Kiedyś myślałam, że tak, jednak to się zmieniło. Teraz potrafię z wielu rzeczy zrezygnować i nie sprawia mi to problemu. Jeżeli mam dużo pracy, a teraz jestem akurat bardzo zajęta, to nie
mam czasu ani ochoty na zakupy. W ogóle o tym nie myślę.
Tak, ale ja już tego nie robię. Wiem, że nie mogę wydać wszystkich pieniędzy. Jestem, wbrew pozorom, bardzo oszczędna i nie ma takiej możliwości, żebym z powodu zakupów została z pustym
kontem.
Wychowałam się na zakupach internetowych, co akurat przy dzisiejszym kursie euro jest błędem. Nie zarabiam jakichś kokosów, ale jak chcę ładną torebkę, to sobie na nią zaoszczędzę. Coś
wyprzedam, pozbędę się rzeczy, których nie będę nosiła i ją kupię. Na zakupy często wyjeżdżam za granicę, odwiedzając przy okazji moich przyjaciół. Do chodzenia po sklepach podchodzę
rozsądnie. Chcę kupić to, co naprawdę będzie mi się podobało.
>>> Sprawdź, czy jesteś zakupoholiczką
Nic z tych rzeczy. Zawsze mam wszystko przemyślane, wiem dokładnie, co chcę mieć. Robię zakupy z głową, nie kupuję bez przerwy, tylko upatrzone w danym sezonie rzeczy. Takie, które mi się
nie znudzą po miesiącu. Dlatego nie mam problemu z tym, że wydałam nie wiadomo jakie pieniądze. Dla mnie to jest oszczędność, nawet jeśli taka torebka jest droższa. Nigdy nie kupuję non
stop.
Nie, nigdy.
Czasami były to jakieś bardzo sezonowe rzeczy, z których potem nie byłam zadowolona. Jednak teraz staram się tego unikać, bo to główna przyczyna rozczarowań po zakupach.
Wychodzę z założenia, że jeśli nie mamy wewnętrznego poczucia, takiego sygnału w głowie: "muszę to mieć", to lepiej iść na kawę, przeczekać, pomyśleć dwa razy, zanim
da się człowiek ponieść. Nie można ufać chwili.
Nie, musimy patrzeć odwrotnie. Coś, co mam na zewnątrz, wynika z tego, jaka jestem w środku. Jeśli coś kupuję, to dlatego że wiem, że to jest właśnie rzecz dla mnie, że będzie to
odzwierciedlało moją osobowość i będę się w tym czuła dobrze. A nie: kupuję to, bo jest modne albo bo ma to moja koleżanka. Trzeba słuchać siebie, swojej intuicji.
>>> Czy 16-latka zostanie drugą Anną Wintour
Zbieram te, które wiem, że przydadzą mi się potem do moich stylizacji w pracy. Zdarza mi się kupić jakieś drobiazgi za granicą, kiedy wiem, że w Polsce ich nigdy nie znajdę. Ale nigdy nie
jest to kupowanie dla samego posiadania, to zawsze ma jakiś cel. Często mam też tak, że rozdaję rzeczy swoim przyjaciółkom, które nie zawsze mogą sobie pozwolić na coś droższego. To dla
mnie wielka przyjemność. Moja mama zawsze mnie ostrzega, że rozdam cały swój dom i tak to się wszystko skończy. Ale jeśli wiem, że czegoś już nie założę, to wolę sprawić komuś tym
przyjemność.
Raczej nie. Jasne, że się przywiązuję, mam sentyment do niektórych rzeczy, ale z wieloma mogę się też bez bólu rozstać.
Cały czas mnie krytykują i nie mam z tym problemu. Kiedy mówi mi to ktoś, kto sam nie wygląda dobrze, to nie ma to znaczenia. Gdyby był to dla mnie jakiś autorytet, sam Lagerfeld na przykład,
to mogłabym się przejąć.
Nie, tu liczy się zupełnie inna kwestia. Bardzo często lawiruję w świecie tańszych rzeczy, z których naprawdę można stworzyć coś świetnego.
Takie show to nie jest moja idea ani mój kierunek. Oczywiście, trzeba pokazać komuś jego błędy, ale nie trzeba robić z kobiety jakiegoś potwora, stawiać ją nago przed lustrem i mówić:
"spójrz tylko na siebie". Ja czegoś takiego nie chcę. To źle wpływa na psychikę, może chwilowo ona się czuje dobrze, ale negatywne myśli potem do niej wracają. Jednak
telewizja potrzebuje show i spektakularności, którą oferują takie programy. To raczej nie jest moja bajka, nie ciągnie mnie do tego. Dla mnie zawsze liczy się naturalność i świeżość, nie
dam zrobić z siebie telewizyjnego tworu.
