Dziennik Gazeta Prawana logo

Bycie feministką to zwykły obciach. "Czarny protest" tego nie zmieni

2 października 2016, 09:40
Ten tekst przeczytasz w 16 minut
CZARNY PROTEST PRZED SEJMEM
CZARNY PROTEST PRZED SEJMEM/PAP
- Feminizm nie jest sexy – skarcił mnie kolega, gdy upomniałam się o miejsce kobiet nie tylko jako autorek tekstów do Magazynu DGP, ale także na okładce gazety. Rzeczywiście tak się porobiło, że feminizm jest niepopularny i obciachowy. Nawet wśród tych kobiet, które są feministkami. I kobiecy strajk tego nie zmieni

Tak, ale...”. Taką odpowiedź w ostatnich dniach usłyszałam niezliczoną ilość razy. Tak odpowiadały kolejne kobiety zapytane o to, czy są feministkami. Autorka książki o kobietach przedsiębiorcach, była naczelna jednego z najbardziej wyrazistych serwisów o kobietach i dla kobiet, współorganizatorka spotkań dla kobiet zajmujących się programowaniem, kolejna tworząca grupę kobiet startupowców.

Tak, ale...

Kobiety, które są feministkami, mają problem, by same siebie tak zdefiniować. Zresztą czy trudno im się dziwić, kiedy mężczyźni reagują komentarzami takimi choćby jak te pod wpisem Tomasza Terlikowskiego. Terlikowski, w wypowiedzi Krystyny Jandy, że dwa razy ciąża zagrażała jej życiu i gdyby funkcjonowało prawo w takim kształcie, jakie jest właśnie procedowane, zapewne by umarła – wyczytał, iż to jasne, że miała dwa razy aborcję, a teraz ma wyrzuty sumienia. Gdy sami zwolennicy zaostrzenia prawa antyaborcyjnego zaczęli go krytykować za manipulację, jeden z czytelników napisał tak:

rozkłada ręce Małgorzata Druciarek, szefowa Obserwatorium Równości Płci.
z przekąsem dodaje Katarzyna Czajka, czyli autorka bloga Zwierz Popkulturalny. Ale ta jej ironiczna wizja naprawdę nie jest przesadzona. dodaje Druciarek.
Nie ma się co oszukiwać, że poniedziałkowy czarny protest będzie sukcesem. To wręcz jasne, że nie będzie. Siostry, przez lata zadbałyśmy o to, by nie było szansy na faktyczny silny kobiecy ruch w Polsce. Taki nie wielkomiejski, nie tylko na Facebooku, nie dla wykształconych z klasy średniej lub do niej aspirujących. Taki, którego same feministki nie będą się wstydziły.

Nie chodzę na panele...

Przy Okrągłym Stole wśród 60 osób siedziały dwie kobiety: Grażyna Staniszewska po stronie opozycji, po rządowej prof. Anna Przecławska. Kolejne trzy obradowały w zespołach (Janina Zakrzewska, Zofia Czaja i Irena Wóycicka). W tym do spraw nomen omen pluralizmu związkowego nie było już żadnej. Z perspektywy dwudziestu kilku lat wydaje się nam to szokujące. Dziś z powodu może i trochę fałszywej poprawności politycznej, ale jednak nie byłaby możliwa taka sytuacja.

Na pewno? Przed kilkoma dniami w Sopocie rozpoczęła się wielka, organizowana od kilku lat konferencja Europejskie Forum Nowych Idei. Przez trzy dni w tym nadmorskim miasteczku odbędzie się kilkanaście paneli, konferencji i spotkań o przyszłości świata, gospodarki i społeczeństwa. W tym roku na tym nowoczesnym, światowym EFNI poświęconym przyszłości pracy tylko 18 proc. prelegentów i prowadzących te panele to kobiety. Mniej niż jedna piąta. A, uwaga, organizatorem EFNI jest Konfederacja Lewiatan, na czele której stoi Henryka Bochniarz, jedna z twarzy i najważniejszych działaczek Kongresu Kobiet.

Ile kobiet było podczas niedawno zakończonego Forum Ekonomicznego w Krynicy, nie byłam w stanie podliczyć, bo jego organizatorzy (choć to już temat na inny tekst) wykaz uczestników mają tylko w wersji papierowej i zaproponowali, że wyślą go kurierem. Kolejne uczestniczki forum w Krynicy zauważają to, o czym w tym roku mówiła Magda Vášáryová, przewodnicząca Słowackiego Stowarzyszenia Kobiet „Żiviena”: – W Krynicy w czasie debat stosunkowo niewiele kobiet zabierało głos. Zdecydowaną przewagę mają mężczyźni. Na deptaku też przeważają mężczyźni. Z kolei w obsłudze przeważają kobiety. Kompetentne, znające języki, ale jednak pełniące funkcje pomocnicze. Czy tak powinno być?
Co roku taki sam głos. I co? I nic.

