Dla 31-letniej piękności nie będzie to debiut w modzie męskiej. Wcześniej prezentowała konfekcję dla panów na pokazie Givenchy. Dzięki męskim rysom twarzy i krótkiej fryzurze z łatwością wtopiła się w towarzystwo panów.

Tym razem w kampanii Saint Laurenta modelka nosi marynarki i krawaty retro. Ubrania utrzymane są w stylistyce unisex, jakże charakterystycznej dla nowego projektanta marki, Hedi Slimane'a. Artysta hołduje estetyce, która jest neutralna w stosunki do płci. Znawcy mody wciąż mają w pamięci marynarki i spodnie, jakie Slimane tworzył, gdy pełnił rolę projektanta męskiej linii Diora. Były tak wąskie, że kupowały je kobiety. Nie dziwi, więc, że także po przejściu do Saint Laurenta jego kolekcja dla panów, mieści się w kobiecej estetyce.

O zacieraniu się różnic między kobietami i mężczyznami w świecie mody, mówi się już od dłuższego czasu. Do tej pory za symbol androgynii, kogoś, kto łączy cechy urody męskiej i kobiecej, uważano Andreja Pejica. Ten pochodzący z Australii model do złudzenia przypomina kobietę i z powodzeniem reklamuje damską garderobę. Z kolei kilka dni temu media rozpisywały się o Amerykance Casey Legler, która trafiła do męskiego działu agencji Ford Models.

Saskia de Brauw to kolejna po Andreju Pejicu i Casey Legler ikona androgynii. - Daleko mi do typowej piękności, ale mam w sobie to coś - mówi de Brauw. Holenderka trafiła do modelingu w wieku piętnastu lat. Chodzenie po wybiegu nie było dla niej spełnieniem marzeń. Dla studiów artystycznych porzuciła karierę modelki. Do branży wróciła po około dziesięciu latach przerwy, już jako dojrzała kobieta

>>> ZOBACZ RÓWNIEŻ!