TO MOJE PIĘĆ MINUT

Reklama

Każdy człowiek ma potrzebę bycia wysłuchanym. Nawet jeśli pisze pamiętnik, w skrytości ducha marzy o tym, by ten został kiedyś odkryty przez następne pokolenia. Blog daje taką możliwość - teraz, natychmiast. "Blog to łatwa droga, by wygospodarować sobie przestrzeń, w ktorej ja mówię to, co myślę. I że zostanę wysłuchana, że nie będzie to tylko mój pamiętniczek, który piszę do szuflady" - mówi nam Joanna Roszak, psycholog ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej.

Blogerkami czasem kieruje jakże ludzka potrzeba, trochę "Big Brotherowa" potrzeba przysłowiowych pięciu minut. Dla innych internet staje się czymś, czym kiedyś od XIX wieku był pewien zakątek londyńskiego Hyde Parku. Tam publicznie wystąpić mógł każdy i rozprawiać na dowolny, nawet najbardziej nieprawdopodobny temat. "Blog to możliwość zaistnienia dla osób, które być może nie przebiłyby się do publiczności w inny sposób albo nie odważyłyby się z różnych względów z otwartą przyłbicą wystąpić w Speakers Corner" - twierdzi Roszak. A dlaczego nie decydują się na otwarcie przyłbicy?

INTYMNOŚĆ KONTROLOWANA

Mamy zwykłe Kowalskie, które pragną mówić o sprawach społecznych i polityce, a internet jest dla nich jedynie dostarczycielem uważnego gremium. Ale mamy również sporą grupę piszącą o sobie - myślach, uczuciach, najintymniejszych sekretach i najpilniej skrywanych tajemnicach. "Na >>pamiętnikowych<< blogach blogerki odsłaniają się ze swoją intymnością, ale z drugiiej strony zawsze pozostają odgrodzone szkłem monitora. W gruncie rzeczy nie wiemy, co z tych zwierzeń jest prawdą. Czytelnik nie dotrze do nich i nie jest w stanie tego zweryfikować. To takie odsłanianie kontrolowane" - mówi psycholog. Czasem jest to rzeczywiście "kawa na ławę", niejednokrotnie - przynajmniej częściowa konfabulacja. Sytuacja fałszywej intymności, w której kobieta selekcjonuje, co chce ujawnić, a nawet kreuje nową tożsamość. To ona właśnie wzmacnia się i konstyutuuje przez przybranie nowego imienia/nicka i interakcje z innymi internautami.

"W niektórych przypadkach blogerki kreują fałszywą tożsamość, która spełnia podobne cele jak tożsamości przybierane przez graczy w skomplikowanych grach komputerowych. Wcielając się np. w wojowniczkę czy superheroinę rekompensujemy sobie własne słabości. Jeśli nie dochodzi do uzależnienia, jest to tylko drobne oszustwo, psychiczna proteza, która podbudowuje nas na duchu" - mówi psycholog.

WENTYL CZY SPIRALA?

Na blogach znajdują wyraz życiowe trudności blogerek i przeżywane przez nie konflikty. Lub sprawy trudne i nieakceptowane. Nierzadko blogerka opowiada internautom o tym, czego nie jest w stanie powiedzieć najblizszej osobie. "Jest to w pewnym sensie rodzaj >>terapii<<, emocjonalnego wentyla, który pozwala upuścić wewnętrzne ciśnienie. Często mówi się, że łatwiej zwierzyć się przypadkowo napotkanej w pociągu osobie niż najbliższym. Ale to tylko świadczy o tym, że mamy problem z rozmawianiem z drugą osobą" - mówi psycholog i jednocześnie ostrzega: często rzeczywiście spuszczamy powietrze - ale nierozwiązany problem nadal pozostaje.

"Do pewnego poziomu zwerbalizowanie problemu - także poprzez bloga - pomaga. Natomiast w przypadku poważnego, złożonego problemu niezmierzenie się z nim w żaden inny sposób, jak tylko poprzez pisanie, może nakręcić wewnętrzną spiralę. Zaczynam roztrząsać trudności sama ze sobą, podkręcam, szlifuję, ubieram w słowa i poza tym, że upuściułam trochę pary, nic z tego nie wynika" - ostrzega Joanna Roszak.