Płakać mi się chciało, gdy wszyscy z takim smakiem je przeżuwali. Los jest niesprawiedliwy. Dlaczego to właśnie na mnie padło? Dlaczego muszę byc gruba? To, że ważę dwa razy więcej od koleżanek, nie oznacza, że dwa razy tyle jem. Nigdy nie byłam obżartuchem. Po prostu mam tzw. genetyczne uwarunkowania. I przez te moje genetyczne uwarunkowania muszę teraz cierpieć.
Mam kryzys. Moje dietetyczne jedzenie jest dobre. To fakt. Ale jest tyle innych rzeczy, których mój jadłospis nie uwzględnia, a które samym zapachem zaostrzają apetyt i do których tęsknię czasem jak do faceta...
Dzisiejszy jadłospis nie nastraja mnie optymistycznie. Zdecydowanie brakuje w nim lazanii, jajek z majonezem i lodów truskawkowych. Zamiast tego na śniadanie mam dwie kromeczki pełnoziarnistego z żółtym serem (odtłuszczonym!!!). Kurczę, normalni ludzie nie jadają takich rzeczy. Założę się, że jakbym poszła tu do tego pobliskiego sklepiku, którego głównym asortymentem są tanie wina, i poprosiła od odtłuszczony żółty ser to oczy sprzedawczyni urosłyby ze zdziwienia do rozmiarów pięciozłotówek. Coś się za tym musi kryć, że ludzie jednak wybierają produkty z tłuszczykiem... Na drugie śniadanie czeka mnie zaś chrupkie z chudą polędwiczką. W rubryce obiad moja dietetyczka wpisała (cytuję): 3 średnie ziemniaki bez zasmażki, jajo sadzone na niewielkiej ilości oliwy z oliwek, surówka z pomidora (1 duży), cebuli (½) i koperku oraz szklanka kefitu. A gdzie żeberka w sosie chrzanowym? Kapusta zasmażana? O podwieczorku i kolacji nawet mi się mysleć nie chce. Mam nadzieję, że ostateczny efekt będzie wart tego poświęcenia...

Partnerzy: