Ewa Gawryluk, aktorka

Grudzień to dla mnie bardzo świąteczny i obfitujący w prezenty miesiąc. Pierwsze podarunki dostaję już 6 grudnia. Potem 13 - tego mam urodziny, spotykamy się w rodzinnym gronie i rozpoczynamy odliczanie do świąt. A wigilia to dla mnie podwójne święto, bo tego dnia obchodzę również imieniny.

Gwiazdkę zdarzało mi się spędzać w różnym miejscach i w różnym towarzystwie. Dopóki nie wyszłam za mąż, zawsze świętowałam z rodzicami. Potem z teściami. Zdarzyło mi się też kilka razy wyjechać i obchodzić Boże Narodzenie w hotelu. Nawet tam nie miałam większych kłopotów z wprawieniem się w bożonarodzeniowy nastrój. Naprawdę niewiele mi trzeba żeby poczuć gwiazdkową atmosferę. Wystarczy, że jest grudzień i widzę pięknie ubraną choinkę i są wokół mnie bliscy. Nie jestem bardzo sentymentalna i nie upieram się żeby wszystko było zawsze dokładnie tak jak w moim domu rodzinnym.

Marzy mi się też Gwiazdka na drugiej półkuli, na przykład w Australii. Chciałaby zobaczyć jak choinki i bombki wyglądają w pełnym słońcu. W tym roku jednak spędzę święta w Warszawie. Przyjeżdża do mnie mama i usiądziemy do wigilijnego stołu we czwórkę, razem z moją córką Marysią i mężem. Z dystansem podchodzę do wigilijnych przygotowań. Jeśli coś się nie uda, to trudno. Lepię dużo uszek, bo mój mąż domaga się podwójnej porcji, a córka jest fanką smażonej ryby. Robię też rybę w galarecie, ale tylko dla siebie, bo nikt oprócz mnie nie chce jej jeść.

Do dziś pamiętam w jakich okolicznościach dowiedziałam się, że święty Mikołaj nie istnieje. To było wielkie rozczarowanie. Napisałam długi list z prośbą o czerwony sweterek i lalkę. Rodzice postanowili zrobić nam przyjemność i wynajęli Mikołaja. Niestety nasz przebieraniec po prostu się upił i nawet nie darł do naszego domu. Rodzice musieli jakoś nam wytłumaczyć, co się stało z prezentami. Postawieni pod ścianą, powiedzieli prawdę. Bardzo to przeżyłam.

Jak się już nie wierzy w Mikołaja dostawanie prezentów nie jest tak niezwykłym przeżyciem. Oczywiście podarunki nadal nas cieszą, ale już nie są takie magiczne. Najbardziej pamiętam prezent, który dostałam jak byłam bardzo mała, miałam około 4 lat i jeszcze wierzyłam w Mikołaja. To wspomnienie jest o tyle silniejsze, że kiedyś tylko na Gwiazdkę można było dostać zabawkę. Ja pod choinką znalazłam piękną białą lakierowaną torebkę. Dla małej dziewczyny takie eleganckie cudeńko to coś zupełnie niesamowitego, taki symbol dorosłości. A moja torebka miała jeszcze dodatkowy atut –okienko, w którym widać było małą laleczkę w czerwonej sukience. Tak więc podczas spacerów mogła sobie oglądać świat. Do tej pory pamiętam jak wiele radości sprawił mi ten drobiazg.

Janusz Radek, wokalista

Święta mają konstrukcję dzidy. Okres przedświąteczny – "przeddzidzie" - przygotowania, sprzątanie, poznawanie zakamarków swojego mieszkania, ciekawe odkrycia za wersalką. "Dzida właściwa" to wielka miłość w rodzinie, głębokie spojrzenia w oczy, uśmiechy i samo dobro. Część ostatnia świąt to "zadzidzie" – okres walki ze wszystkimi konsekwencjami dobra, które się przyjęło, częste odwiedzanie basenu, siłowni. Oczywiście są pewne elementy, których nie lubię, ale przymykam na to oko, bo pełnia świąt to osobiste przeżycie wszystkiego, co znajduje się przed, w trakcie i po.

Kiedy byłem mały, przychodził do mnie najprawdziwszy Mikołaj na świecie. Nie wyglądał może tak pięknie jak amerykański Miki i nie dawał złotych telefonów komórkowych, ale miał szaty z firanki i zasłony oraz brodę z waty. I wiedziałem, że to moja siostra, która bardzo mnie kocha.

Za każdym razem proszę św. Mikołaja o nową czapkę, szalik i rękawiczki. Są to rzeczy niezbędne do przetrwania w naszym klimacie, a jednocześnie notorycznie przeze mnie gubione.

Aleksandra Woźniak, aktorka

Przygotowania do świat ruszają u mnie pełną parą już 1 grudnia. W mojej rodzinie niczego nie odkładamy na ostatnią chwilę, więc organizowanie Gwiazdki też zaczynamy dużo wcześniej. Uwielbiam te wszystkie świąteczne dekoracje: gałązki, bombki i świecidełka. Staram się nimi ozdobić cały dom. Już wyciągnęłam z piwnicy nasze rodzinne ozdoby.

