Ma na koncie kilkadziesiąt ról, ale los tak chciał, że tę najtrudniejszą przyszło jej zagrać w życiu prywatnym. Po piętnastu latach wspólnego życia rozwiodła się z mężem, znanym pisarzem i publicystą Januszem Andermanem. „To był jeden z najtrudniejszych momentów w moim życiu. Kiedy stawia nas ono w ekstremalnej sytuacji, staramy się zachować godnie. A to jest bardzo trudne. Bo jak się w górach odpada od ściany, to się czuje strach, wrzeszczy, przeklina... i za wszelką cenę walczy o przetrwanie. W tym locie w dół nikt nie wymaga od nas ,,ą” i ,,ę”. Rozwód jest bolesnym doświadczeniem, bo istnieje ogromny rozdźwięk pomiędzy emocjami, które nami szarpią, a zasadami i formami, których chcemy przestrzegać” – mówi w wywiadzie dla "Gali"

Reklama

Ale też wyznaje, że do tego potrzebna jest praca obojga partnerów, która wymaga krytycznego spojrzenia na siebie. A nie każdego jednak na to stać.

Nie każdą też kobietę, która rozstała się z mężem, stać na to, by powiedzieć: „Miałam to szczęście, że przeżyłam z mężem piętnaście lat. Wbrew temu, co usiłuje mi wmówić prasa kolorowa, był to mój jedyny mąż. Wyszłam za niego z wielkiej miłości, miałam poczucie, że byłam kochana. Przeżyłam wiele pasjonujących lat ze świadomością, że mam obok siebie niezwykle interesującego człowieka. Jego przewaga doświadczenia, lat, intelektu była inspirująca. Nigdy się z nim nie nudziłam. Uwielbiałam nasze wieczorne rozmowy. Teraz mi ich brak. Ale może jeszcze dojdziemy do tego, że znowu będziemy umieli ze sobą rozmawiać, np. przez telefon? Myślę, że byliśmy bardzo fajną parą...”

Zdumiewające wyznanie, ale również wzruszające. Na pytanie, co się więc stało, że jednak ta fajna para postanowiła się rozstać Joanna Trzepiecińska odpowiada: „Dopóki byliśmy tylko we dwójkę, to była nasza sprawa, jak żyjemy, jak się bawimy, na co się godzimy. W momencie kiedy pojawia się na świecie dwóch małych chłopców, nasze życie – czy tego chcemy, czy nie – staje się życiem rodziców, którzy od rana do wieczora swoim zachowaniem dają tym dzieciom przykład. I albo im fundujemy uśmiech, zainteresowanie, ciepło, czyli piękne dzieciństwo, albo im fundujemy trudne dzieciństwo. Ja uznałam, że chcę dać moim dzieciom piękne dzieciństwo. I to jest cała tajemnica naszego rozstania. Innej tajemnicy tu nie ma”.

I dodaje z pełnym przekonaniem: „Założenie rodziny to wielkie zobowiązanie. Miłość dziecka nie daje podobnej satysfakcji jak miłość dwojga kochanków. Tej miłości trzeba się uczyć. Towarzyszy jej trud codziennych, często nudnych, powtarzalnych zajęć. Dziecku nie można powiedzieć: "Słuchaj, kochanie, jest czwartek, mam kaca, boli mnie głowa, nie chce mi się wstać, żeby odprowadzić cię do szkoły”. Tak się nie da.”