35-letnia Stacey cierpi na wrodzoną łamliwość kości (osteogenesis imperfecta) – genetyczną chorobę, która powoduje kruchość kości, niedorozwój płuc i niewielki wzrost. Lekarze odradzali jej ciążę jako zbyt ryzykowną dla życia – ciężar płodu mógł dosłownie zmiażdżyć jej organy wewnętrzne. A jednak determinacja zostania mamą była silniejsza. „Moja mama powiedziała, że umrę, ale przypomniałam jej, że już fakt, że ja żyję, jest cudem, a kolejnym cudem będzie moje dziecko” – wspomina.

W 2005 roku kobieta wyszła za mąż i od tego czasu wraz z mężem Willem postarali się o trójkę pociech. Synek Malachi przyszedł na świat drogą cesarskiego cięcia 28 listopada. „Jest najpiękniejszym i najbardziej idealnym chłopcem, jakiego kiedykolwiek wiedziałam” – mówi zachwycona matka. „Niczego bardziej nie pragnę niż być u jego boku”.

Malachi miał urodzić się tuż przed świętami, ale lekarze zdecydowali, że dalsza ciąża byłaby dla kobiety zbyt niebezpieczna. Stacey porusza się na wózku inwalidzkim. W opiece nad dziećmi pomaga jej Will, mierzący 179 cm. wzrostu aplikant na księdza. Kobieta nazywa go swoim błogosławieństwem. Malachi pozostanie w szpitalnym inkubatorze jeszcze przez kilka miesięcy. „Nie możemy się doczekać chwili, gdy będzie wystarczająco silny, by wrócić do domu” – mówi Stacey.