Nie można przy tej okazji nie wspomnieć o bardzo istotnym zagadnieniu, czyli o wyborze najdogodniejszego momentu na rozpoczęcie oszczędzania „na start” dla naszego dziecka. Obowiązuje tu jedna, bardzo prosta zasada: zacząć można w każdej chwili, a im wcześniej, tym lepiej! Malkontenci mogą rzecz jasna stwierdzić, że przecież niemowlęta nie mogą mieć konta w banku czy lokaty na swoje nazwisko, ale to akurat wymówka - lokata dla dziecka może być założona w ramach konta rodzica, a poza tym istnieją też inne formy oszczędzania. Jedną z ciekawszych jest dostępna w mBanku opcja otworzenia bezpłatnego konta oszczędnościowego mSaver, które od standardowego ROR-u różni się pewną istotną cechą: w ramach jego funkcjonalności otrzymujemy możliwość odkładania na koncie niewielkich kwot. Przykładowo możemy ustalić, że kwota dokonywanej transakcji jest zaokrąglana do pełnych 10 zł i trafia na konto mSaver. Raz ustalasz zasady i środki są automatycznie przelewane na konto oszczędnościowe, nie musisz pamiętasz o wrzucaniu pieniędzy w przysłowiową świnkę skarbonkę. Dodatkowym atutem tej formy oszczędzania jest fakt, iż konto mSaver jest oprocentowane, dzięki czemu odkładane pieniądze będą na siebie pracować - tym lepiej, im dłużej będziemy oszczędzać niemały kapitał.

Załóżmy, że każdego miesiąca odkładamy 50 złotych przez 15 lat. Przyjmijmy też wariant absolutnie pesymistyczny, czyli taki, w którym wpłacamy pieniądze na konto nie oprocentowane (co w praktyce się przecież jednak nie zdarza). Po upływie wspomnianego okresu będziemy dysponować kwotą 9000 złotych, która może się wydawać niewielka, ale pamiętajmy, że to wariant pesymistyczny, w którym te środki w ogóle na siebie nie pracują. Ponadto to o 9 tysięcy złotych więcej niż ma ktoś, kto przez te kilkanaście lat nie oszczędzał w ogóle.

Oczywiście kwoty odkładane na rachunku oszczędnościowym mogą być wyższe, dostosowane do naszych możliwości finansowych. W zależności od momentu, w którym sięgnie się po środki, zgromadzone pieniądze pozwolą na realizację różnych celów. Przykład obrazuje infografika.

Warto też przy okazji wspomnieć o pewnym ważnym szczególe: odkładane i inwestowane w taki sposób środki będą mieć najpewniej mniejszą siłę nabywczą niż w dniu rozpoczęcia oszczędzania, jednak na pewno nie stracą na wartości aż tak bardzo, jak na przykład popularne jeszcze kilkanaście lat temu książeczki oszczędnościowe. W przypadku pieniędzy zawsze mamy pewność, że coś za nie kupimy.

Bardzo dobrym, choć zwykle niedocenianym i traktowanym zupełnie niewłaściwie sposobem na przysłowiowe upieczenie dwóch pieczeni na jednym ogniu jest kieszonkowe. Rozsądnie zaplanowane i przemyślane dawanie dziecku do dyspozycji określonej sumy pieniędzy jest najlepszą metodą na to, by wyrobić w nim zarówno poszanowanie dla pieniędzy w ogóle, jak też nawyk oszczędzania na wspomniane w tytule zabawki i gadżety. Rzecz jasna bezwzględnie konieczne jest precyzyjne określenie zakresu potencjalnych zakupów - dziecko z góry musi wiedzieć, na co może wydać posiadane pieniądze. Powinniśmy również pamiętać, że aby kieszonkowe spełniło pokładane w nim nadzieje, musi także:

• być regularnie wypłacane (od tej zasady nie powinno być żadnych odstępstw),
• opiewać na kwotę pozwalającą dziecku uzbierać na upragnioną zabawkę czy inny cel po przynajmniej kilku miesiącach,
• spowodować jednoczesne zaprzestanie wydawania pieniędzy na "zachcianki" dziecka z naszego prywatnego (albo ogólnego domowego) budżetu,
• pozwalać dziecku wydać zaoszczędzone pieniądze na dowolny cel wybrany przez dziecko (to ono decyduje, nie rodzice - ale wyłącznie w ramach poczynionych wcześniej ustaleń),
• należeć wyłącznie do dziecka

Dodatkowo konieczne jest, aby rodzice konsekwentnie powstrzymywali się od chęci dokładania do kieszonkowego nawet najdrobniejszych kwot "za nic". Jeśli chcemy, aby dziecko dysponowało większym kapitałem, niech te środki zarobi na przykład wykonując drobne prace nienależące do jego codziennych obowiązków. Możemy również pomóc dziecku wystawić na portalu aukcyjnym niepotrzebne zabawki, po sprzedaży których zasili swój kapitał Nienajlepszym jednak pomysłem będzie płacenie za dobre wyniki w nauce, posprzątanie pokoju czy przeczytanie książki.

Jeśli dzięki kieszonkowemu okaże się, że dziecko zgromadziło już spore oszczędności na określony i długofalowy cel, można rozważyć otwarcie konta oszczędnościowego w banku - możliwości pod tym względem jest wiele, choć z reguły, by było to możliwe, wymagany jest ukończenie 13. roku życia. Takie młodzieżowe konto bankowe (np. izzyKonto w mBanku) to nie tylko prestiż wśród rówieśników (bo w końcu nie każdy trzynastolatek posiada własne konto), ale także dalsze możliwości rozwijania umiejętności skutecznego i rozsądnego zarządzania posiadanymi środkami.

Jak więc widać warto inwestować zarówno w pomnażanie kapitału odkładanego przez nas na lepszy start dla dzieci, jak też w mądrą i skuteczną edukację finansową dla naszych pociech, z pewnością bowiem zaprocentuje ona w przyszłości. Dzięki dzisiaj odłożonym środkom i edukacji finansowej nasze dzieci, jako młodzi ludzie wchodzący w dorosłość, będą dysponować już konkretnym kapitałem oraz praktyczną wiedzą na temat tego, jak go skutecznie wykorzystać i nie roztrwonić. To rzadka i przydatna na każdym etapie życia umiejętność.