Z badań Hewitt Associates - firmy doradzającej jak zarządzać ludźmi - wynika, że zewnętrzny wizerunek korporacji często odbiega od tego, co zastajemy w środku i pracownicy dużych firm są mniej zadowoleni od tych z małych i średnich.

Badanie „Pracodawca roku” przeprowadzane corocznie przez AIESEC wśród 5 tys. studentów nie pozostawia wątpliwości. Większość młodych ludzi marzy o pracy w korporacji, która kojarzy im się z prestiżem, sukcesem, wysoką pensją i licznymi profitami. Ale wielu z nich, gdy zderza się z prawdziwymi regułami rządzącymi w międzynarodowych strukturach - przeżywa rozczarowanie.

Agnieszka Nojszewska z Warszawy do Citibanku trafiła zaraz po studiach. Spodobała się podczas praktyk i zaproponowano jej pracę w dziale korporacyjnym. To było spełnienie studenckich marzeń. Po pięciu latach jednak powiedziała: dość.

"Czułam się jak robot, jak ktoś, kto nie ma na nic wpływu, bardzo często miałam poczucie bezsensu tego, co robiłam, nie widziałam efektów swojej pracy" - wspomina. A w jej firmie ważny był przede wszystkim wynik - nie człowiek.

"Zawsze było za mało, za późno, nie było istotne, czy masz dzieci, rodzinę, problemy - nie wypadało wyjść z pracy przed szefem" - opowiada. Dlatego postanowiła odejść i zacząć utrzymywać się ze swojej pasji: założyła firmę szkolącą psy. "Nareszcie odżyłam, idę do pracy szczęśliwa i uśmiechnięta, sama wybieram godziny szkoleń i osoby, z którymi współpracuję, ale pewnie musiałam przejść tę drogę w korporacji, aby docenić to, co obecnie mam" - mówi.

Katarzyna także marzyła o pracy w dużej firmie o międzynarodowej sławie. Gdy przebrnęła kilkuetapowy proces rekrutacji i dostała się do działu marketingu jednej z najsłynniejszych firm produkujących chemię i kosmetyki, myślała, że złapała Pana Boga za nogi. Szybko jednak zrozumiała, że wcale nie jest tak różowo, a z dnia na dzień jest coraz bardziej zestresowana. "

Ciągle patrzy mi się na ręce i daje do zrozumienia, że za mało się staram, a ja mam świadomość, że na moje stanowisko czekają tłumy chętnych. Tutaj wszystko się mierzy, waży i ocenia, wszystko sformalizowano. Nie ma miejsca na odstępstwo od normy i słabości. Nikogo nie obchodzi, czy mam chorą matkę, czy źle się czuję, liczy się tylko wykonanie zadania ku chwale korporacji" - mówi z goryczą.

Rzeczywiście z badań Hewitt Associates wynika, że pracownicy firm małych i średnich czują bardziej spełnieni zawodowo od tych, którzy pracują w wielkich korporacjach. Nie bez znaczenia jest także to, że wizerunek zewnętrzny korporacji często znacznie odbiega od tego, co zastajemy w środku.

"Kilka lat temu prowadziliśmy badanie postaw i zaangażowania pracowników w firmie doradczej z tzw. pierwszej piątki. Okazało się, że zaledwie jedna trzecia pracowników tej firmy była zaangażowana. Oznacza to, że jakość środowiska pracy nie dotrzymywała kroku obecnemu na rynku wizerunkowi organizacji" - opowiada Katarzyna Pałamarz, menedżer projektu „Badanie - Najlepsi Pracodawcy w Polsce”.

Wiele do życzenia pozostawiają także warunki i przestrzeganie prawa pracy w dużych firmach. "To smutne, że korporacje nie szczędzą pieniędzy na reklamę w mediach, a zapominają o tym, co dzieje się w środku. Niestety nadal zdarzają się przypadki, gdy nasze kontrole wykrywają niepłacenie za nadgodziny czy też nieprawidłowości w urlopach" - mówi Danuta Samitowska, rzeczniczka Państwowej Inspekcji Pracy.

Dlatego nie ma się co dziwić, że wśród Polaków przestaje powoli działać mit doskonałej pracy w korporacji. Kiedyś zaciskaliśmy zęby i przekonywaliśmy się, że poddanie się unifikacji jest niewielką ceną za prestiż pracy w dużej międzynarodowej strukturze.

"Obecnie po pierwszym zachłyśnięciu się nadszedł czas refleksji. Praca w korporacji okazała się złotymi kajdanami. Zrozumieliśmy, że ktoś tam daleko podejmuje decyzje, określa strategię firmy mającą wpływ na naszą pracę i nikt nie pyta nas o zdanie" - mówi Dariusz Duma z Chiltern Consultancy, który kiedyś sam pracował w korporacji Xerox, a teraz doradza dużym firmom, jak zmieniać swój wizerunek i odzyskać ludzką twarz.

Coraz więcej pracowników dużych koncernów decyduje się na szukanie innej pracy. "Sam znam bardzo wielu ludzi, którzy świadomie przeszli do mniejszych firm i zgodzili się na niższe pensje, bo nowy pracodawca dawał im więcej swobody. Chcieli coś budować i czuć się autorem sukcesu nowej firmy, a nie anonimowym trybikiem w korporacyjnej maszynie" - wyjaśnia Duma.