Czy jest pani zakupoholiczką?
Kiedyś myślałam, że tak, jednak to się zmieniło. Teraz potrafię z wielu rzeczy zrezygnować i nie sprawia mi to problemu. Jeżeli mam dużo pracy, a teraz jestem akurat bardzo zajęta, to nie mam czasu ani ochoty na zakupy. W ogóle o tym nie myślę.

Czy zakupoholizm według pani to utrata kontroli nad sobą?
Tak, ale ja już tego nie robię. Wiem, że nie mogę wydać wszystkich pieniędzy. Jestem, wbrew pozorom, bardzo oszczędna i nie ma takiej możliwości, żebym z powodu zakupów została z pustym kontem.

Jak w takim razie pani kupuje?
Wychowałam się na zakupach internetowych, co akurat przy dzisiejszym kursie euro jest błędem. Nie zarabiam jakichś kokosów, ale jak chcę ładną torebkę, to sobie na nią zaoszczędzę. Coś wyprzedam, pozbędę się rzeczy, których nie będę nosiła i ją kupię. Na zakupy często wyjeżdżam za granicę, odwiedzając przy okazji moich przyjaciół. Do chodzenia po sklepach podchodzę rozsądnie. Chcę kupić to, co naprawdę będzie mi się podobało.

>>> Sprawdź, czy jesteś zakupoholiczką

Żaden spontan?
Nic z tych rzeczy. Zawsze mam wszystko przemyślane, wiem dokładnie, co chcę mieć. Robię zakupy z głową, nie kupuję bez przerwy, tylko upatrzone w danym sezonie rzeczy. Takie, które mi się nie znudzą po miesiącu. Dlatego nie mam problemu z tym, że wydałam nie wiadomo jakie pieniądze. Dla mnie to jest oszczędność, nawet jeśli taka torebka jest droższa. Nigdy nie kupuję non stop.

Nigdy nie zdarzyło się pani popłynąć?
Nie, nigdy.

A najbardziej nietrafiony zakup?
Czasami były to jakieś bardzo sezonowe rzeczy, z których potem nie byłam zadowolona. Jednak teraz staram się tego unikać, bo to główna przyczyna rozczarowań po zakupach.

Ma pani jeszcze jakąś poradę dla kobiet, które chcą uniknąć takich wpadek?
Wychodzę z założenia, że jeśli nie mamy wewnętrznego poczucia, takiego sygnału w głowie: "muszę to mieć", to lepiej iść na kawę, przeczekać, pomyśleć dwa razy, zanim da się człowiek ponieść. Nie można ufać chwili.

Czy zakupy to może być dla młodych dziewczyn filozofia życiowa? W takim sensie, że wierzą w hasło: "jestem taka, na jaką wyglądam"?
Nie, musimy patrzeć odwrotnie. Coś, co mam na zewnątrz, wynika z tego, jaka jestem w środku. Jeśli coś kupuję, to dlatego że wiem, że to jest właśnie rzecz dla mnie, że będzie to odzwierciedlało moją osobowość i będę się w tym czuła dobrze. A nie: kupuję to, bo jest modne albo bo ma to moja koleżanka. Trzeba słuchać siebie, swojej intuicji.

>>> Czy 16-latka zostanie drugą Anną Wintour

Jak podchodzi pani do posiadanych przez siebie rzeczy? Kumuluje je pani, kolekcjonuje?
Zbieram te, które wiem, że przydadzą mi się potem do moich stylizacji w pracy. Zdarza mi się kupić jakieś drobiazgi za granicą, kiedy wiem, że w Polsce ich nigdy nie znajdę. Ale nigdy nie jest to kupowanie dla samego posiadania, to zawsze ma jakiś cel. Często mam też tak, że rozdaję rzeczy swoim przyjaciółkom, które nie zawsze mogą sobie pozwolić na coś droższego. To dla mnie wielka przyjemność. Moja mama zawsze mnie ostrzega, że rozdam cały swój dom i tak to się wszystko skończy. Ale jeśli wiem, że czegoś już nie założę, to wolę sprawić komuś tym przyjemność.

Nie przywiązuje się pani do rzeczy? To nie jest tak, że pani torebka jest częścią pani?
Raczej nie. Jasne, że się przywiązuję, mam sentyment do niektórych rzeczy, ale z wieloma mogę się też bez bólu rozstać.

Ktoś kiedyś panią krytykował za styl ubierania?
Cały czas mnie krytykują i nie mam z tym problemu. Kiedy mówi mi to ktoś, kto sam nie wygląda dobrze, to nie ma to znaczenia. Gdyby był to dla mnie jakiś autorytet, sam Lagerfeld na przykład, to mogłabym się przejąć.

Czy do stworzenia dobrego wizerunku potrzebne są duże pieniądze?
Nie, tu liczy się zupełnie inna kwestia. Bardzo często lawiruję w świecie tańszych rzeczy, z których naprawdę można stworzyć coś świetnego.

Szykuje się polska edycja programu Goka Wana "Jak dobrze wyglądać nago". Jak odnosi się pani do tego typu programów? Wdług mnie bardziej one szkodzą, niż pomagają.
Takie show to nie jest moja idea ani mój kierunek. Oczywiście, trzeba pokazać komuś jego błędy, ale nie trzeba robić z kobiety jakiegoś potwora, stawiać ją nago przed lustrem i mówić: "spójrz tylko na siebie". Ja czegoś takiego nie chcę. To źle wpływa na psychikę, może chwilowo ona się czuje dobrze, ale negatywne myśli potem do niej wracają. Jednak telewizja potrzebuje show i spektakularności, którą oferują takie programy. To raczej nie jest moja bajka, nie ciągnie mnie do tego. Dla mnie zawsze liczy się naturalność i świeżość, nie dam zrobić z siebie telewizyjnego tworu.

>>> Zobacz, jak telewizja robi z kobiety kawałek mięsa

>>> Co on w sobie ma, że Polki dały mu się rozebrać

A duet pani i Karoliny Malinowskiej to nie jest kolejna Trinny i Susannah?
Nie ma się nawet co porównywać. One to są autorytety, stworzyły coś wyjątkowego, a miałam okazję je poznać kiedyś i wiem, że są dokładnie takie jak w programie. Bezpośrednie i naturalne. Jako dwie kobiety jesteśmy do nich z Karoliną podobne, ale to tylko tyle.

W ostatnich latach powstał nowy zawód, osobisty stylista, czyli ktoś kto prowadzi cię za rękę przez półki i mówi: "to kup! ".
Powoli się to tworzy, ale raczej trudno będzie znaleźć prawdziwy autorytet, który będzie chciał się tym zajmować. Nie są to takie pieniądze, żeby można było z tego wyżyć, trzeba robić inne rzeczy. Choć zauważyłam, że u nas gwiazdy zaczynają mieć swoich stylistów. Natalia Kukulska, na przykład, pokonała olbrzymią drogę do tego jak teraz wygląda, właśnie dzięki swojej stylistce. Sama nie dałaby rady. Są też osoby, które mają na siebie pomysł, ale szukają dodatkowej inspiracji. Do tych należy Reni Jusis, z którą zresztą współpracuję. Ona zawsze ma coś na myśli, ale jest otwarta na sugestie. Łączy to, co robi, z tym jak wygląda. A z tą spójnością polskie gwiazdy mają problem.

Kiedy chodzi pani po ulicy, to przygląda się, kto się gdzie ubrał i za ile?
Nie, patrzę raczej na to, jak sobie ktoś skomponował całość albo dodatki. Liczy się dla mnie pomysł, wyobraźnia i dopasowanie tego do swojej osobowości, a nie wydana suma. Pewnie, że czasem spojrzę, że ktoś ma tę torebkę Fendi z ostatniej kolekcji, którą chciałam mieć, ale to jest moment. Zresztą, zwykle ci, którzy mają bardzo drogie torebki, wcale nie wyglądają najlepiej. Staram się też za bardzo nie ekscytować tymi markami, bo wiem, że któregoś dnia może mnie nie być na tę torebkę stać. Mam do tego dystans.

A jak nie będzie pani stać, to kupi pani sobie podróbkę?
Nie, wtedy kupię sobie coś vintage albo w Zarze czy w H&M. Absolutne jestem przeciwna podróbkom, nigdy tego nie robiłam i nigdy nie zrobię. Po pierwsze to jest nie fair, to tak jak piratowanie płyt z Internetu, a po drugie to zabija całą radość, ducha mody. Nie mogłabym wyjść tak na ulicę, czułabym, że wszyscy o tym wiedzą. Są osoby, nawet wśród gwiazd, które noszą takie rzeczy i nie mają z tym problemu. Ale ja dzięki tylu latom pracy i znajomym, którzy siedzą w markowych rzeczach, jestem w stanie w niemal 100 procentach odróżnić rzecz oryginalną od fałszywki. Nawet gdy ktoś teraz koło nas przejdzie.

Jest pani ekspertem. Nie ma pani ambicji, żeby tworzyć pod własnym nazwiskiem pismo o modzie, takie, które rzeczywiście będzie miało coś do powiedzenia w tej kwestii?
Właśnie teraz robię coś takiego, na razie wyszła zerówka pisma i jeszcze jest to w fazie tworzenia. Mam też pomysł na portal modowy, którego mi w Polsce brakuje. Stworzyłam już swoją kolekcję, która czeka na prezentację. Kolejny będzie przewodnik modowy w małym formacie, który zmieści się do torebki. Kobiety będą mogły go zabrać, gdy będą szły na zakupy, żeby nie popełnić jakiejś pomyłki. Będzie też w nim o tym, jak zrobić kilka strojów z jednego żakietu, jak łączyć dodatki, kolory i różne inne rzeczy – chodzi w tym pomyśle o to, żeby to wszystko było od razu pod ręką, bo te różne mądre książki mają encyklopedyczne formaty, przez co się z nich nie korzysta. Generalnie, sporo się u mnie dzieje.

Nie martwi panią, że pomimo tylu fakultetów, języków i tak wszechstronnej działalności, wciąż postrzega się panią jako tę panią od mody z telewizji? Że zawód stylisty nie cieszy się u nas poważaniem?
To po części dlatego, że stylizacją zajmują się często osoby przypadkowe, które nie mają same na siebie pomysłu, więc zostają stylistami. Wydaje im się, że to takie łatwe. Ja zajmuję się tym od wielu lat. Moda to moja pasja, dotykam jej na różnych płaszczyznach, więc wiem, co mówię. To nie jest dla mnie zabawa. Postrzega się stylistę jako kogoś, kto ciągle nosi torby z ciuchami i lata po sklepach. Miałam już masę asystentek i nawet one po pół roku nauki uważały, że są już samodzielnymi pracownikami i mogą stylizować na własną rękę. Wszyscy myślą, że mogą być stylistami, a tak naprawdę jest niewielu takich, którzy są profesjonalistami.

Widziała pani już "Wyznania Zakupoholiczki"?
Nie, i nie wybieram się.