Pikanterii całej sytuacji dodawał fakt, że Jan Englert był nauczycielem swojej byłej żony: "Cztery lata uczyłem Beatę i nic nie wskazywało na to, że kiedykolwiek cokolwiek nas połączy. Mijaliśmy się bez specjalnego zainteresowania."

OLIMPIJSKI SPOKÓJ BEATY

Ale to nie Beata była przyczyną rozpadu małżeństwa aktora - przynajmniej on sam tak twierdzi: "Strasznie łatwo jest do czyjegoś życiorysu dorabiać teorie, tzw. story beletrystyczne. To nie było tak, że się obudziłem we wtorek rano i powiedziałem: „Żegnaj, moje stare życie”. Nie ma nic bez przyczyny. Jak się człowiek decyduje na romans, to nie dlatego, że ustrzelił go Amor. Pewnego dnia rano budzimy się w rutynie i pytamy siebie: „Czy już nic mnie nie spotka?”. I od tego momentu zaczynamy pracować na romans." I dodaje: "Nie ma przepisów. Nie oszukujmy się – w każdym z nas siedzi egoista i egocentryk. A czasami rozstanie to właśnie trudniejsza droga. Wielu nie decyduje się na rozwód z wygody. "

Czym więc ujęła go młodziutka, delikatna blondynka? "Zawsze miałem doświadczenia z dość nerwowymi kobietami i porażający był dla mnie spokój Beaty, jej opanowanie. Pierwszy raz zwróciłem na nią uwagę, gdy wyjechaliśmy z przedstawieniem do Australii i Beata zaczęła tonąć w morzu. Rzuciłem się jej na ratunek. Mówiła: >Panie profesorze, spokojnie, niech mnie pan nie puszcza, niech mnie pan ratuje<. A jak wieczorem z okna hotelowego zobaczyłem, że ona w basenie uczy się pływać, zachwyciło mnie to" - twierdzi aktor. Dziś są zgodnym małżeństwem, mają córkę Helenkę i nic nie wskazuje na to, że ten stan rzeczy miałby się zmienić. No, chyba że pan Jan obudzi się któregoś dnia i zapyta sam siebie "Czy już nic mnie nie spotka"...

______________________________________________

NIE PRZEGAP:

>>> Kobiety są najszczęśliwsze w wieku 28 lat
>>> Świat jest okrutny dla starzejących się kobiet
>>> Żona Willa Smitha wie, jak zadowolić męża