Mirek Blicharz, czwartoklasista z Biłgoraja koło Lublina, zaciera ręce: "Mam nadzieję, że to potrwa dłużej i wszyscy w końcu zapomną o tych mundurkach" - wzdycha. W jego szkole ku zadowoleniu uczniów pierwszy tydzień nauki minął w strojach codziennych. W piątek na korytarzu rozeszły się plotki, że mundurki dojadą w następnym tygodniu. "Ponoć będą w środę i mamy wtedy przyjść z rodzicami, żeby je przymierzyć" - mówi Mirek. "Ale ja nawet nie wiem dokładnie, jak mają wyglądać".

Podobnie jest w wielu szkołach w Polsce. Dokładnie w ilu - nie wiadomo, bo nikt nie zajmuje się zliczaniem podstawówek i gimnazjów, które nie wywiązują się z obowiązku narzuconego przez znowelizowaną ustawę o systemie oświaty. Z informacji zebranych przez reporterów DZIENNIKA wynika, że mundurkowy problem jest w całym kraju.

Jednolite stroje dla każdej szkoły to wymóg, który obowiązuje od 1 września. Nie wszyscy uczniowie byli z jego wprowadzenia zadowoleni, organizowali nawet protesty, jednak pomysł przeforsowany przez ministra Romana Giertycha poparło, jak wynika z przeprowadzonego w maju sondażu TNS OBOP, 70 proc. rodziców.

Wraz z nadejściem nowego roku okazało się jednak, że mundurków i tak nie ma. "Pani nam powiedziała, że musimy poczekać cierpliwie, bo są w drodze" - opowiada Małgosia, pierwszoklasistka jednej ze szczecińskich podstawówek. Miały najpierw dojechać we wtorek, potem w czwartek. Nie dojechały. Powody niemal w całym kraju są podobne. "Nie zdążyliśmy uszyć" - rozkłada ręce nauczycielka z Gimnazjum nr 29 w Gdańsku. Stroje przygotowano na razie dla pierwszoklasistów, starsze roczniki muszą czekać.

Inna sytuacja jest tylko w Słupsku. Kamizelki w kolorze atramentu dla uczniów podstawówki nr 7 wprawdzie już są, i to one czekają na uczniów, bo wielu rodziców jeszcze za nie nie zapłaciło. "Kosztują 35 zł i czekamy, aż wszyscy rodzice dostaną renty, zasiłki i pensje" - usłyszeliśmy w szkolnym sekretariacie. Nawet w stolicy mundurków nie ma dla wszystkich. W niektórych warszawskich szkołach do czasu rozwiązania problemu polecono uczniom przychodzić na lekcje... w strojach galowych, czyli w biało-granatowych.

Jak realizowana jest ustawa zobowiązująca szkoły do ubierania uczniów w jednolite stroje, doskonale obrazuje sytuacja w gdańskim domu dziecka. Tamtejsi wychowankowie chodzą do różnych szkół na terenie całego miasta, na kilkadziesiąt osób mundurki ma zaledwie kilka - to uczniowie placówek, w których już w czerwcu wiedziano, jak będą wyglądać mundurki, ile będą kosztować, kto je uszyje i ile trzeba ich kupić.

Za egzekwowanie mundurkowego obowiązku odpowiadają kuratoria. Kurator, który stwierdzi, że w szkole na jego terenie dzieci chodzą ubrane w różne stroje, ma prawo zobowiązać dyrektora do zmiany sytuacji w wyznaczonym terminie. "Wiemy, że ustawa jest dopiero w trakcie realizacji" - uspokaja Jerzy Wiśniewski, dyrektor Wydziału Diagnoz i Analiz Pomorskiego Kuratorium Oświaty. "Liczymy na to, że za miesiąc mundurki będą nosić wszyscy uczniowie".

W placówkach, w których mundurki dotarły do wszystkich uczniów na czas, obowiązek jest na razie przestrzegany, bo za jego łamanie grozi naganna ocena z zachowania, czyli w konsekwencji nawet powtarzanie tej samej klasy. Jednak niektórzy uczniowie są wściekli. "Mundurek sięga mi prawie do kolan i wygląda jak sukienka" - skarży się na internetowym forum gimnazjalistka. "Ja też mam za duży mundurek" - odpowiada jej inny młody internauta. "Materiał to jakieś plastikowe g..., kolor żółty, oby ciocia zdążyła mi to poprawić".


Było wiadomo, że nie zdążymy

KATARZYNA ŚWIERCZYŃSKA: W wielu szkołach wrzesień zaczął się bez mundurków. Albo stroje dopiero są szyte, albo zamówiono ich za mało, albo nie zapłacono za nie. Chyba nie tak miało to wyglądać.
RYSZARD LEGUTKO*: Doskonale wiem, jak wygląda wdrażanie przepisów mundurkowych. Tylko naiwni mogli sądzić, iż wszystko w pełni ruszy 1 września.

Czy wobec szkół będą wyciągane konsekwencje?
Nie ma konsekwencji w przypadku niewielkich opóźnień wynikających z trudności technicznych.

Brzydkie, niewygodne, niefunkcjonalnie - tak o mundurkach piszą na forach internetowych uczniowie. Może więc idea, słuszna w założeniach, nie sprawdza się w praktyce?
Jeśli mundurki są brzydkie, to pretensje należy kierować do tych, którzy je zatwierdzili. O ile wiem, ustawa nie przewiduje, by fason i kolor zatwierdzał minister.

Nie obawia się pan, że przepisy umrą śmiercią naturalną? Po prostu uczniowie z różnych powodów nie będą nosić jednolitych strojów?
Nie obawiam się.

* prof. Ryszard Legutko, minister edukacji