Jak donosi portal www.deser.pl, pewna Australijka miała przez ponad 20 lat romans z żonatym mężczyzną. Przez te długie lata wspierała go, dawała mu poczucie stabilizacji, a on odwdzięczał się jej finansowo. Co miesiąc przekazywał jej sporą sumę, a poza tym nie szczędził pieniędzy na podarunki, podróże i imprezy. Na swoje nieszczęście porzucił swoją kochankę...

Reklama

TO JEDNAK SIĘ NIE OPŁACAŁO...

Kobieta postanowiła wtedy udowodnić, że przez te 20 lat wniosła do życia kochasia wielką wartość. Nic dziwnego - ich związek trwał przecież dłużej niż niejedno małżeństwo, a kobieta włożyła w jego przedłużanie wiele energii. A za takie rzeczy należy się odszkodowanie.
Jak czytamy na www.deser.pl, Australijka żaliła się tymi słowy: "Zawsze mówił mi, że będzie się mną opiekował. A potem mnie zostawił. Całkowicie poświęcałam się dla niego przez te wszystkie lata i to się tak po prostu skończyło". Swoją krzywdę wyceniła na 100 tysięcy dolarów australijskich - i je dostała! Skruszony lowelas nie chciał iść do sądu, zatem sprawa wymagała jedynie negocjacji. Prawnik porzuconej kochanki przeprowadził je dość sprawnie i wypowiedział zdanie, które powinno przejść do historii ludzkości."To (rozwiązanie sprawy - przyp. red.) jest potwierdzenie tego, że jeśli jesteś w rzeczywistym związku, każda ze stron ponosi pewną odpowiedzialność za drugą"

Jesteśmy przekonani, że kobiecie pomogło zmienione prawo rodzinne Australii. Od niedawna obowiązuje przepis, który daje związkom nieformalnym prawa podobne do tych, jakimi cieszą się małżeństwa. Mamy jednak swoją wersję wydarzeń; kodeks kodeksem, ale niefortunny kochanek jak ognia bał się reakcji prawowitej małżonki. Na pewno dostałby wezwanie do sądu na adres domowy... Uniknął wielkiego kłopotu - teraz musi tylko coś wymyslić, gdy żona zapyta, gdzie się podziało 100 tysięcy dolarów. Ale dla takiego wytrawnego kłamczucha to zapewne pan pikuś...

________________________________________________

NIE PRZEGAP:

>>> Niania wypożyczała dziecko żebrakom
>>> "Jestem na zebraniu zarządu. Ronię"
>>> Ma 11 lat i... śliczną córeczkę Violetę