła w jednym z portali społecznościowych, kiedy jej mąż ma urodziny, zaczaiła się pod blokiem i wparowała do ich mieszkania z bukietem kwiatów i okrzykiem: - Marek, najlepszego! I żebyś był dobry dla mojej najlepszej przyjaciółki!

Dlaczego Beata to robi? Bo bardzo chce mieć przyjaciółkę, ale kompletnie nie wie, co to słowo znaczy. A nie wie prawdopodobnie dlatego, że jest pozbawionym empatii „zaborcą” (i dlatego nie ma przyjaciółki…). Brak zdolności do dostrojenia się, wczucia w drugą osobę, wrażliwości na jej nastroje (czyli zero empatii) połączony z naruszaniem granic osobistych (czyli włażeniem na głowę biorącym się po części z braku empatii, a po części z braku najzwyklejszej ogłady) dają przerażający efekt.

Jak postawić takiej osobie granicę?

Granicą jest wyraźne NIE. Czyli np. :”Nie lubię o tym opowiadać” albo „Nie lubię o tym słuchać, porozmawiajmy o czymś innym”. Takie powiedzenie wprost „nie chcę”, „nie lubię”, jest najlepszym rozwiązaniem i działa najskuteczniej bez żadnych ozdobników typu :”Lubię Cię, ale nie chcę…” albo „Nie chciałabym Cię urazić, ale…”. Ozdobniki i tak nie zostaną usłyszane, a jakiekolwiek tłumaczenie się pakuje nas w pułapkę dyskutowania nad tym, czy nasze „chcę/nie chcę”, „lubię/nie lubię” ma sens. Gruboskórny przeciwnik o aparycji mentalnego nosorożca i tak zapędzi nas w kozi róg.

Jak nie urazić jej uczuć?

Powiedzenie komuś „nie lubię czegoś tam” nigdy nie jest urażeniem jego uczuć. To jest przecież komunikat o nas, a nie atak na kogoś. Nikogo nie oceniamy, nie krytykujemy, nie robimy na złość, mówimy tylko o tym, co nam „w duszy gra”. Normalna osoba nie może poczuć się urażona, wręcz powinna nam być wdzięczna za tę informację, bo czegoś się o nas dowiedziała.

Nie zachęcamy natomiast do mówienia wprost „Nie jesteśmy przyjaciółkami”. To może być przykre nawet dla osoby o bardzo grubej skórze. Dlatego ten wątek trzeba potraktować delikatnie i mówić „Jesteś wspaniałą kumpelą…uwielbiam z Tobą gadać, spędzać czas itp …”, ale nie rąbać prawdę między oczy. Można powiedzieć, że aby uznać kogokolwiek za przyjaciela, potrzebuje się duuuużo czasu, wspólnych przeżyć i głębokiego zrozumienia.

Czy można się kumplować na zdrowych zasadach z taka osobą?

Nie wiadomo, póki się nie sprawdzi. Trzeba te zasady określić i twardo przestrzegać. Jeśli jest tak zaborczą osobą, to pewnie nie będzie chciała, poszuka innej „przyjaciółki” i najlepiej, by trafiła na pobratymca czyli kogoś o podobnej wrażliwości (a raczej jej braku). Dwa nosorożce najlepiej się dogadają!