Ślina działa jak pasta do zębów?

Całowanie się jest dobre dla zdrowia zębów – przekonują dentyści. Powód? Całując się, stymulujemy produkcję dodatkowej śliny, ta z kolei neutralizuje nagromadzające się w jamie ustnej kwasy powstałe np. z zalegających resztek jedzenia. Efekt – zmniejsza się ryzyko rozwoju próchnicy, ale także namnażania się kultur bakterii, wirusów i grzybów w jamie ustnej.

Suche usta są bardziej narażone na rozwój chorób, stanów zapalnych, infekcji bakteryjnych. Praca języka, jaka towarzyszy całowaniu się sprawia, że w jamie ustnej dochodzi do pobudzenia produkcji śliny. Jest jej na tyle dużo, że staje się naturalną ochroną np. przed próchnicą. Ślina chroni szkliwo przed działaniem kwasów i bakterii, rozrzedza i wypłukuje cukry, reguluje pH, zapobiega problemowi nieświeżego oddechu, a więc sprzyja kolejnym pocałunkom – przekonuje dr n. med. Mariusz Duda, z Duda Clinic Implantologia i Stomatologia Estetyczna w Katowicach.

Pocałunki w służbie odporności

Mniejsze ryzyko próchnicy to nie jedyny plus, na który wskazują amerykańscy naukowcy. Ich zdaniem całowanie się podnosi naszą odporność. Powód? Aż 80% z nas ma w jamie ustnej identyczne szczepy bakterii, 20% to z kolei indywidualne kultury, charakterystyczne dla każdego z nas. W momencie, kiedy całujemy się wymieniamy między sobą te 20% unikatowych bakterii, a tym samym uodparniamy się na nie.

Co więcej - ślina ma także właściwości bakteriobójcze i naprawcze.

Zawarte w ślinie związki fluoru, wapnia i fosforany odbudowują mikroskopijne ubytki np. mikropęknięcia i mikrorysy powstałe na powierzchni szkliwa. Można pokusić się o stwierdzenie, że ślina ma podobne właściwości jak dobre pasty do zębów wzbogacane o te związki mineralne – mówi dr Duda.

Uwaga na bakterie

Warunek jest tylko jeden. Całujący się partnerzy muszą mieć zdrowe zęby i dbać o higienę jamy ustnej.

- Jeśli nasz partner ma próchnicę, pojawia się ryzyko przenoszenia jej wraz ze śliną. Jesteśmy także bardziej narażeni na infekcje bakteryjne np. streptococcus mutants, czyli bakteriami, które zalegają na płytce nazębnej – mówi dentysta.