Uznaniem jurorów Fragrance Foundation UK w Londynie jak i konsumentów cieszyły się perfumy dla kobiet Gucci Guilty i męska mieszanka Bleu de Chanel.

Jednak najwięcej medialnego szumu wywołał zapach Someday Justina Biebera. Perfumy młodego wokalisty biły wszelkie rekordy sprzedaży. Nie obyło się jednak bez skandalu. Flakon perfum, jakim idol nastolatek uraczył swoje fanki do złudzenia przypominał ten, który zawierał aromat perfum Lola, Marca Jacobsa. Na szczęście dla Biebera, obyło się bez procesów.

W mijającym roku powstały również ślubne mieszanki, którymi uczczono najbardziej emocjonujące ceremonie ślubne. Flakonem perfum, jako dodatkiem do białej sukni i tortu ślubnego mogły poszczycić się Kate Middleton i Kim Kardashian. Te jednak wzbudziły nikłe zainteresowanie na rynku. Dlaczego?

- Obecnie, praktycznie każdy może stworzyć swoje perfumy. Czasem ma wrażenie, że zbyt wiele osób ma taką możliwość. Pamiętam, gdy w 1977 roku wypuszczaliśmy na rynek zapach Opium Yves Saint Laurent. Byłam bardzo zdenerwowana, na półkach perfumerii stało zaledwie kilka flakonów perfum. Dziś mamy ich kilkaset. Niestety niecałe 10 proc. z nich utrzyma się na rynku - powiedziała Chantal Ross.

Ross zaznacza, że perfum nie można traktować, jako maszynki do robienia pieniędzy.

- Spotkałam wielu młodych projektantów, pozwolę sobie nie wymieniać nazwisk, którzy przychodzili do mnie i mówili "czy możemy stworzyć jakiś zapach, chcę zarobić pieniądze". Sadzą, że jeśli stworzą jakieś perfumy zyskają uznanie, sławę. Nie tędy droga - dodaje.

Dlatego też tak wiele lat amerykańska projektantka Diane von Furstenberg czekała, aby stworzyć swój drugi zapach Diane. Pierwsze perfumy, Tataiane (nazwane imieniem córki projektantki), powstały w 1975 roku. Dopiero w 2011 roku kreatorka mody zdecydowała się na powrót. Zapach Diane dojrzewał przez wiele lat, a nad jego finalnym efektem czuwał nos Chantale Ross. W ramach promocji perfum, słynna amerykańska projektantka przyleciała również do Polski, co raczej się nie zdarza w przypadku wielkich projektantów.

Mijający rok zaowocował również o rodzime zapachy. Najwięcej emocji wzbudzało oczekiwanie na perfumy Radka Majdana. Internauci spekulowali - czy będzie to Giorgio Majdani, a może Aqua de Majdani. Wyszło Vabun - aromat łączący w sobie energetyczny aromat egzotycznej, czerwonej pomarańczy, ostrą nutę mięty pieprzowej, rześką woń grejpfruta i szczyptę złocistego cynamonu.

Do grona gwiazd, które mają własne perfumy dołączyła również wokalistka Ewa Farna. Zapach Rock Angel, który na rynek wypuściła marka Oriflame, to mieszanka słodkiej woni gruszy i niewinnej nuty gardenii z dodatkiem drzewa cedrowego i paczuli.

Swoją perfumeryjną wisienkę na torcie umieścili również Marcin Paprocki i Mariusz Brzozowski - duet projektantów, który jak na razie jako jedyny na polskim rynku zdecydował się na własny zapach. Perfumy "UseMe" powstały we współpracy z marką kosmetyczną Fridge i skomponowane są wyłącznie z naturalnych składników, olejków eterycznych i absolutów (roślinnych materiałów perfumeryjnych o wysokim stężeniu). Nie brakuje w nich nut bazowych paproci i brzozy.

Zapachy te bez wątpienia budziły emocje, ale czy przyniosą zyski i za rok ktoś będzie o nich pamiętał? Chantal Ross zaznacza, że o powodzeniu perfum nie decyduje flakon czy kampania reklamowa, najważniejsze to klasyka i jakość.

- Perfumy, które utrzymują się na rynku, to perfumy stworzone z pasją, miłością, a przede wszystkim z szacunkiem dla klienta. To, co znajduje się we flakonie musi być najwyższej jakości - wyjaśnia perfumiarka.

A co przyniesie przyszły rok? Swoje zapachy zapowiedziała już Lady Gaga, głośno mówi się o perfumeryjnym debiucie Madonny. Trwają również prace nad zapachem domu mody Louis Vuitton.