"Rodzina jest najważniejsza" - łatwo powiedzieć. Tylko czy zawsze jest tak różowo? Zapytaliśmy o to kilka przypadkowych osób.

Reklama

NO I KIEDY ŚLUB?

BEATA, 31 lat, wykładowczyni akademicka: "Moim utrapieniem są ciągłe pytania krewnych o to, kiedy się wreszcie ustatkuję. Przy każdej możliwej okazji słyszę, że to "już czas", że kobieta nie powinna być sama. A czy ja się pytam mojej kuzynki przy wszystkich, jak jej się układa w małżeństwie i czy ciche dni już minęły?"

ZNALAZŁABYŚ SOBIE JEDNEGO PORZĄDNEGO

KAROLINA, 26 lat, pracownica agencji reklamowej: "Mam dużo kuzynek - są albo mężatkami, albo zaręczone i właśnie przygotowują się do zamążpójścia. Tymczasem ja łatwo wchodzę w związki i niestety, szybko się rozstaję. W ciągu ostatniego roku na imprezy rodzinne najpierw przychodziłam z Pawłem, na wesele siostry ciotecznej zabrałam Krzysztofa, ale podczas Świąt Bożego Narodzenia towarzyszył mi Kacper. Wiem, że za moimi plecami szepcze się w rodzinie o mojej "lekkiej obyczajności". A gdybym poszła np. na wesele sama, też by było źle!"

NIC SIĘ NIE STANIE, JAK ZJESZ SZYNECZKĘ?

SZYMON, 32 lata, informatyk: "Jestem wegetarianinem. Podczas każdego rodzinnego spotkania jest to problem. Nie jem mięsa od 13 lat, a mimo to wciąż muszę się borykać z pytaniami typu: "szyneczki?", "już byś się Szymek przestał wygłupiać, no chociaż spróbuj pieczonej kaczki, ciocia się napracowała"! Czy tak trudno jest po prostu przyjąć do wiadomości, że ja mięsa nie jem i nie będę jadł?"

OJ, TO SŁABO CI PŁACĄ W TEJ REDAKCJI

JUSTYNA, 29 lat, dziennikarka: "Mam ciocię, która nie może znieść, gdy komuś dobrze się powodzi. Uwielbia za to wyciągać wszelkie słabości. Ciągle prawi mi uwagi typu: "to niewiele musisz zarabiać w tej redakcji, skoro nawet nie stać cię na samochód, moje dzieci już dawno mają", albo "no i po co ci były te studia za granicą? To u nas nie ma dobrych uczelni?". A wszystko to mówi serdecznym, przyjaznym tonem, jakby udzielała dobrej rady!"

DAJ, SIOSTRO, DAJ...

HALINA, 42 lata, ekspedientka:"Mój szwagier jest przesympatycznym człowiekiem, jest tylko jeden problem. Bardzo często prosi mnie i mojego męża o pożyczkę. Kilka razy się zgodziliśmy, potem mieliśmy duże problemy z odzyskaniem naszych pieniędzy. Dlatego więcej nie ulegamy prośbom szwagra, tyle że on za każdym razem czuje się zawiedziony. Uważa, żerobienie sobie u nas długów jest jego prawem. To bardzo poważnie wpłynęło na ochłodzenie naszych kontaktów."





CZY JA JESTEM URZĄD PRACY?

WERONIKA, 43 lata, bizneswomen: "Mam własną dużą firmę, dobrze zarabiam. Jest tylko jeden problem. Nieustannie dzwonią do mnie ciocie i wujkowie, których nie widziałam od lat, a po grzecznościowej wymianie zdań o tym, że musimy się wreszcie spotkać, pada odwieczne pytanie: "Ten nasz Jurek już tyle czasu szuka pracy i nic, wiesz jak teraz jest ciężko.Nie znalazłoby się w tej twojej firmie coś dla niego?" Kiedyś się litowałam i starałam się pomóc, ale za każdym razem, gdy dawałam pracę komuś z rodziny, uważał on, że płacę mu za mało - choć jego praca pozostawiała wiele do życzenia. Dlatego teraz staram się nie ulegać. A oni wciąż traktują mnie jak Powiatowy Urząd Pracy!"

Czy też miewasz podobne problemy z krewnymi? Może w waszych kontaktach pojawiają się inne problemy? ZAPRASZAMY DO DYSKUSJI NA FORUM.