Weekend to czas sprzątania. A jest co sprzątać… Przez ten tydzień wyhodowałam niezły bałagan. Ale miałam tyle wrażeń w związku z udziałem w programie. Wizyty w poradniach, u dietetyczek, w redakcji, ustalanie grafika zajęć na siłowni… Niezły młyn!

Na imprezie u Anieli przyczepił się jakiś brunet. Chyba już sobie trochę wypił. Uparł się, żeby mi postawić piwo. A ja mam na nie szlaban. Nie chciałam się kompromitować i tłumaczyć, że jestem bohaterką programu o odchudzaniu, więc odburknęłam tylko, że na piwo jeszcze mnie stać. Jakoś wcale się nie zraził. Postawił przede mną kufel i nie czekając na moją reakcję, próbował zaciągnąć na parkiet. W odruchu samoobrony, chwyciłam jego piwo i wylałam mu na głowę… Spodziewałam się awantury, bo piwo spłynęło mu po głowie na oczach tłumu. Zamiast tego obydwoje eksplodowaliśmy śmiechem. A że mój śmiech jest wyjątkowo zaraźliwy, ubawił się cały lokal…

Dzisiaj wybieram się na kolację do mojej koleżanki Magdy. Zjawię się ze swoim własnym chudym mięskiem (tłustym i kalorycznym potrawom mówię stanowcze: NIE!), pewnie będę się musiała tłumaczyć, dlaczego tak mało jem. Mam plan, żeby symulować nieżyt żołądka. Będę udawać, że coś mi zaszkodziło na wczorajszej imprezie i muszę się wystrzegać ciężkostrawnych potraw… Nie chcę na razie nikomu mówić o mojej diecie.