Przyznaję: napiłam się, choć nie mogę... Wybaczcie
Wygadałam się. Przyznaję się do jednego drinka, może dwóch. W każdym razie to była wódka z sokiem w wersji light, dla pań w rozmiarze XS. Barman potwierdzał to trzy razy.
Na imprezie u Anieli przyczepił się jakiś brunet. Chyba już sobie trochę wypił. Uparł się, żeby mi postawić piwo. A ja mam na nie szlaban. Nie chciałam się kompromitować i tłumaczyć, że jestem bohaterką programu o odchudzaniu, więc odburknęłam tylko, że na piwo jeszcze mnie stać. Jakoś wcale się nie zraził. Postawił przede mną kufel i nie czekając na moją reakcję, próbował zaciągnąć na parkiet. W odruchu samoobrony, chwyciłam jego piwo i wylałam mu na głowę… Spodziewałam się awantury, bo piwo spłynęło mu po głowie na oczach tłumu. Zamiast tego obydwoje eksplodowaliśmy śmiechem. A że mój śmiech jest wyjątkowo zaraźliwy, ubawił się cały lokal…
Dzisiaj wybieram się na kolację do mojej koleżanki Magdy. Zjawię się ze swoim własnym chudym mięskiem (tłustym i kalorycznym potrawom mówię stanowcze: NIE!), pewnie będę się musiała tłumaczyć, dlaczego tak mało jem. Mam plan, żeby symulować nieżyt żołądka. Będę udawać, że coś mi zaszkodziło na wczorajszej imprezie i muszę się wystrzegać ciężkostrawnych potraw… Nie chcę na razie nikomu mówić o mojej diecie.


















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!