Dziennik Gazeta Prawana logo

Luksus z drugiej ręki. Żegnaj lumpeksie, witaj - second-handzie!

19 stycznia 2011, 11:57
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Luksus z drugiej ręki. Żegnaj lumpeksie, witaj - second-handzie!
Shutterstock
Dawniej - sklep ze "szmatami" dla "lumpa". Niegdysiejsze szmateksy i lumpeksy przeszły spektakularną metamorfozę. Dzisiejsze second-handy to często eleganckie butiki, gdzie można znaleźć ubrania od Chanel i Armaniego. Do ich prosperity przyczyniła się silna pozycja stylu Vintage. Oto moda na luksus z drugiej ręki.

Szmateksy, lumpeksy, second-handy – czy jak je zwą – wchodzą w wielki świat biznesu. Coraz częściej są to nowoczesne markety ze starannie wyselekcjonowanym towarem.

Na kawę z Armanim

Rośnie wartość tego rynku w tempie 10 – 15 proc. rocznie. Jedna trzecia punktów działa w sieciach, z których 5 największych skupia po ok. 15 – 30 sklepów, ma wyłącznych dostawców za granicą i własne sortownie. Otwiera butiki, gdzie kupisz ubrania od Armaniego i wypijesz kawę.

Kryzys gospodarczy, a także moda na tzw. styl vintage sprawiają, że rosną obroty second-handów i w ub.r. przekroczyły 5 mld zł. W tym będą o 10-15 proc. wyższe.

Kluczem do sukcesu sklepów second-hand jest szybka rotacja towaru i dobra promocja. Spółka Uniliba Group, która rozwija sieć pod nazwą Fashion, raz w tygodniu wymienia 100 proc. ciuchów, a dzień przed dostawą wyprzedaje wszystko, co zostanie, po 3 zł. Poza tym, żeby przyciągnąć klientów, firma wprowadza promocje i karty rabatowe: np. za każde wydane w ciucholandzie 30 zł klient dostaje 1 punkt, a gdy uzbiera 5 punktów, to należy mu się 25 proc. rabatu. Są tu więc sukienki z Benettona za 20 – 30 zł czy dżinsy Lee za 15 zł.

System przynosi efekty: w dni wyprzedaży, a także tuż po dostawie przed sklepem Fashion ustawiają się kolejki, a sieć ma opinię jednej z najlepszych na Dolnym Śląsku.

Vintage: oryginalność jest w cenie

Obroty second-handów nakręcają dziś nie tylko najbiedniejsi. Moda na wyszukane stare rzeczy wzięła się ze stylu vintage, który rozpropagowali znani styliści z Vogue czy Elle. To oni do sesji zdjęciowych zaczęli ubierać modelki w ciuchy od znanych projektantów z lat 80. czy 90. Trend ten wykorzystują właściciele małych ciucholandów, którzy nastawiają się na sprzedaż unikatowych markowych rzeczy. Taką ofertę mają m.in. warszawskie sklepy Vingate czy Perpetuum Mobile oraz gdyński A&E. Właścicielki tego ostatniego sklepu same wyszukują towar, odkupują ubrania od znajomych, chodzą po zwykłych lumpeksach oraz pchlich targach w kraju i za granicą.

Zyski są na pewno mniejsze niż w second-handach zwykłych, ale jak zapewnia Anna Czarnecka, jedna z założycielek sklepu, klientek szukających oryginalności ciągle przybywa.

Zarobić na ciuchach

To w znacznej mierze zasługa konsolidacji tej rozproszonej do niedawna branży. W ciągu dwóch lat powstało kilkanaście sieci z 10 – 30 sklepami. Do największych należą: Centrum Taniej Odzieży (woj. dolnośląskie), Sorens (centrum kraju), Vive (woj. świętokrzystkie), Fashion (woj. pomorskie). I szybko się powiększają. Spółka Sorens, która ma dziś 15 sklepów, wprowadziła franczyzę na dwie marki. Jedna – „1,2,3” – to sklepy wielkopowierzchniowe z bogatym i różnorodnym asortymentem. Druga to małe butiki „Laruu”, gdzie sprzedawana jest odzież od znanych projektantów.

Zainteresowanie konceptem jest spore, bo na otwarcie ciucholandu wystarczy już ok 20 – 40 tys. zł. Obroty zależą od lokalizacji sklepu, jego powierzchni, a także od częstotliwości wymiany towaru i jego jakości. – Największe i najlepiej zarządzane sklepy mogą mieć nawet po 15 – 20 tys. zł obrotu tygodniowo – mówi Mateusz Polnar z Sorensa.

Spółka tylko w tym roku planuje uruchomienie ok. 20 – 30 sklepów w Polsce, a także będzie prowadzić 40 ciucholandów w Czechach, na Litwie i na Węgrzech. Umożliwiła jej to umowa, którą firma podpisała właśnie z niemieckim koncernem – Soex ma w Europie własną sieć dystrybucji towaru i fabrykę recyclingu. Roczne obroty koncernu przekraczają miliard euro.

Mój własny butik

Aby założyć sklep z używaną odzieżą, należy jedynie zarejestrować działalność gospodarczą. Trzeba mieć też środki na wynajęcie i urządzenie lokalu, a także na zakup towaru. Jest to koszt od 10 do 40 tys. zł. Najlepszej jakości, starannie wyselekcjonowany towar kosztuje od 40 do nawet 60 zł za kg. Najbardziej opłaca się kupować rzeczy lekkie, np. bluzki, które można sprzedawać na sztuki po 10 – 20 zł (na kg wchodzi zwykle ok. 20 bluzek).

Służby sanitarne mają prawo żądać od sprzedawcy zaświadczenia o przeprowadzeniu dezynsekcji i dezynfekcji sprzedawanego towaru. Pamiętaj, że firma dostarczająca odzież sortowaną z zagranicy musi przedstawić wszelkie zaświadczenia o jej dezynfekcji i dezynsekcji. Powinny być dołączone do towaru. Wtedy dopiero odzież może być dopuszczona do sprzedaży.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj