Sprawa ciągnęła się od 2003 roku, kiedy to Hanna Bakuła poddała się zabiegowi liftingu twarzy i korekcji nosa. Malarka w rozmowie z dziennik.pl podkreśla, że to nie ona poszła do sądu. Rzecznik Praw Pacjenta odwiedziła mnie w szpitalu na Szaserów w maju 2003 roku, dwa miesiące po operacji, i stwierdziła, że jestem w takim stanie, że musi zawiadomić prokuratora - wyjaśnia Bakuła. I podkreśla, że oskarżycielem była prokuratura, ona zaś w sprawie była "jedynie" świadkiem. Teraz więc liczy, że śledczy zareagują na ten wyrok. 

Hanna Bakuła, malarka i pisarka, wspomina, że po operacji przez dwa lata była tak słaba i chora, że nie mogła malować ani pisać. Mam zmiany na prawym policzku. Nadal nie mogę wychodzić na słonce i być w za ciepłych pomieszczeniach, bo twarz boli i puchnie - opisuje. Sąd stwierdził jednak, że stało się tak, ponieważ pacjentka po zabiegu nie zastosowała się do zaleceń lekarza i zataiła przed nim istotne informacje dotyczące jej stanu zdrowia.Wykluczono również zakażenie gronkowcem.

Malarka nie chce oceniać wyroku przed otrzymaniem uzasadnienia. Jest mi przykro, bo 9 lat chodziłam do sądu, żeby pomóc innym kobietom, ofiarom nieudanych operacji  plastycznych - dodaje. 

Tymczasem dr Adam Gumkowski, który został oczyszczony z zarzutów, przyznaje, że sprawa znacząco odbiła się na jego życiu. Wiek ok. 40 lat to najlepszy okres dla chirurga. Przez 5 lat od 2003 roku, kiedy rozpoczęła się cała nagonka medialna, zniszczona została moja reputacja, dobre imię, a co za tym idzie, również kariera medyczna i wpływy finansowe kliniki. Dopiero cztery ostatnie lata pokazały, że pacjenci jednak nie stracili do mnie zaufania - mówi serwisowi dziennik.pl. 

Lekarz przyznaje, że mimo całego zamieszania wciąż ma wielu pacjentów. W klinice wykonuję ok. 50 różnych zabiegów tygodniowo podczas, gdy inni lekarze operują nierzadko tylko 1 dzień w tygodniu - wyjaśnia. I zapowiada, że to nie koniec sprawy. Czuję się pokrzywdzony i na pewno będę domagać się zadośćuczynienia, zarówno od Hanny Bakuły, jak i współpracujących z nią nierzetelnych mediów, które w znaczący sposób wpłynęły na stratę mojego dobrego imienia, nie weryfikując faktów - przyznaje.

To ja się powinnam domagać zadośćuczynienia za moje cierpienia, a resztę pretensji do prokuratury, która jest strona w sprawie. Ja jestem tylko świadkiem - komentuje te zapowiedzi Bakuła.