Może jednak warto zmienić ten światopogląd? Zwłaszcza że współczesne babcie zorientowały się, że ich rola może być zupełnie inna. Na dowód publikujemy list jednej z nich.

Przeczytałam >>>historię Magdy, której teściowa poprosiła o wynagrodzenie za opiekę nad wnuczkiem Gustawem, i zadumałam się.

Sama jestem na emeryturze od kilku lat. Całe życie wszystkiego sobie odmawiałam, nie tylko rzeczy materialnych. Zawsze miałam talent artystyczny, który bardzo chciałam rozwijać. Nie miałam na to czasu, gdy dzieci były małe, potem gdy szły do szkoły i na studia. Nareszcie mogę wykorzystywać każdy dzień na tkanie makatek, co uwielbiam.

Gdy synowi urodziła się córeczka, ich sytuacja była podobna jak u Magdy i Mariusza. Zaczynało brakować pieniędzy, zresztą żona mojego syna to zdolna i ambitna kobieta, poza tym nie jest stworzona do domowego życia. Udało im się znaleźć opiekunkę, Ewa wróciła do pracy. Mnie poprosili, bym doglądała, czy niania radzi sobie z półroczną Marysią. Wpadałam kilka razy w tygodniu do mieszkania dzieci, by pobawić się z maleństwem.

Gdy pewnego dnia opiekunka wymówiła pracę, syn i jego żona mieli nie lada problem. Wiedzieli, że mam dużo wolnego czasu, więc poprosili mnie o opiekę nad wnusią. Zgodziłam się oczywiście bez wahania, ale po tygodniu byłam naprawdę zmęczona. Syn zauważył, że pilnowanie Marysi w pełnym wymiarze godzin nieco mi ciąży. Któregoś razu wzięli mnie z Ewą na rozmowę. Powiedzieli, że zależy im na tym, bym to ja opiekowała się małą. I zaznaczyli, że czuliby się podle, gdyby wykorzystywali mnie jako darmową pomoc przez te 40 godzin w tygodniu. Ewa wyliczyła wcześniej, że dzięki mnie zaoszczędziliby około 2000 zł miesięcznie. I uparli się, żebym przyjęła normalną pensję w takiej właśnie wysokości. Utargowaliśmy, że moje honorarium wyniesie 1500 zł, a pozostałe 500 Marcin i Ewa będą składali na konto Marysi.

Początkowo czułam się dziwnie, biorąc pieniądze od dzieci. Jednak przemyślałam to i zdałam sobie sprawę, że taka sytuacja jest o wiele zdrowsza dla naszych relacji. Prawdopodobnie po kilku miesiącach darmowego niańczenia żywotnej dziewczynki czułabym się wykorzystana. A Marcin i Ewa mieliby wobec mnie wielki dług wdzięczności, który bardzo by im ciążył i wpływał na nasze stosunki.

W przypadku Magdy i Mariusza, jak sądzę, największe oburzenie wzbudziła postawa teściowej, która nie chciała dać się wykorzystać. Owszem, mogła postawić sprawę swojego honorarium inaczej, jednak pamiętajmy, że znamy tylko wersję synowej. Poza tym nigdzie nie jest powiedziane, że malowanie obrazów jest nic nie warte. Każdy ma prawo gospodarować swoim czasem według uznania, a nie zgodnie z oczekiwaniami dzieci. Ciekawe, czy Magda i Mariusz równie chętnie zrezygnowaliby ze swoich przyzwyczjaeń i zajmowali się przez 8 godzin dziennie chorą teściową.

Jest jeszcze jedna sprawa: czy Magda zażądałaby takiego poświęcenia od np. swojej siostry czy kuzynki? Nie, bo te osoby w mniemaniu młodych mają własne ważne sprawy. A my, starsze panie, nie.

Podsumowując, ta cała sytuacja przekonała mnie, że dobrze wychowałam swojego syna. Pozdrawiam wszystkie babcie.

WEŹ UDZIAŁ W NASZEJ SONDZIE I PODYSKUTUJ NA FORUM.