>>> Zobacz, jak telewizja robi z kobiety kawałek mięsa
>>> Co on w sobie ma, że Polki dały mu się rozebrać
Nie ma się nawet co porównywać. One to są autorytety, stworzyły coś wyjątkowego, a miałam okazję je poznać kiedyś i wiem, że są dokładnie takie jak w programie. Bezpośrednie i
naturalne. Jako dwie kobiety jesteśmy do nich z Karoliną podobne, ale to tylko tyle.
Powoli się to tworzy, ale raczej trudno będzie znaleźć prawdziwy autorytet, który będzie chciał się tym zajmować. Nie są to takie pieniądze, żeby można było z tego wyżyć, trzeba
robić inne rzeczy. Choć zauważyłam, że u nas gwiazdy zaczynają mieć swoich stylistów. Natalia Kukulska, na przykład, pokonała olbrzymią drogę do tego jak teraz wygląda, właśnie dzięki
swojej stylistce. Sama nie dałaby rady. Są też osoby, które mają na siebie pomysł, ale szukają dodatkowej inspiracji. Do tych należy Reni Jusis, z którą zresztą współpracuję. Ona zawsze
ma coś na myśli, ale jest otwarta na sugestie. Łączy to, co robi, z tym jak wygląda. A z tą spójnością polskie gwiazdy mają problem.
Nie, patrzę raczej na to, jak sobie ktoś skomponował całość albo dodatki. Liczy się dla mnie pomysł, wyobraźnia i dopasowanie tego do swojej osobowości, a nie wydana suma. Pewnie, że
czasem spojrzę, że ktoś ma tę torebkę Fendi z ostatniej kolekcji, którą chciałam mieć, ale to jest moment. Zresztą, zwykle ci, którzy mają bardzo drogie torebki, wcale nie wyglądają
najlepiej. Staram się też za bardzo nie ekscytować tymi markami, bo wiem, że któregoś dnia może mnie nie być na tę torebkę stać. Mam do tego dystans.
Nie, wtedy kupię sobie coś vintage albo w Zarze czy w H&M. Absolutne jestem przeciwna podróbkom, nigdy tego nie robiłam i nigdy nie zrobię. Po pierwsze to jest nie fair, to tak jak
piratowanie płyt z Internetu, a po drugie to zabija całą radość, ducha mody. Nie mogłabym wyjść tak na ulicę, czułabym, że wszyscy o tym wiedzą. Są osoby, nawet wśród gwiazd, które
noszą takie rzeczy i nie mają z tym problemu. Ale ja dzięki tylu latom pracy i znajomym, którzy siedzą w markowych rzeczach, jestem w stanie w niemal 100 procentach odróżnić rzecz oryginalną
od fałszywki. Nawet gdy ktoś teraz koło nas przejdzie.
Właśnie teraz robię coś takiego, na razie wyszła zerówka pisma i jeszcze jest to w fazie tworzenia. Mam też pomysł na portal modowy, którego mi w Polsce brakuje. Stworzyłam już swoją
kolekcję, która czeka na prezentację. Kolejny będzie przewodnik modowy w małym formacie, który zmieści się do torebki. Kobiety będą mogły go zabrać, gdy będą szły na zakupy, żeby nie
popełnić jakiejś pomyłki. Będzie też w nim o tym, jak zrobić kilka strojów z jednego żakietu, jak łączyć dodatki, kolory i różne inne rzeczy – chodzi w tym pomyśle o to,
żeby to wszystko było od razu pod ręką, bo te różne mądre książki mają encyklopedyczne formaty, przez co się z nich nie korzysta. Generalnie, sporo się u mnie dzieje.
To po części dlatego, że stylizacją zajmują się często osoby przypadkowe, które nie mają same na siebie pomysłu, więc zostają stylistami. Wydaje im się, że to takie łatwe. Ja zajmuję
się tym od wielu lat. Moda to moja pasja, dotykam jej na różnych płaszczyznach, więc wiem, co mówię. To nie jest dla mnie zabawa. Postrzega się stylistę jako kogoś, kto ciągle nosi torby z
ciuchami i lata po sklepach. Miałam już masę asystentek i nawet one po pół roku nauki uważały, że są już samodzielnymi pracownikami i mogą stylizować na własną rękę. Wszyscy myślą,
że mogą być stylistami, a tak naprawdę jest niewielu takich, którzy są profesjonalistami.
Nie, i nie wybieram się.