. Artystka stworzyła bowiem na potrzeby swojego dyplomu . Materiał, pozostały po liposukcji, uzyskała od anonimowego darczyńcy. Kliniki chirurgii plastycznej odmówiły bowiem, ze względu na konieczność utylizacji odpadów pooperacyjnych.
Powstała w ten sposób cała seria kosmetyków wyszczuplających o nazwie „aLine” (kremy, balsamy,
żele, serum, mydło), opakowanych w eleganckie pudełka i o przyjemnych zapachach. . Jej praca
otrzymała ocenę celującą na uczelni.
W ten sposób wpisała się w trend modnej obecnie sztuki recyklingowej, która zachęca artystów do przetwarzania dostępnych już surowców i tworzenia z nich nowej jakości. Praca Żemojdzin nie
tylko wykorzystuje biologiczny materiał, odpadek, ale także w sprytny sposób wpisuje się w powszechną teraz krytykę kultu piękna i młodości. . W przyrodzie jak widać nic nie ginie. W końcu ludzki tłuszcz nie od dzisiaj wstrzykuje się,
żeby wypełnić zmarszczki, tylko niekoniecznie wychodzi się z tym na forum publiczne.
Pracę uznano za niesmaczną, niehumanitarną, podkładając niestosowne chyba w tym przypadku porównanie do nazistowskiego mydła z ludzkiego tłuszczu. a wystawę jej pracy w CSW „Łaźnia”, odwołano.
Naciskom społecznym nie oparł się Instytut Sztuki Wyspa, działający na terenie Stoczni Gdańskiej, który pokazuje „aLine” jeszcze do 3 maja.
Niedawno w Warszawie pokazano w jednym z centrów handlowych inną wystawę, oburzającą obrońców świętości ciała człowieka. Artysta, a jednocześnie niemiecki lekarz, patomorfolog i anatom,
Gunther von Hagens pokazał . Widzowie mogli zobaczyć m.in. ciała i organy prezentujące układ mięśniowy człowieka, jego układ nerwowy, oddechowy,
trawienny i kostny. Wiele spreparowanych w całości ludzkich ciał zostało ustawionych w pozach zaaranżowanych jako sceny z życia codziennego. Mimo że autor wystawy do każdego eksponatu
dołączyli wiele popularnonaukowych informacji, .
Z ludzkimi płynami eksperymentuje też inny artysta. . Nie jest to jednak jedyna szokująca praca w twórczości Quinna. Popularność przyniosły mu też przekraczające granice tabu „Autoportrety”, do których użył własnej, zamrożonej krwi. Na pewno jest to oszczędność tworzywa i można powiedzieć, że taki artysta jest w 100 procentach samowystarczalny i ekologiczny, jednak ?
Za komentarz do tej sytuacji może jednak posłużyć fakt, że kupiona przez kolekcjonera Charlesa Saatchi (męża Nigelli Lawson) jedna z zamrożonych rzeźb Quinna uległa zniszczeniu podczas remontu kuchni, gdy robotnicy odłączyli niechcący zasilanie lodówki. Tak 13 tysięcy funtów rozpłynęło się w niebycie…
Znany jest też przypadek niejakiego dr. Alana Bittnera, chirurga plastycznego z Beverly Hills, który Niestety, konserwatywni i jak widać nieekologiczni Amerykanie pozwali swojego lekarza za bezprawne wykorzystanie ich tłuszczu i
musiał on zamknąć klinikę i wyjechać do Południowej Ameryki.
Kwestie ekologii, przekraczania granic ludzkiego ciała i łamania tabu są obecne w każdym z tych przypadków. Można się jednak założyć, że gdyby kosmetyki z ludzkiego tłuszczu czy
lipo-paliwo uznano za bardziej skuteczne i do tego tańsze niż te powszechnie dostępne, zrobiłyby one furorę w naszych domach.