Zjadłam dwie bułki grahamki z szynką (i wcale nie była to odtłuszczona wędlinka) i dużymi plastrami świeżego, soczystego pomidora. Mniam!!! A na deser pyszne truskawki - oczywiście z chudym jogurtem, ale za to z odrobiną cukru. Niebo w gębie!!! To cudowne najeść się do syta…

Stres związany z pobytem mamy w szpitalu w końcu trochę mi odpuścił. Mama wraca już powoli do zdrowia. Po śniadaniu z tatą i siostrą wspólnie ją odwiedziliśmy. Wyglądała już lepiej i nawet trochę żartowała. Lekarz powiedział, że wszystko będzie dobrze, musi tylko odpoczywać i oszczędzać siły. Po takiej diagnozie poczułam się jak nowo narodzona. Tak strasznie się cieszę, że mama będzie zdrowa. I już niedługo opuści ten okropny szpital.

Po odwiedzinach poszliśmy na wspólny duży rodzinny obiad - niestety jeszcze bez mamy:(.
Zjadłam całkiem sporą porcję grillowanego mięsa i do tego wielką michę sałaty. Pychota. Opuściłam sobie deser, bo i tak śpieszyłam się na pociąg. Tata kupił mi na podróż kilo czereśni. Zajadałam się nimi w pociągu - i to nie sama! Poczęstowałam moich współpasażerów z przedziału, a wśród nich… pewnego bardzo fajnego chłopaka. Przegadałam z nim potem prawie całą drogę. Muszę przyznać, że ta niedziela była całkiem udana…

Partnerzy akcji:

www.zielonakawa.pl
www.gymnasion.pl
www.genesisclinic.pl
www.osirtargowek.waw.pl
www.celebrity.com.pl