O czym marzyłaś w dzieciństwie?

Beata Sadowska: - Żeby zostać policjantką, choć wtedy niestety była milicja. Chciałam stać na skrzyżowaniu i kierować ruchem. To było moje wielkie marzenie. Chciałam być nauczycielką i wstawiać oceny do dziennika. Miałam taki swój dziennik - wstawiałam ołówkiem i wymazywałam gumką, a potem znowu wstawiałam oceny. No i jeszcze chciałam być kwiaciarką albo pracować w sklepie, bo fascynowały mnie odważniki. To chyba były moje największe marzenia.

I co się później stało?

Z tymi marzeniami? Odłożyłam je na półkę. Czy coś udało mi się wcielić w życie? Nie kieruję ruchem na skrzyżowaniu, to raczej mną kierują w studio. Nie bawię się odważnikami, a nawet hantlami, bo raczej wolę biegać. Nauczycielką też już być bym nie chciała, bo raczej wolę się sama uczyć. Ale kwiaty kocham dalej, a marzenia realizuję w zupełnie innej konfiguracji.

O czym teraz marzysz?

Od dziecka też marzyłam, żeby podróżować i to akurat udaje mi się spełniać. Szukam po świecie różnych, fajnych historii. Wyruszam z plecakiem i z mapą. Kiedyś marzyłam, żeby przebiec maraton i przebiegłam ich osiem. Ostatnio w Nowym Jorku i w Amsterdamie.

Jak wygląda taka wielka uliczna impreza w Nowym Jorku?

Atmosfera jest niewiarygodna. Wszyscy, ok. 47 tys. biegaczy, podzieleni są na cztery grupy. Nie mogliśmy równocześnie wystartować, ponieważ nie zmieścilibyśmy się na mostach. Startowaliśmy w odstępie nawet półgodzinnym. Na początku piosenkarka zaśpiewała hymn USA, a potem organizatorzy puścili "New York, New York" Franka Sinatry. Do dzisiaj mam gęsią skórkę, gdy ją słyszę. Taki maraton to walka z samym sobą. 42 km 195 metrów i przekraczanie granic w głowie i w ciele. Ale wbrew pozorom jest to doświadczenie, które po odpowiednim przygotowaniu polecałabym każdemu.

A plecak i mapa, czego szukasz podczas tych podróży?

Lubię zwiedzać świat, coś dotknąć, poczuć, posmakować. Czuję się bardzo dobrze w traperskich butach, jeansach i z plecakiem zarzuconym na ramię. To dla mnie dużo fajniejsze niż hotel, niż drink z palemką.

Ale nie ma tam internetu i dostępu do newsów...

...i bardzo dobrze. Warto się tak odciąć. Zyskujemy spokój i przestrzeń w głowie. Gdy zrobi się krok w tył, to czasem więcej widać i słychać.

A jakie miejsce miało na ciebie ostatnio dobry wpływ?

Lofoty archipelag na Morzu Norweskim za Kołem Polarnym. Było tam niesamowicie. Ciekawostką jest to, że w tamtejszej, liczącej kilkaset osób wiosce, mieli elektryczność przed Nowym Jorkiem.

Kolejny kierunek podróży?

Tokio. W lutym biegnę swój kolejny maraton.

Beata Sadowska, dziennikarka telewizyjna, związana z TVP. Ma 37 lat.