Od lat działa fanpage "Nie chodzę na panele, w których występują tylko mężczyźni" piętnujący brak kobiet w debacie publicznej i mediach. Jego nazwa stała się już symboliczna, ale nawoływanie jest raczej głosem wołającego na puszczy.

Właśnie na urząd pełnomocnika rządu ds. społeczeństwa obywatelskiego i równego traktowania (tak od tego roku nazywa się niegdysiejszego rzecznika ds. równego statusu kobiet i mężczyzn) w ramach rekonstrukcji rządu powołano Adama Lipińskiego, czyli po prostu wiernego członka PiS, który z działaniami równościowymi nigdy nie miał nic wspólnego. I co? I nic.

W takiej atmosferze ktoś wpadł na pomysł, by w ramach globalnego sprzeciwu wobec ustawy drastycznie ograniczającej, ba, po prostu całkowicie zakazującej aborcji wrzucać swoje zdjęcia w czerni na Facebooka. A następnie pod wpływem także facebookowego postu Krystyny Jandy przypominającej kobiecy strajk na Islandii z 1975 r. pada pomysł, by podobnie zaprotestować w Polsce A.D. 2016.

Śmieszne, egzaltowane i pensjonarskie

Idealnie pasujące do zjawiska, jakie w tym roku w swojej pracy magisterskiej absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego Olivia Kłusek nazwała „latte-feminizmem”. Czyli takim dla kobiet z klasy średniej, posiadających wolny zawód, mających czas i pieniądze na drogą, dobrą kawę w kawiarni. Latte-feministki zajmują się obrazem kobiety w kulturze, seksualnością kobiet i zjawiskami dyskryminacji w polityce i miejscu pracy, np. nierównościami płacy na stanowiskach menedżerskich, przebijaniem szklanego sufitu czy parytetami na listach wyborczych.

tłumaczy Anna Kilijan, sekretarz redakcji Nowej Konfederacji i pracownik Fundacji Pro – Prawo do życia. Czyli działaczka strony konserwatywnej. Pytam ją, czy jest feministką. Po chwili zastanowienia odpowiada: dodaje Kilijan.

Grażyna, a nie sufrażystka

Polki dążą do równouprawnienia, "ale niezbyt radykalnie", chcą być wyemancypowane, "ale nie za bardzo", pragną osiągnąć sukces, „ale nie kosztem rodziny” itd. Konkludując, można więc postawić tezę o „samoograniczającej się świadomości feministycznej Polek”. Przyjęcie niejednoznacznych postaw wobec feminizmu ma znaczenie adaptacyjne. Pozwala bowiem kobietom korzystać zarówno z osiągnięć ruchu feministycznego w sferze publicznej, jak i z tradycyjnych wzorów pośredniego, nieoficjalnego (lecz skutecznego) sprawowania władzy w sferze prywatnej” – pisała pięć lat temu socjolog z Uniwersytetu Adama Mickiewicza dr Monika Frąckowiak-Sochańska w swojej pracy „Postawy polskich kobiet wobec feminizmu. O samoograniczającej się świadomości feministycznej kobiet”. Powoływała się w niej na swoje badania sprzed kolejnych pięciu lat, w których przepytała dorosłe mieszkanki Poznania o postawy wobec feminizmu. Wynikało z nich, że wśród kobiet przeważają umiarkowane zwolenniczki ogólnych założeń ruchu feministycznego (23,5 proc. ogółu) oraz kobiety, które nie miały określonej, pozytywnej lub negatywnej, postawy wobec feminizmu (23 proc.). Tylko 14 proc. respondentek zadeklarowało, że są umiarkowanymi przeciwniczkami ruchu feministycznego, zaś po 5 proc. – jego zdecydowanymi zwolenniczkami bądź przeciwniczkami. Czyli dla większości to takie sobie nieszczególnie interesujące postulaty, może i ważne, ale ważniejsze jest tu i teraz, i codzienne problemy. Badanie sprzed dekady, ale niewiele się zmieniło.

tłumaczy Katarzyna Nowakowska, twórczyni i naczelna już niedziałającego serwisu Foch.pl, w nowoczesny, często kontrowersyjny sposób piszącego o kobietach. dodaje Nowakowska.

Rzeczywiście, gdy w Wielkiej Brytanii formułowano postulaty emancypacji kobiet, a sufrażystki były aresztowane za walkę o prawo głosu, na ziemiach polskich angażowano się w walkę o odzyskanie niepodległości.

Gdy Zachód obejmowała druga, powojenna fala feminizmu, u nas znowu warunki polityczno-społeczne były odmienne. Masowa aktywizacja zawodowa kobiet w okresie PRL plus komunistyczna propaganda o wspólnej roli kobiety i mężczyzny w budowie nowego społeczeństwa tworzyły iluzję równouprawnienia. Nawet w opozycji rola emancypacji kobiet nigdy nie była tematem z głównego nurtu. Jak już Solidarność podnosiła tematy praw kobiet, to w kontekście zachowania lub zwiększenia przywilejów pracowników płci żeńskiej oczywiście tak, by rolę pracownicy mogły łączyć z rolą matki.

