Tymczasem Weronika uznała, ze najwyższy czas zacząć kompletować dzidziusiowi zabawki, każdej wspólnej wyprawie do sklepu towarzyszy próba wrzucenia do koszyka jakieś grzechotki. Jakoś muszę panować nad tym żywiołem, inaczej utoniemy w powodzi niemowlęcych akcesoriów. Tak naprawdę czekają mnie tylko drobne zakupy dla dziecka, mamy już kołyskę, wózek, wanienkę, stos ubranek. Pozostaje kupno fotelika, bo poprzedni już się zużył i chłopięcych ubranek, jeśli życzenie Weroniki zostanie spełnione.

Apetyt wciąż mi nie dopisuje. Boleję nam tym, bo to jedyny moment, kiedy mogłabym bezkarnie zajadać się słodyczami, ale nie mam na nie ochoty. Czuję głód, zjadłabym coś, ale kiedy pomyślę o jakiejś konkretnej potrawie, od razu mi się odechciewa. Do lodówki nawet nie zaglądam, choćbym codziennie ją myła i tak będzie mi coś śmierdziało. Za dużo nie jem, więc moja waga od początku ciąży stoi w miejscu, ale brzuszek zaczyna się zaokrąglać. Nie wystarcza już niedopinanie guzika w spodniach. Żeby nosić dżinsy sprzed ciąży musiałabym nie zasuwać też rozporka, a to grozi zgubieniem spodni. Noszę wymiennie dwie spódnice, czym imponuję moim córkom, stojącym na stanowisku, że prawdziwa kobieta powinna chodzić w spódnicach lub sukienkach. Niestety jest to umiarkowanie wygodne. Muszę poprosić mamę o pożyczenie jakichś jej spodni.