Olejnik: Nie czuję się wzorem dla Polek
Gwiazda polskiego dziennikarstwa, mimo że została ogłoszona syrenką, nie zamierza pływać w Wiśle, nawet dla rozładowania stresu. Z tym radzi sobie w klubie fitness. To jedno z niewielu miejsc, gdzie można ją zastać bez butów na wysokim obcasie. I mimo że uwielbia je kupować, w czasach kryzysu postanowiła jedynie cieszyć się widokiem już posiadanych szpilek.
- Monika Olejnik obiegła Pałac Kultury i Nauki
- Kurski zaśpiewał dla Olejnik
- Lista najbardziej wpływowych Polek
- Monika Olejnik ocenia Pierwsze Damy
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-16

temp. min 3°C max. 18°C
opady:
umiarkowane opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Zdaniem Piotra Metza, naczelnego "Machiny", jest pani wzorem dla Polek.
Monika Olejnik: W żadnym wypadku nie czuję się wzorem, ani do tego nie aspiruję.
A syrenką? Została pani okrzyknięta symbolem nowoczesnej warszawianki, kobiety XXI wieku.
Monika Olejnik: Jest mi bardzo miło, że czytelnicy takiego odlotowego i popkulturowego pisma jak "Machina" wybrali właśnie mnie. To dla mnie niezwykły komplement. Ale to chyba jedyne, co się z tym wyborem wiąże. Co prawda wszyscy mnie teraz pytają, czy będę musiała pełnić jakieś honory...
Na przykład pływać w Wiśle?
O to też pytają. Ale na szczęście nie będę musiała robić takich rzeczy!
Nie dziwi pani, że tym razem czytelnicy "Machiny" wybrali na symbol Warszawy nie artystkę, a kobietę przedsiębiorczą?
Skądże. Jestem dziennikarką, a dziennikarstwo to też sztuka. Zresztą, uważam, że artystka też może być przedsiębiorcza - jak chociażby Madonna, która ma swoją wytwórnię i jest wspaniałą bizneswoman.
Ostatnio media spekulują o słabej kondycji królowej pop. Bycie przedsiębiorczą jednak wykańcza. A jak pani radzi sobie w twardym świecie biznesu i polityki. Czy ma pani jakąś receptę?
Myślę, że daję sobie radę dzięki temu, że mam poczucie humoru, lubię ludzi i jestem optymistką. Poza tym interesuje mnie wszystko, co się wokół mnie dzieje, świetnie odnajduję się w tym, co robię, ale czasem zwalniam i mówię jak Scarlet O'Hara: pomyślę o tym jutro.
Nie uwierzę, że nigdy się pani nie stresuje.
Oczywiście, że się stresuję. Ale z doświadczenia wiem, że najlepszym antydepresantem jest sport. Dlatego kiedy jestem napięta, idę do klubu fitness i przez półtorej czy dwie godziny ćwiczę z koleżankami. Po takiej dawce wysiłku czuję się jak inny człowiek. A poza tym, jak każda kobieta, spotykam się z przyjaciółmi, chodzę do kina.
A jak udaje się pani przemycić kobiecość do pracy?
To kwestia detali. Nie zawsze na górze trzeba mieć coś ekstra, czasem wystarczą fajne szpilki, które dodają kobiecości, szminka i torba.
Plotkuje się o pani setkach par butów...
(śmiech) Nie, nie. Te informacje są mocno przesadzone, chociaż muszę przyznać, że mam ich odpowiednią liczbę. Ale teraz, ponieważ jest kryzys, wystawiam je z szafy i patrzę na nie. W ten sposób sama siebie przekonuję, że mam już bardzo dużo butów i następnych nie potrzebuję.




















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!