Kupowałyśmy rzeczy, które nie psuły się bez lodówki. Trzymałyśmy je w szufladzie - głównie serki topione. Objadłam się nimi za wszystkie czasy.

Potem wynajmowałam z trzema koleżankami kawalerkę na Litewskiej. Miała 20 m kwadratowych… Jeden pokój, trzy łóżka i właściwie na nic więcej nie było miejsca. Do tego pralka nie grzała wody, nie było kuchenki gazowej i regularnie płonęła nam instalacja elektryczna. To były ciężkie czasy. Ale za to miałyśmy blisko na Pola Mokotowskie! Poznałam wtedy naprawdę dużo ludzi, ciągle chodziłyśmy na imprezy. Kiedyś wykąpałyśmy się z Aśką w fontannie, w ciuchach. Następnego dnia przeczytałam w gazecie, że najbardziej zanieczyszczone miejsca w Warszawie, to właśnie fontanny. Ale wtedy liczyła się tylko zabawa.

Moje kolejne mieszkanie miało widok na Wyścigi. Ale poza tym widokiem, nie było w nim nic fajnego. Było nieco zdewastowane. Pomalowałyśmy je trochę, ale to niewiele poprawiło. Wtedy zaczęłam łapać chandrę… Zastanawiałam się nawet, czy nie wrócić do Żelechowa. Wtedy moja siostra Magda zaproponowała, że odstąpi mi swoje mieszkanie na Chmielnej. Sama przeprowadzała się do większego lokum, pod Warszawą. Tak oto wylądowałam w moim obecnym mieszkaniu. Całe szczęście, to była już najwyższa pora, żeby coś zmienić! W ten sposób zaczęłam nowy etap w życiu. Z poprzedniego mieszkania zostały mi fatalne wspomnienia i przyjaciółka - Aniela.