Na całym świecie rynek pracy powiela pewien stereotyp - mniej kobiet na kierowniczych stanowiskach, a jeśli już, to z niższymi niż mężczyźni pensjami. Wydawało się, że jedyną branżą, która przełamała ten niekorzystny dla pań trend jest... modeling, niemal od początku istnienia skupiony na promowanie kobiecych gwiazd. Linda Evangelista, Cindy Crawford, Kate Moss czy Naomi Campbell dorobiły się na wybiegu w latach 90. fortun. Później zmieniła je nowa gwardia aniołków Victoria's Secret z Gisele Bundchen na czele. Ale świat mody szybko się nudzi, więc nie ustaje w poszukiwaniu za nowymi osobowościami. Obecnie zainteresowanie - i pieniądze - przyciąga mężczyzna, który z powodzeniem udaje kobietę - model Andrej Pejic.

"Nie wstaję z łóżka za mniej niż 50 dolarów dziennie. Chcę, żeby to było jasne dla Ameryki. Nastały czasy androginicznych supermodeli. Będziemy się wysoko cenić" - takie wyzwanie rzucił w jednym z wywiadów zaledwie 19-letni model.

Smukłego, blondwłosego Pejica w świat modelingu wprowadziła sama Carine Roitfeld, była redaktor naczelna francuskiego "Vogue'a". To ona zażądała, żeby młody chłopak wystąpił podczas sesji zdjęciowej w sukience Fendi. Nie przeszkadzało mu to. Już od 13 roku życia eksperymentował ze swoim wyglądem: utlenił włosy, nosił obcisłe jeansy, eksperymentował z makijażem. "Chciałem poczuć się szczęśliwy. Patrzeć w lustro z satysfakcją. Nigdy nie brałem narkotyków ani nic takiego. Za to zawsze chciałem wyglądać pięknie, tak samo jak chcą tego dziewczyny" - mówi Pejic.

Jego niejednoznaczna tożsamość zachwyciła jedną z łowczyń nowych twarzy.

"Kiedy pierwszy raz spotkałam Andreja, nie pomyślałam o nim jako o ładnym chłopaku czy dziewczynie. Nie chciałam go wkładać do żadnego pudełka" - powiedziała Sarah Doukas z agencji Storm. Agentka podeszła do tego dosłownie i umieściła portfolio Pejica zarówno w kobiecym, jak i męskim dziale agencji Storm.

Ale nie był to natychmiastowy sukces. Podczas czterech wcześniejszych spotkań z agentami nie miał tyle szczęścia i prawie zwątpił w swoje szanse.

"Pamiętam, że strasznie padało. Szedłem ulicą bez parasola i to był taki dramatyczny moment, jakie często pokazują w filmach. Myślałem sobie, że przyjechałem do Londynu, wydawałem pieniądze mamy i nie udało mi się podpisać kontraktu z żadną z agencji. To było jak początki Madonny po przyjeździe do Hollywood" - wspomina Pejic.

Dziś Andrej Pejic ma nie tylko lukratywny kontrakt, w ramach którego wystąpił m.in. w finale pokazu Jeana Paula Gaultier. Model znalazł się na 98. miejscu rankingu magazynu "FHM" na najseksowniejszą kobietę na ziemi. W uzasadnieniu redaktorzy magazynu napisali: "Mimo że jego tożsamość seksualna pozostaje niejasna, projektanci mody okrzyknęli go +the next big thing+ - dosłownie kolejną wielką rzeczą - świata mody. Uważamy, że +thing+ to dobre słowo". Komentarz natychmiast został przez internautów uznany za obraźliwi i zniknął ze strony magazynu. W takich momentach Pejic może liczyć na wsparcie najbliższych.

"Moja mama uważnie śledzi moją karierę, zamieszcza informacje na mój temat na Facebooku i chwali mnie przy znajomych" - przyznaje model.