Kapelusze stały się nieodłącznym akcentem pani strojów. Opanowała panią mania kapeluszy, czy może to reakcja na liczne śluby brytyjskiej arystokracji?

Joanna Przetakiewicz: Faktycznie, w Wielkiej Brytanii noszenie kapeluszy na ważnych uroczystościach jest niemal obowiązkiem, choć osobiście się tym nie kieruję i nie inspiruję. Jestem wielką miłośniczką kobiecych dodatków. Takim elementem kobiecej garderoby są szpilki, w których chodzę non stop. Podobnie jak kapelusze, które bardzo lubię. Na szczęście nakrycia głowy wracają do łask.

Sięga pani po nietuzinkowe nakrycia głowy, to sekret na udany dodatek?

Im bardziej zwariowane, tym lepiej. Podczas brytyjskich uroczystości, czy na wyścigach w Ascot są one czymś oczywistym, w Warszawie wciąż zaskakują. Choć widzę, że kobiety coraz częściej po nie sięgają i pytają właśnie o nakrycia głowy.

Czy to oznacza, że w La Manii szalony kapelusznik znajdzie coś dla siebie?

Oczywiście! W związku z tym, że klientki, które przychodzą do butiku pytają o nakrycia głowy, uruchomiłam pierwszą produkcję kapeluszy. Staram się odtworzyć oryginalny kształt i charakter toczków z lat 20. i 30. W tym celu wraz z Magdą Butrym (główna projektantka La Mania - przyp. red.) pojechałyśmy do Paryża, gdzie zaopatrzyłyśmy się w całą gamę jedynych w swoim rodzaju woalek, koronek, piórek - wszystkie vintage.

Inspirują panią trendy i światowe wybiegi, czy to, co widać na ulicach?

Nie zabrzmi to oryginalnie, ale to, co mnie inspiruje najbardziej, to podróże. Stwierdzenie, że to właśnie one kształcą, odnosi się do każdej dziedziny. Oczywiście czerpię inspirację z wystaw, opery, teatru, kina, które kocham. Poza tym bycie wśród ludzi inspiruje. Bardzo cenię i lubię obserwować tych, którzy są trochę bardziej oryginalni, trochę bardziej odważni od reszty.

Jak w takim razie ocenia pani odwagę Polek?

Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu, Polki okazały się mniej praktyczne niż sadziłam. Obawiałam się, że nasze śmietankowe sukienki i dopasowane fasony, nie staną się tak popularne jakbym sobie tego życzyła. Tu na szczęście się myliłam. Polki poszukują rzeczy bardzo kobiecych, pięknych, jasnych, zmysłowych; lubią i cenią sobie oryginalność i właśnie tego poszukują. Zresztą na całym świecie Polki słyną ze swojej urody i elegancji.

Nieco inne zdanie na temat Polek wygłosiły słynne stylistki z Wielkiej Brytanii, Trinny i Susannah.

Myślę, że była to bardzo niesłuszna ocena. Tym bardziej, że obie panie pochodzą z Anglii, gdzie umówmy się, styl i elegancja pozostawiają wiele do życzenia. Choć muszę przyznać, że Londyn jest bardzo kosmopolitycznym miastem, gdzie kobiety są piękne, zadbane i prawie wszystkie wyglądają jak z "Seksu w wielkim mieście". Ale patrząc na Anglię jako całość, myślę, że w kwestii stylu Polki zdecydowanie wygrywają.

Pamiętam pomysłowość i dobry smak mojej mamy. Kiedyś kobiety mogły być bardzo skromnie ubrane, ale zawszy były szalenie zadbane, pięknie uczesane, nosiły się z dużą klasą. To, że znane stylistki przyjechały i krytykują Polki, to jest ich zawód, bez tego nie byłoby show. Myślę jednak, że od Polek mogłyby sie wiele nauczyć.

Czy otwierając La Manię, liczyła się pani z porażką?

Tego się raczej nie obawiałam. Jak wspomniałam, uznaję Polki za bardzo eleganckie i zmysłowe kobiety. Oczywiście liczyłam się z tym, że będą one szukały rzeczy nieco bardziej praktycznych.

Celowo przez kilka miesięcy po otwarciu butiku nie robiłam żadnej promocji. Chciałam zobaczyć naturalny odzew anonimowych klientek, które nie będą nawet wiedziały, czy jest to polska firma. Marka spotkała się z bardzo ciepłym przyjęciem i dużym zainteresowaniem, co uznaję za swój największy sukces. To jednak rodzi bardzo duże nadzieje i oczekiwania na przyszłość. Zdaję sobie sprawę z polskich realiów, wiem, że nie możemy wymagać od klientek tego, aby za sukienki płaciły niebotyczne ceny. Robię wszystko, żeby pogodzić najwyższą jakość z rozsądną ceną. Mam nadzieję, że wypełniam pewną niszę między tzw. rynkiem masowym, a tą bardzo drogą modą.

Wielkimi krokami zbliża się Łódzki Fashion Week. Czy na wybiegu pojawią się również modelki w kolekcji La Mania?

Oczywiście, choć obecnie usilnie pracuję nad kolekcją, która pozwoli La Manii stać się pierwszą polską firmą pret-a-porter na skalę światową. Do współpracy zaprosiłam kilku konsultantów z zagranicy. Mam nadzieję, że za rok, może dwa lata stanie się to faktem. Wymaga to trochę cierpliwości, bardzo dużo pracy, ale muszę mieć pewność, że wszystko jest dopięte na ostatni guzik.

PAP Life: - Jest pani perfekcjonistką.

Zdecydowanie i mam nadzieję, że właśnie dzięki temu ta firma zyska renomę na świecie.

Mówiąc pret-a-porter mamy na myśli największe światowe wybiegi. Czy Łódzki Fashion Week ma szansę stać się jednym z nich?

Mam taką nadzieję. Niestety, nie będziemy dysponowali tymi samymi funduszami, ani takim samym wsparciem miasta, na jakie mogą liczyć inne stolice mody. Ale jestem przekonana, że za kilka lat znajdziemy się na tej samej platformie, co pozostałe tygodnie mody. Zresztą, widząc zapał osób, które nad tym pracują, nie może być inaczej.

Niedawno miałam przyjemność poznać organizatorów Łódzkiego Fashion Week. To ogromna przyjemność móc obserwować, z jaką pasją się tym zajmują. Bardzo wierzą w ten projekt, poza tym mają niebywałą intuicję, klasę i rozeznanie rynku.

Podczas rozmowy, zwróciłam uwagę na pani tatuaż...

...zawsze marzyłam o tym, żeby mieć tatuaż na nadgarstku, ale pod jednym warunkiem. On musiał coś symbolizować, albo mówić o czymś, co jest najbliższe mojemu sercu, w co wierzę. Tatuaż jest czymś, z czym chcemy obcować cały czas, w końcu jest na naszym ciele i zostaje na zawsze. Co mówi, niech zostanie to tajemnicą...

Rozmawiała Monika Dzwonnik