Brak historycznego przepracowanego feminizmu, który po kolei zajmowałby się konkretnymi problemami kobiet (w wielkim skrócie: pierwsza fala – wyborczymi i partycypacją polityczną, druga fala – prawami socjalnymi, ekonomicznymi i pracowniczymi, a trzecia – kulturowymi, prawami mniejszości, różnych odmian tożsamości kobiecej), spowodował, że wraz z transformacją zaczęły się u nas wszystkie te działania naraz. A do tego często zamknięte w wąskich, wręcz akademickich obszarach.

Zgubiona w skrócie

Karolina Wigura, doktor socjologii i szefowa działu politycznego w Kulturze Liberalnej, wskazuje na dwa podstawowe powody, dla których feminizm nie ma w Polsce lekko. tłumaczy Wigura.

Kolejnym grzechem było skupienie się na wspomnianych niezrozumiałych powszechnie problemach i bolączkach, czyli po prostu brak pracy u podstaw. – tłumaczy Wigura i dodaje, że może nam się oczywiście wydawać, że w naszym otoczeniu jest inaczej. –rozkłada ręce.

W efekcie mamy dziś według niej dwa dominujące typy feminizmu. tłumaczy Wigura. dopowiadam.

Ironicznie się uśmiechamy, bo to nie są jakieś teoretyczne przykłady. Niemałym skandalem, choć oczywiście środowiskowym, okazało się wyznanie Sławomira Sierakowskiego, czyli szefa lewicowej "Krytyki Politycznej", że jego była wieloletnia partnerka Cveta Dimitrova była redaktorką każdego jego tekstu i pomagała przy autoryzacji każdego wywiadu.przyznał.

Druga sytuacja też nie jest fikcyjna. Redakcyjne wycięcie dotknęło samą Wigurę kilka dni temu po tym, jak brała udział w debacie „Od KOR-u do KOD-u. Triumf i kryzys demokracji. Szukanie nowych odpowiedzi”. Streszczenie z tego wydarzenia ukazało się w "Gazecie Wyborczej" i... w relacji wycięto wszystkie obecne na debacie kobiety. Autor artykułu tłumaczył: .

No dobra, to wciąż brzmi jak pensjonarska, hipsterska ekscytacja latte-feministek. Ale są przecież namacalne, zbadane i opisane dowody wciąż funkcjonującej dyskryminacji. „Zielona księga nierówności płci w prawie” opracowana w Instytucie Spraw Publicznych wymienia paragraf po paragrafie kolejne przykłady dyskryminacji powodujące, że kobieta średnio ma w Polsce o 500 zł mniejszą emeryturę niż mężczyzna, że w kodeksie pracy wciąż nieuwzględnione są charakterystyczne dla kobiet choroby zawodowe jak żylaki, fibromialgia (schorzenie reumatyczne tkanek miękkich) czy depresja, że dostęp do znieczulenia przy porodach wciąż jest uznaniowy.

Babski biznes

Susan Faludi na początku lat 90. opracowała termin „ backlash” (czyli „reakcja zwrotna”). Dotyczył on medialnej, politycznej fali wrogości, niechęci wobec kobiet (czytaj: feministek), która nadeszła w Stanach Zjednoczonych w latach 80. XX w. po okresie poważnych, wręcz rewolucyjnych zwycięstw ruchu kobiecego. Taki „backlash” mamy i teraz w Polsce. Zresztą nie po raz pierwszy, bo jak wskazywała Agnieszka Graff, analizuja?c je?zyk polskiej prawicy w latach 2004–2007, takie tematy jak m.in. aborcja, in vitro czy prawa mniejszości seksualnych były już wtedy tak naprawdę tylko pretekstem do promowania konserwatywnego obrazu społeczeństwa z „prawdziwymi mężczyznami” i „normalnymi dziewczynami”.
Trudno znaleźć nawet zaangażowaną feministkę, która do konceptu kobiecego strajku podchodzi z entuzjazmem i przekonaniem, że będzie to wielki sukces. wzdycha Nowakowska. – Nie tylko z komunikatem co i po co nie udało się dotrzeć do kobiet tych spoza facebookowego światka, ale co nie mniej ważne, także do mężczyzn, którzy odbiorą to jak strajk przeciwko nim. A przecież nie chodzi o przeciwstawianie sobie płci – tłumaczy Nowakowska.

Z drugiej strony jednak, jak zauważa Druciarek, choćby to był nagły zryw, choćby tylko w dużych miastach i na Facebooku, i choćby to były tylko selfie w czarnych ubraniach, to jednak niespodziewanie wielu kobietom pozwoliło to przełamać opory, zdjąć gębę tej strasznej feministki i powiedzieć głośno o swoich poglądach.

opowiada dr Wigura. podsumowuje Wigura.

Kup w kiosku lub w wersji cyfrowej


Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj