Dziennik Gazeta Prawana logo

Prima aprilis. "Chrześcijaństwo nie lubiło tego zwyczaju..." [ROZMOWA]

1 kwietnia 2023, 08:00
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Matka. Dzieci. Żarty. Figle. Prima aprilis
Matka. Dzieci. Żarty. Figle. Prima aprilis/Shutterstock
Prima aprilis (dosłownie z łac. pierwszy kwietnia) to zwyczaj obchodzony w wielu krajach świata. Polega na robieniu żartów, płataniu figli i celowym wprowadzaniu innych w błąd. Pochodzenie prima aprilis nie jest jasne, ale kulturoznawcy mają pewne teorie dotyczące jego korzeni.  Opowiedziała nam o nich dr hab. Zuzanna Grębecka, antropolożka kultury i etnolożka, wykładowczyni Uniwersytetu Warszawskiego. 

Marta Jarosz: Dziś jest ten dzień w roku – prima aprilis –  kiedy wszystko, co się usłyszy, należy dwa razy przemyśleć, zanim uzna się za prawdę. Skąd wziął się w kulturze ten zwyczaj oszukiwania?

Dr hab. Zuzanna Grębecka: Jego geneza nie jest do końca jasna i, jak zwykle w takich sytuacjach, dopatruje się jej antycznych, starożytnych korzeni. Z jednej strony mówiąc o pochodzeniu prima aprilis, wspomina się o Cerialiach czyli o święcie obchodzonym w starożytnym Rzymie na cześć bogini Ceres. W mitologii greckiej była ona utożsamiana z Demeter. To właśnie z tą postacią wiąże się ważny w kontekście prima aprilis mit. Persefona, córka Demeter, została na początku kwietnia porwana przez Hadesa. Kiedy Demeter próbowała odnaleźć Persefonę i wołała jej imię, odpowiadało jej echo – w ten sposób bóg ciemności bezlitośnie zwodził poszukującą matkę. To jedna teoria. W drugiej pochodzenie prima aprilis łączy się z Weneraliami. Były to święta, obchodzone wiosną w starożytnym Rzymie na cześć bogini Wenery. Ważnym elementem ich celebracji były kawały, żarty dowcipy. W opracowaniach dotyczących tego tematu mówi się o występach komicznych, o przebieraniu się mężczyzn w damskie stroje – to drugi rodzaj antycznego oszustwa, z którym łączy się pochodzenie prima aprilis. 

Czy celebracja prima aprilis zmieniała się przez lata?

W tych bliższych nam czasach zasadniczo nie. Zawsze chodziło o żarty, dowcipy, drobne oszustwa. Kiedyś 1 kwietnia opowiadano sobie zmyślone historie, próbowano coś wmawiać rozmówcom. Dziś nazwalibyśmy to wszystko wkręcaniem. Płatano sobie również figle, ale te towarzyszyły też innym świętom – także tym największym, Bożemu Narodzeniu i Wielkanocy. Duży udział w obchodzeniu prima aprilis miała prasa. Kiedy się pojawiła, można powiedzieć, podłapała temat. Narodziła się tradycja żartów medialnych. Jeszcze kilkadziesiąt lat  temu wręcz czekało się na 1 kwietnia, żeby dowiedzieć się, jakie nieprawdziwe informacje zostaną opublikowane tego dnia w mediach. Teraz, wydaje mi się, że w związku z ogólnym zmniejszeniem wagi prasy, nie ma już tego oczekiwania. 

Wspomniała Pani o figlach, które płatało się także przy okazji innych ważnych świąt. Co takiego się działo w Boże Narodzenie czy w Wielkanoc?

Jednym z tych „zimowych” tradycyjnych sposobów żartowania było na przykład wykładanie słomą albo wysypywanie popiołem drogi między chałupami panny i kawalera, co sugerowało, że mają się ku sobie. Popularne było również zdejmowanie bram z zawiasów, a także wkładanie niektórych narzędzi rolniczych – np. bron - na dach stodoły albo domostwa. Jeśli chodzi o figle wielkanocne, to warto na pewno wspomnieć pogrzeb żuru i śledzia. Na drzewie wieszano garnek z żurem, a w pewnej chwili rozbijano go tak, żeby zawartość ochlapała najmłodszego, niczego nieświadomego uczestnika zabawy. 

Jak dawno temu kultywowano te zwyczaje?

Na Podlasiu na przykład dobrze pamiętają je jeszcze e swojego dzieciństwa osoby z pokolenia współczesnych 60-latków. Jakieś 50 lat temu były więc dość dobrze znane. 

Dlaczego właśnie data 1 kwietnia została wybrana na celebrowanie oszustwa?

Znowu: umocowania szukamy w Starożytności. Święta, o których mówiłam już wcześniej, uznawane za podwaliny prima aprilis, były tzw. świętami przesileniowymi. Obchodzono je wiosną. W ogóle: zanim zaczął obowiązywać kalendarz gregoriański, który przesunął rozpoczęcie nowego roku na styczeń, to wydarzenie było obchodzone wiosną i jego celebracji towarzyszyło obdarowywanie się prezentami. Wprowadzoną zmianę nie wszyscy od razu zaakceptowali. O nowym roku świętowanym wiosną zaczęto mówić, że to nowy rok głupców. Jeszcze później „swój wkład w sprawę” wniosła tradycja chrześcijańska. 1 kwietnia to data urodzin Judasza – symbolu fałszu.  W niektórych opracowaniach mówi się, że ze względu na negatywne konotacje chrześcijaństwo nie lubiło tego zwyczaju, ale ja nie byłabym tak jednoznaczna w tego rodzaju stwierdzeniach. W każdym razie: postać Judasza też pojawia się w genezie daty, w której obchodzimy prima aprilis. 

Czy istnieje primaaprilisowy savoir-vivre? Czegoś absolutnie nie wolno? Coś trzeba?

Istnieje, ale niepisany. W niektórych krajach żarty robi się na przykład tylko przed południem, ale u nas takie godziny nie obowiązują. To, co łączy celebrację prima aprilis w różnych miejscach na świecie, to rodzaj żartów, jakie można sobie robić. Mają być łagodne i śmieszne, a nie ośmieszające i niebezpieczne. Nie powinny prowadzić do utraty mienia czy poczucia bycia piętnowanym. 

Czy za te mniejsze i większe kłamstewka, którymi jesteśmy obdarowywani 1 kwietnia, można się obrażać? 

Zdecydowanie nie. Ewentualnie można odpłacić żartem – zawsze pamiętając, że to, co się dzieje w związku z prima aprilis ma nie być obraźliwe i okrutne. 

A jak powinny wyglądać sprostowania medialne? Czy tutaj obowiązują jakieś reguły?

Nie wszystko się prostuje, ale zasadniczo powinno się to robić. Czasami redakcje „wyjaśniają” spłatane odbiorcom figle tego samego dnia – w radiu np. późniejszym popołudniem lub wieczorem; w prasie – w kolejnym wydaniu pisma. 

Myśli Pani, że celebracja prima aprilis będzie przybierać na sile, czy wręcz przeciwnie?

Trudno to przewidzieć. Z jednej strony żarty, które robimy sobie dziś, są dużo „łagodniejsze” od tych sprzed lat i chyba też ogólnie mniej się mówi o prima aprilis. Z drugiej zaś: jeśli już ktoś sobie przypomni, że jest właśnie TEN dzień, to zwykle chętnie obdarowuje żarcikami  i je przyjmuje, bo to jest takie święto z gatunku dostarczających pozytywne emocje, dobry humor. Kiedyś dość hucznie obchodzono je w szkołach. Można było się przebrać, przestawić ławki w klasie – świetna okazja do zabawy i śmiechu. Teraz część tego, co działo się w szkołach w prima aprilis, zostało przeniesione na Dzień Wagarowicza, ale kto wie, może za jakiś czas stary obyczaj zyska jeszcze jakieś nowe oblicze.

Dziękuję za rozmowę.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Autor bez zdjęcia
Marta Jarosz

Od marca 2011 roku redaktor prowadzący serwis kobieta.dziennik.pl, autorka tekstów o tematyce społeczno-zdrowotnej do „Magazynu DGP”. Równocześnie adiunkt w Instytucie Edukacji Medialnej i Dziennikarstwa UKSW w Warszawie, pasjonatka i badaczka języka mediów, zawsze chętna do podejmowania tzw. trudnych tematów. Członek Polskiego Towarzystwa Komunikacji Społecznej – sekcja „Język w mediach”.

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraTrochę inaczej niż na Zachodzie. Zbadano, jak i jakie pierścionki zaręczynowe kupują Polacy »
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj