Jedynej, stuprocentowej metody nie ma. Istnieją jednak sposoby zwiększające prawdopodobieństwo urodzenia córeczki lub synka nawet o kilkanaście procent. Najbardziej znana, tania i… przyjemna w testowaniu metoda to:

Metoda doktora Benedo
Stwierdził on, że płeć dziecka zależy od tego, jaki plemnik zapłodni komórkę jajową. Także inny lekarz, dr Shetles był tego samego zdania. Oto ich teoria: plemniki są dwojakiego rodzaju - z męskim chromosomem Y i żeńskim X. Jajo ma zawsze żeński chromosom X. Jeżeli pierwszy do jaja dostanie się plemnik z Y to z układu XY powstanie chłopiec. Gdy zaś w komórce jajowej zagnieździ się plemnik z X, z układu XX rozwinie się dziewczynka. Plemniki męskie - Y są bardziej ruchliwe, lżejsze, mniej żywotne. Żeńskie - X są zaś powolne i cięższe, za to bardziej wytrzymałe. Jajeczko żyje około doby, czasem nawet do czterech dni.

Synek czy córeczka?

Jeżeli marzycie o Kamilku, najlepiej współżyć kilka godzin przed lub tuż po owulacji, gdy jajo jest już „gotowe” i czeka. Wtedy są duże szanse na to, że pierwsze dotrą do niego mniej trwałe, ale bardziej ruchliwe plemniki z męskim Y. Natomiast o Zosię najlepiej starać się 2–3 dni przed owulacją. Im dłużej trwa czekanie, tym więcej zostaje żeńskich plemników - tych z X. I kiedy jajo wreszcie się uwolni, to one je zapładniają. Najważniejsze jest w tej metodzie dokładne ustalenie momentu, kiedy następuje owulacja, czyli jajeczkowanie.
To chwila, w której dojrzałe jajo uwalnia się z jajnika i jest gotowe do zapłodnienia. Występuje ona z reguły w połowie cyklu, około 13–14 dnia. (Cykl liczy się od pierwszego dnia miesiączki do pojawienia się następnej).

Jak nie przegapić cennej chwili?
Co rano, o tej samej porze, przed wstaniem z łóżka, mierz w pochwie temperaturę. W pierwszych 14 dniach typowego cyklu (28 dni) wynosi ona 36 stopni i parę kresek. Tuż przed owulacją obniża się, by po uwolnieniu jajeczka skoczyć do 37 stopni. Nanoś pomiary na zrobioną przez siebie tabelkę (każdy miesiąc zaznaczaj innym kolorem).

Możesz też wykorzystać specjalny program komputerowy, który po wpisaniu temperatury sam określi owulację. Aby upewnić się, że skok temperatury jest wskaźnikiem twojej owulacji, możesz przeprowadzić badania cyklu miesiączkowego u endokrynologa. To ważne w przypadku kobiet z zaburzeniami hormonalnymi. Można też obserwować śluz w pochwie. Obfity, lepki i przejrzysty (tzw. śluz płodny) sygnalizuje owulację. Dla niepewnych swych obserwacji są do nabycia w aptekach testy owulacyjne (ok. 30 zł/zestaw). Wystarczy zanurzyć test w moczu, a dostaniemy informację o zbliżającej się owulacji. Tą metodą łatwiej zaplanować chłopca niż dziewczynkę. Prościej jest bowiem określić dokładny moment owulacji, po którym najpewniej można począć płeć męską. Nawet regularny cykl miesiączkowy i współżycie zgodnie z zaleceniami przedwystąpieniem owulacji, nie zagwarantują przyszłym rodzicom uroczej córeczki. A to dlatego, że przyspieszona owulacja, np. pod wpływem podniecenia, nie jest wcale rzadkością! Można wtedy spróbować kolejny raz albo… zmienić metodę.

Metoda Schoena
Nowe możliwości oferuje swoim miłośnikom internet. Korzystając z niego, można przetestować we własnej sypialni tzw. metodę Selekcji Naturalnej Płci. Wymaga ona jednak dostosowania się do indywidualnego kalendarzyka cyklów polaryzacji, specjalnie opracowanego dla przyszłej matki. Uwzględniając m.in wiek, grupę krwi oraz datę ostatniej miesiączki, określa się w nim dni, w których można począć dziecko określonej płci.

Jej twórca, doktor Patrick Schoen, twierdzi, że żeńska komórka jajowa przez 60-70 dni w różnych okresach roku jest naładowana dodatnio i przez tyle samo czasu - ujemnie. Dopóki jest naładowana ujemnie, przyciąga tylko męskie plemniki. Jeśli jest naładowana dodatnio - żeńskie. Przez pozostałe dni pozostaje neutralna i przyciąga jedne i drugie. Niestety, metoda ta jest mało przydatna u kobiet, które mają nieregularny cykl miesiączkowy. Poza tym, cykl polaryzacji nie zawsze bywa zbieżny z cyklem owulacyjnym. Może się zdarzyć, że najbardziej odpowiedni moment (wg kalendarzyka) przypadnie na dni bezpłodne. Wówczas trzeba odłożyć próby na następne miesiące. Metoda ta nie należy do najtańszych - opracowanie kalendarzyka kosztuje około 400 dolarów. Jest za to dostępna on line. Wystarczy wypełnić w internecie formularz, a specjalista z firmy Selnas przygotuje dla ciebie indywidualny kalendarzyk polaryzacji.

Metoda Ericssona
Jest jednym z najdroższych, a tym samym najmniej dostępnych sposobów planowania płci dziecka. Polega na labolatoryjnym oddzielaniu (tzw. odwirowywanie nasienia) plemników żeńskich i męskich. Te ostatnie są lżejsze i wypływają na wierzch, żeńskie zaś zostają na dnie. W zależności od zapotrzebowania, w wyniku sztucznego zapłodnienia (inseminacja lub in vitro) można w ten sposób postarać się o upragnioną płeć.

Metoda Ericssona jest szczególnie przydatna w przypadku planowania dziewczynki. Często wiąże się z chęcią uniknięcia chorób genetycznych (takich jak hemofilia), dziedziczonych w danej rodzinie przez chłopców. Z tego względu w niektórych krajach zabiegi tego typu są finansowane przez państwo. U nas nie są wykonywane (a zapłodnienia in vitro – tylko w przypadku bezpłodności i płacimy za nie z własnej kieszeni). Można je wykonać np. w Berlinie lub Pradze za cenę kilku tysięcy euro.

Na płeć dziecka wpływa również dieta:
Chcesz mieć dziewczynkę - stosuj mleczno-słodką dietę bez soli i jedz produkty zawierające wapń i magnez, czyli: ● mleko i jego przetwory ● soję ● orzechy ● fasolę ● ryby ● kasze ● warzywa liściaste ● brokuły ● figi ● migdały ● czekoladę.

Przepis na chłopca - to dieta bogata w sód i potas, czyli: ● owoce cytrusowe ● pestki słonecznika ● pietruszka ● pomidory ● ziemniaki ● banany ● wędliny ● woda mineralna bogata w sód. Dodatkowym czynnikiem sprzyjającym poczęciu chłopca jest kofeina (np. w kawie i coli), która „uskrzydla” i tak już szybsze z natury plemniki Y.

Uwaga! Dietę trzeba zastosować na kilka miesięcy przed poczęciem.