Wstałam dziś prawą nogą i z takim impetem, że aż kopnęłam w szafkę. Mam fioletowego siniaka na kolanie. Dobrze, że dostałam nowy strój do ćwiczeń, bo stare spodenki treningowe nie zakryłyby go. Będę się dzisiaj lansować na siłowni w markowych dresach od Nike.
Dawniej nie zwracałam uwagi na marki, wzory, kroje. Grubaski nie mają zbyt dużego wyboru. Bossowie świata mody uznali widocznie, że nie jesteśmy dla nich targetem. Ostatnio jednak coraz chętniej chodzę po sklepach "dla chudych" i z przyjemnością odkrywam fantastyczne ciuchy, zwłaszcza sukienki, w które już za parę tygodni się zmieszczę. Zmieszczę - co ja gadam? Fajna laseczka ze mnie będzie!:) Już zaczęłam odkładać na nową garderobę. Tak mnie te kiecki zmotywowały, że zaczęłam też intensywniej ćwiczyć. Czasem nawet się zapominam i dalej robię brzuszki, mimo że Krzysiek przestaje odliczać. Widzę wtedy, jak puchnie z dumy, że takiej kondycji nabrałam dzięki jego treningom. Ale co racja to racja. Na początku nie byłam w stanie dociągnąć serii 20 brzuszków bez złapania takiej zadyszki, że można by pomyśleć, że właśnie przebiegłam maraton. A teraz robię 40 i z marszu mogę wskoczyć na rowerek.