Diamencik wśród przeciętniaków
Macierzyństwo i tacierzyństwo to dzisiaj szczególnie trudne role. Przejmujemy się dziećmi jak nigdy dotąd, pewnie dlatego, że jest ich znacznie mniej niż - dajmy na to - w wieku XVIII. A to właśnie od rodziców zależy, czy ich dzieci będą utalentowane - polecą w kosmos, odkryją nowy ląd albo chociaż zagrają królewnę w szkolnym przedstawieniu.
- Jak zabić nudę w szkole?
- Biblioteka przedszkolaka
- Alimenty na rzecz dziecka
- Uwaga! Dziecko na drodze
- Jeszcze w beciku, a już... gwiazda!
- Zosia wcale nie chce być baletnicą
- Superniania kontratakuje
- Mama + Tata = Partnerzy
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-23

temp. min 8°C max. 28°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Jak odkryć w dziecku talent?
Przejmujemy się zabawkami, w które wgryzają się nasze pociechy. Zamartwiamy się - i to mocno - tym, co dziecko czuje i co myśli, jakie w jego duszy grają emocje. Staramy się wreszcie dbać
o jego należytą edukację, coraz częściej traktując ją niczym najlepszą z możliwych inwestycji. I bardzo dobrze, przejmując się bowiem, szybko wyłuskamy talent, który w naszym dziecku
drzemie, a wydobywszy go na światło dzienne, będziemy go mogli porządnie oszlifować. Można oczywiście powiedzieć, że jeśli diament jest prawdziwy, to w końcu sam zabłyśnie pełnym
blaskiem, choćby wcale nie był polerowany jakąś specjalną, edukacyjną szmatką. Osobiście jednak na takie cuda bym nie liczył. Są zbyt rzadkie. Ponieważ polska szkoła nie ma żadnego
spójnego systemu wyłuskiwania i szlifowania talentów, a dziecko specjalne kojarzone jest w naszym kraju raczej z dzieckiem specjalnej troski niż z językowym geniuszem, musimy się tym zadaniem
zająć my sami - rodzice.
Nie zmuszaj dziecka, by była baletnicą...
Wiem, wiem. Złośliwi powiedzą, że całe to usilne odkrywanie talentów wszelakich jest szaleństwem i krzywdą wyrządzaną niewinnej istocie, której zadaniem winno być bieganie
po boisku, łażenie po drzewach i zabawa z koleżankami z przedszkola z wykorzystaniem laleczek poubieranych w różowe fatałaszki. Krytycy rzekną, że
takie przejmowanie się dziećmi prowadzi do stanu, który objawia wielu zamożnych nowojorczyków. Niczym opętani wożą oni swoje umęczone pociechy (jednego dnia) na taniec towarzyski, lekcje
śpiewu operowego, jazdę konną, dodatkowe lekcje francuskiego (bo w przedszkolu są tylko podstawowe) i trening motywacyjny u wziętego psychologa, by dziecko podołało jakoś trudom tej
zmasowanej edukacji. To jednak przypadek ekstremalny. Nie powinniśmy oczywiście dziecka zmuszać do objawiania dziesięciu talentów naraz, tak jak powinniśmy unikać siłowego modelowania w
dziecku talentu, którego akurat nie ma. Jak wszystkie ekstrema, tak i te bywają niebezpieczne. Nie znaczy to jednak, że nie należy wkładać pracy w pielęgnowanie wyjątkowych zdolności u
naszych pociech. Przeciwnie. Trzeba to robić, i to z kilku powodów. Kultura dzisiejsza to kultura - bardzo szeroko rozumianych - twórców. Aby do niej dołączyć, trzeba dysponować jakąś
unikalną zdolnością: świetnie gotować, pisać interesujące felietony, szyć oryginalne T-shirty z chwytliwymi nadrukami, projektować strony WWW dla wirtualnych sklepów, mieć talent do
zarządzania przestrzenią magazynową w kilkunastu lokalizacjach.
Jedno hobby to za mało
Najlepiej jeśli dysponujemy parą albo trójcą zdolności, które pozwalają nam na sprawne przeskakiwanie z jednej niszy kultury czy gospodarki do innej. Na jakie straty może nas narazić
nieodpowiednie obchodzenie się z talentem naszego dziecka albo, jeszcze gorzej, niedostrzeganie i niepielęgnowanie go? Odpowiedzi dostarczają badania wykonywane w środowiskach zaniedbanych,
takich jak polskie obszary nędzy. Nikt tam, z racji niedostatków ekonomicznych i kulturowych, nie dba o odpowiednią edukację dzieci. Efektem tego jest przekazywanie im własnego braku
zainteresowań w edukacyjnym darze. Nawet jeśli dziecko jest utalentowane, to i tak w przyszłości jedyną jego działalnością intelektualną będzie rozwiązywanie krzyżówek albo namiętne
oglądanie telenowel.
Odsetek dzieci utalentowanych jest podobny na każdym szczeblu społecznej drabiny, jednak rodziny majętne stanowią zazwyczaj tzw. bogate środowisko edukacyjne, w którym pełno jest książek,
filmów DVD, gier edukacyjnych oraz ludzi, którzy potrafią wcześnie zauważyć talent. Dzieci z tzw. dobrych rodzin idą zazwyczaj do dobrych przedszkoli, a te są kolejnym znakomitym filtrem i
wzmacniaczem naturalnych zdolności. Kłopot w tym, że 60 proc. małych Polaków w ogóle nie chodzi do przedszkoli i wychowuje się w zaniedbanych edukacyjnie środowiskach.
Utyskujemy - dla jaskrawego przykładu - że w 38-milionowym kraju tak mało jest talentów piłkarskich. Tymczasem jest ich z pewnością bardzo wiele, brak jedynie filtrów, które by je
wyłuskały, oraz instytucji, który zajęłyby się ich obróbką. Dzieci utalentowane piłkarsko, a pozostawione same sobie gdzieś w PGR-ze nieopodal Olecka skończą co najwyżej jako gwiazdy
ligi podwórkowej.
Wszystko zależy od rodziców
Wyobraźmy sobie sytuację, w której rodzice dwojga maluchów więcej uwagi poświęcają talentom jednego, a drugie pozostawiają samo sobie. Efekt takiego działania można zauważyć,
przyglądając się pracom psychologów i genetyków badających przypadki rozdzielonych bliźniąt. Wiemy, że zdolności przestrzenne i werbalne mają w większości podłoże genetyczne.
Dziedziczymy je po rodzicach. Mimo to jednak bliźnięta jednojajowe, mające taki sam kod genetyczny, adoptowane zaś i wychowywane od niemowlęctwa w różnych warunkach rodzinnych różnią się w
zakresie tych zdolności, i to czasem bardzo.
Jeszcze mocniej wpływ troski rodziców o edukację dziecka widać w przypadku talentów twórczych. O ile bliźniacy wychowywani osobno mogą przejawiać podobne zdolności językowe albo równie
łatwo odnajdywać drogę w nowym dla siebie terenie, o tyle znaczenie genów w przypadku zdolności twórczych jest raczej skromne, a w każdym razie środowisko wychowawcze ma wielki wpływ na to,
czy dziecko stanie się w przyszłości na przykład malarzem. Inaczej mówiąc, nawet dzieci mające takie same geny wyrastają w jednej rodzinie adopcyjnej na kompozytora, a w innej na
listonosza!
Mówiąc zatem brutalnie, jeśli pozostawimy nasze dzieci najpierw sam na sam z nieszczególnie dobrze mówiącą opiekunką, która będzie dbała jedynie o to, żeby nasze dziecko było najedzone,
a potem pozostawimy je sam na sam z grami komputerowymi, to nie możemy liczyć na efekt w postaci utalentowanej, radzącej sobie w życiu latorośli.
W takim wypadku, jeśli na rozwijanie talentów naszych dzieci nie mamy czasu (z racji pracy od rana do wieczora) albo brak nam cierpliwości, zapiszmy je przynajmniej do przyzwoitego przedszkola lub
szkoły, gdzie inni zajmą się tym zadaniem w naszym imieniu.




















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!