Zaadaptowałam też na swoje potrzeby skandynawski zwyczaj dekorowania okien lampkami i świeczkami. Z moimi córeczkami przygotowujemy też specjalnie naklejki - gwiazdki i Mikołaje, które bardzo ładne wyglądają na szybach i stwarzają gwiazdkową atmosferę.

W tym roku nie będę przygotowywać Wigilii. Moim usprawiedliwieniem są małe dzieci – dziewczynki mają dopiero 3,5 roku i odkąd są na świecie jestem zwolniona z tego obowiązku. Idę do mamy „na gotowe”. Za to na pewno coś upiekę. Córeczki mi „pomogą”, bo uwielbiają wyrabiać ciasto. Z potraw wigilijnych najbardziej lubię zupę grzybową z łazankami. Najsmaczniejsza jest ta przygotowana w domu przez moją mamę.

Isis Gee, wokalistka

Przygotowania do świąt w moim domu były bardzo uroczyste. Wspólne dekorowanie choinki, domu oraz świątecznego stołu… Ostatnio dwukrotnie spędziłam święta z mężem w Polsce, ale w tym roku jedziemy do mojej rodziny do Seattle.

Czy wierzę w św. Mikołaja? Dziś już nie. Ale pamiętam, że gdy miałam 7 lat koniecznie chciałam go zobaczyć. Spędzaliśmy wtedy święta u moich dziadków. Uparłyśmy się z siostrą, że poczekamy na Mikołaja. Czuwałyśmy do piątej rano. A kiedy obudziłyśmy się o siódmej, prezenty leżały już obok kominka...

Najbardziej zaskakujący prezent świąteczny przygotował mój tata. Na środku pokoju zbudował niesamowitą konstrukcję z cegieł, nakrytą piękną płachtą. Starannie zdejmowałyśmy cegiełki jedna po drugiej. W środku budowli leżały bilety lotnicze do Meksyku dla całej rodziny. To były niezapomniane zimowe wakacje…

Grażyna Wolszczak, aktorka

Na Boże Narodzenie zawsze wyjeżdżam. Z rodziną i przyjaciółmi spotykamy się w Szklarskiej Porębie i wspólnie świętujemy. Dzięki temu omija mnie ta cała przedświąteczna gorączka. Nie muszę gotować i sprzątać.

Najwspanialszy gwiazdkowy podarunek, jaki dostałam to białe łyżwy figurowe – sprawiły mi wiele radości. Sama kupowanie prezentów zawsze odkładam na ostatnią chwilę.

W świętach najbardziej denerwuje mnie przymus jedzenia. Tych wszystkich potraw, przystawek i deserów jest po prostu za dużo.

Szymon Wydra, wokalista, lider zespołu Carpe Diem

Gdy byłem mały, przychodził do mnie prawdziwy Mikołaj. Wydawał mi się dziwny, bo miał delikatny, niemęski głos. Kiedyś Mikołaj poszedł do łazienki, a wyszła z niej babcia, i wszystko stało się jasne. W jednej chwili pewien etap mojego życia pękł jak bańka mydlana.

Nietrafionych prezentów raczej nie dostałem. Każdy podarek cieszy na swój sposób. Chociaż... raz znalazłem pod choinką bukiet rózg. Czułem się niesprawiedliwie ukarany. Zawsze byłem grzecznym, posłusznym rodzicom chłopcem. Na szczęście czas goi rany i w pamięci pozostają tylko dobre chwile.

Z sympatią wspominam prezent, który sprawił mi mój tata, gdy miałem 17 lat. Ojciec dał mi kluczyki do samochodu i powiedział, że drugą część znajdę przed blokiem. Byłem w szoku. Tak szybko nigdy wcześniej nie zbiegałem po schodach. I to z czwartego piętra! Z nieukrywaną radością wybiegłem na ulicę i... znalazłem. Piękny, czarny, błyszczący mercedes tyle że wielkości mojego... buta. Przyznam, że zabawy było co niemiara. A autko do dzisiaj stoi na mojej półce.

Magdalena Różczka, aktorka

Do tej pory święta Bożego Narodzenia zazwyczaj spędzałam albo u babci albo u mamy. Jednak w tym roku samodzielnie przygotowuję Wigilię. Czeka mnie więc wielkie gotowanie. Zamierzam przygotować tradycyjne potrawy - czerwony barszcz, uszka z grzybami, pierogi z kapustą. Przyrządzę też rybę na kilka różnych sposobów. Mam nadzieję, że w tym roku pójdzie mi lepiej, bo w zeszłym zepsułam barszcz. Co prawda nikt nie powiedział tego wprost, ale niestety nie smakował najlepiej.

Do tej pory dokładnie pamiętam święta z mojego dzieciństwa. Spędzałam je u babci wraz z liczną gromadką kuzynek. Wspaniale się razem bawiłyśmy. Wierzyłyśmy w Mikołaja i niecierpliwie na niego czekałyśmy. Kiedyś dostałam wszystkie tomy „Ani z Zielonego Wzgórza”. To był jeden z najwspanialszych prezentów, jakie dostałam.