Około 7 rano zadzwoniłam do Darka, żeby przyjechał i mnie dobił. Darek odmówił. Za to zawiózł mnie na klaksonie do gabinetu. Moja dentystka (całkiem wyspana w przeciwieństwie do mnie) zarządziła natychmiastowe rwanie zęba. Nie mogło mnie już bardziej boleć, więc ochoczo przystałam na jej propozycję w nadziei, że zaraz poczuję się lepiej.

Po kilkugodzinnej męczarni opuściłam gabinet tortur w opłakanym - dosłownie! - stanie. Moja twarz… właściwie przestała być twarzą. Przypominała piłkę lekarską. Była megaspuchnięta i zmasakrowana skomplikowanym (jak się okazało) "rwaniem zęba”. To było ciężkie przeżycie....

Wyglądałam jak postać z filmu "Od zmierzchu do świtu”. W drodze powrotnej do domu, przed moim blokiem na pasach, zaczepił mnie obcy facet. Zapytał o godzinę. Przez łzy i zaciśnięte z bólu zęby odpowiedziałam, że nie mam zegarka. Ale on nie dawał za wygraną. Co się okazało? Że właściwie godzina nie miała żadnego znaczenia, bo ON po prostu chciał zaprosić mnie na kawę. Patrzę więc i widzę przed sobą wysokiego, szczupłego 30-latka. Pomyślałam od razu, że facet się zgrywa… umawiać się ze mną w takim stanie! Nawet bez wyrwanego zęba nie jestem typem kobiety, za którą oglądają się na pasach… Może to był zboczeniec. Kręcą go puszyste, a ja na dodatek byłam spuchnięta. "Nie, chyba żartujesz?!” - odpowiedziałam, przyśpieszając kroku. A on na to, że wysiadł specjalnie za mną z tramwaju, bo jestem... najpiękniejszą kobietą, jaką spotkał w środkach komunikacji miejskiej … Takie rzeczy nie zdarzają mi się na co dzień, wiec przez sekundę wyobraziłam sobie, że idziemy na kawę… Hola, hola. Nagle przypominałam sobie, jak wygląda moja twarz. Powiedziałam, że się spieszę i pobiegłam do domu obłożyć się lodem.

Zastanawiałam się przez chwilę, czy bylibyśmy udanym małżeństwem, gdyby nie ten cholerny ząb;-)