Czekała je jeszcze konfrontacja z lekarzem, który miał ocenić, czy to rzeczywiście już. Popatrzyłam na nie i pomyślałam, ze chyba jednak za bardzo nie spieszy mi się do porodu…Poszłam na górę obejrzeć salę do porodów rodzinnych. Wszystko jest - wanna, piłki, drabinki. Może chociaż tym razem będę mogła skorzystać z tych dobrodziejstw. Przy pierwszym porodzie nie chcieli mnie odłączyć od ktg (kontroluje tętno płodu), więc jedyne, co mi pozostało, to dreptanie przy łóżku. Za drugim razem przerzucali mnie z sali do sali i zdążyłam tylko poskakać trochę na piłce.

Kiedy w drodze powrotnej przechodziłam przez izbę przyjęć, jedna z czekających kobiet zbierała się do domu. Lekarz uznał, że ma jeszcze czas, jej mąż miał widocznie inne zdanie, bo klął na czym świat stoi. Ciekawe, kiedy ja tu wrócę? Nie ukrywam, że coraz częściej zadaję sobie to pytanie. Robię na przykład zakupy w supermarkecie i nagle myśl - a gdyby teraz odeszły mi wody, co bym zrobiła? Na pewno zrobiłabym zamieszanie, wezwaliby pogotowie i serwis sprzątający. Gorzej gdybym nagle zaczęła rodzić i ktoś musiałby odebrać poród. Ale z drugiej strony może moje dziecko miałoby do końca życia darmowe zakupy w tym sklepie… Takie albo jeszcze durniejsze myśli przychodzą mi ostatnio do głowy. Chyba macica uciska mi nie tylko żebra, ale i mózg.

Za to w domu atrakcją ostatnich dni jest kołyska. Klara, siedząc w środku, profesjonalnie odgrywa rolę dzidzi, Weronika, mniej profesjonalnie, rolę piastunki. Kolebie młodszą siostrą, wrzuca jej stertę zabawek. Generalnie nie jest zbyt delikatna, nie wiem, czy noworodek przeżyłby takie traktowanie. Wiem już natomiast, że jeszcze sporo czasu upłynie, nim moje córki będą mogły same zająć się młodszym bratem.