Wybrałam się na spacer z Anielą. Potem zaprosiłam ją na dietetyczny obiad do mnie. Miło z jej strony, że zamiast wrócić do siebie na jakąś lazanię, postanowiła pomęczyć się ze mną przy moim gotowanym indyku z warzywami. Niestety, bez bazylii, bo się skończyła. Podobnie jak oliwa z oliwek, sos sojowy, kasza jęczmienna i pomidory. Trzeba będzie pójść na zakupy. Ale taka dieta nie jest tania, mimo że je się wtedy znacznie mniej niż zazwyczaj.
Gdy odprowadzałam Anielę na przystanek, wpadłyśmy w windzie na mojego sąsiada. Tego melomana za pięć dwunasta. Od razu przybrałam bojową minę. On tymczasem tylko się tak trochę, jakby półgębkiem do mnie uśmiechnął. Aniela od razu wyczuła to napięcie między nami i jak tylko wyszłyśmy z klatki, zaczęła o niego wypytywać. Opowiedziałam jej więc historię sobotniego poranka. "On na ciebie leci" - skwitowała moja przyjaciółka. Oszalała chyba. A jak to się ma do zakłócania mojego spokoju głośną muzyką nietrafiającą w dodatku w moje upodobania???!!!!!
No jak???