Po weekendzie stwierdziłam, ze wezmę sobie wolne od siłowni (chociaż na jeden dzień). Tym bardziej że po ostatnim "maratonie" na bieżni rozbolały mnie kolana. Pani doktor ostrzegała, że przy mojej wadze muszę na nie uważać. Zbyt duże obciążenia im nie służą i łatwo o kontuzję. Następnym razem muszę zwolnić tempo ćwiczeń i omówić to z moim trenerem.

Dawno nie widziałam się z moją przyjaciółką Anielą. Musiałam nadrobić zaległości. W końcu to moja najlepsza przyjaciółka! Jest ważniejsza niż siłownia. Lubię z nią pogadać. Aniela umie słuchać i sensownie doradzić. Można też liczyć na jej szczerość (choć czasem nawet zaboli, jak powie, co myśli). No, ale od tego są przyjaciele. Poznałyśmy się przy okazji wynajmowania tego nieszczęsnego mieszkania na Służewcu. To była prawdziwa próba dla przyjaźni. Postanowiłyśmy same odremontować ten lokal, a właścicielka miała nam zwrócić pieniądze. Oczywiście skończyło się na obietnicy… W rezultacie pomalowałyśmy wszystkie pokoje na własny koszt i pokłóciłyśmy się nie tylko z właścicielką mieszkania, ale też ze współlokatorkami. Tylko Aniela była w porządku. Wyprowadziła się stamtąd w tym samym momencie, co ja. Do dzisiaj wspominamy tamten okres jako prawdziwy koszmar…

Po drodze do domu zrobiłam zakupy. Moja lodówka zaczynała już być pustawa. Uzupełniłam zapas serka wiejskiego dla pań, które chcą mieć rozmiar XS, kupiłam też masę warzyw: sałata, świeży ogórek, pomidory - na wiosenną sałatkę jak znalazł. Z wygłodniałymi oczami omijałam z daleka półki z ciastami i chipsami. Starałam się odwracać wzrok od coca-coli i kiełbasek. Chodzenie po supermarkecie w trakcie diety to prawdziwa męczarnia i niezły test dla mojej wciąż wystawianej na próbę silnej woli! Wszystko wyglądało tak apetycznie i kusząco…