Janusz Korwin-Mikke, ojciec sześciorga dzieci
Za dwóje spuszczałem manto

Drogie prezenty albo pieniądze za dobre stopnie? To jakiś totalny absurd. W życiu nie kupiłem dziecku podarunku tylko za to, że przyniosło do domu piątkę. Zdobycie dobrej oceny jest wszak nagrodą samą w sobie. Więc rodzice nie powinni ocen pozbawiać tej wartości, dając dzieciom dodatkowe nagrody. Dajemy młodemu człowiekowi sygnał, że uczy się tylko po to, żeby otrzymać jakiś prezent. A przecież nie dla pieniędzy się kształcimy. A swoją drogą, kogo w Polsce stać na sięganie do kieszeni i wypłacanie bonusa za każdą przyniesioną przez dziecko piątkę? Ja osobiście przy takiej liczbie potomstwa, jaką mam, całkowicie bym się zrujnował.
Choć oczywiście jest wielu takich rodziców, którzy stosują tego rodzaju metody wychowawcze. Tylko niech się potem nie zdziwią, kiedy w przyszłości ich dzieci zażądają od nich prezentów jedynie za to, że ich z domu nie wyrzucają na starość. Muszę jednak przyznać, że za złe oceny karałem moje dzieci. Szczególnie wtedy,
kiedy wiedziałem, że otrzymana dwója była efektem daleko posuniętego lenistwa czy zwykłej niefrasobliwości.
Zdarzało się nawet, że dziecko sprałem albo dałem mu ostrą reprymendę. Czasem nic nie skutkowało, wtedy włosy z głowy rwałem i dlatego jestem teraz łysy.
Ale jednego jestem absolutnie pewien – nie da się żadnymi prezentami na siłę ciągnąć dzieci do nauki. Jeśli dziecko samo nie ma chęci, to żadna nagroda mu nie
pomoże.Czasem myślę, że być może najlepszym sposobem byłoby zabronienie dzieciom nauki, bo wtedy stałaby się ona owocem zakazanym i dziecko zaczęłoby się uczyć w ukryciu i z latarką pod kołdrą. Ale wartość nauki dziecko musi zrozumieć samo.

Bronisław Komorowski, ojciec pięciorga dzieci
Za piątki należą się lody

Uważam, że za dobre oceny należy się nagroda. Dzieci trzeba pozytywnie wyróżnić i umieć dobrze zmotywować. A metody motywowania są przeróżne. Niektórzy kupują prezenty, inni dają pieniądze. Wszystko zależy od domu. Tak czy inaczej, myślę, że sama ocena - nawet najlepsza - nie zawsze jest w odczuciu dziecka nagrodą samą w sobie. Owszem, dzięki niej dziecko ma satysfakcję, ale chciałoby również, by rodzice w jakiś sposób też docenili jego trud.
Zawsze starałem się wynagrodzić swoje dzieci za dobre wyniki w nauce. Ale nie zawsze były to prezenty materialne. Dzisiejsze zapracowanie rodziców sprawia, że dziecko jak z niczego innego cieszy się na wieść, że pójdziemy wspólnie na lody. Dlatego w ten sposób często wynagradzałem dzieci za oceny. Gdy były starsze, na koniec roku szliśmy na przykład do dobrej restauracji. Po zakończeniu roku szkolnego przychodzą wakacje, więc łatwo wymyśleć jakąś przyjemność czy bonus - choćby ciekawy wyjazd.
Myślę jednak, że to, co dziecko dostaje, nie jest wcale ważne. Chodzi przede wszystkim o to, by czuło się wyróżnione. Ważny jest sam system motywacji. Ale na
pewno lepiej jest nagradzać niż karać. Lepiej pochwalić niż zganić, bo pochwaa z pewnością bardziej zachęci do dalszej dobrej nauki. Dzieci, szczególnie gdy jest
ich w rodzinie więcej, trzeba doceniać, bo mają niesamowitą potrzebę indywidualizmu i cierpią, gdy nie są zauważane. Dlatego chcą być też indywidualnie oceniane.
Myślę, że kiedy naszemu dziecku powinie się noga i przyniesie słabą ocenę, należy być przede wszystkim wyrozumiałym. Dlatego jestem zdecydowanym
przeciwnikiem kar za złe oceny, bo sam fakt otrzymania jedynki jest bardzo bolesny.