Czy pieniądze dają szczęście, a uśmiech jest uniwersalnym gestem na całym świecie? W rozmowie z PAP Life podróżniczka Beata Pawlikowska tłumaczy, dlaczego nasza cywilizacja jest na krawędzi, a zapowiadany przez Majów koniec świata faktycznie może nadejść.

Reklama

Do księgarń właśnie trafiła twoja najnowsza książka "Teoria bezwzględności, czyli jak uniknąć końca świata". To wynik jakiejś podróży?

Beata Pawlikowska: Podróż, która stała się powodem tej książki, odbyła się i wciąż trwa od ponad 20 lat, od czasu mojej pierwszej wyprawy do dżungli amazońskiej. Od tej chwili jadę tam przynajmniej raz w roku. Na początku nie wiedziałam, co mnie tam ciągnie z powrotem i nie potrafiłam opisać uczucia, z którym tam wracam. Przyszedł taki dzień, że przestałam myśleć po europejsku i zaczęłam myśleć po indiańsku. Z amazońskiej perspektywy spojrzałam na życie w zachodniej cywilizacji, czyli miejscu, w którym się wychowałam i to było przerażające. Cywilizacja, która wydawała mi się jedyna i najlepsza, jest w rzeczywistości najbardziej destrukcyjna, szalona, pełna kłamstwa i fałszu.

Podkreślasz, że to najważniejsza książka w twoim dorobku...

Tak, ponieważ w tej książce opisuję wszystko, co wiem na temat świata. Oczywiście nie wszystko, co w ogóle można było napisać, ale wszystko, co ja miałam do napisania i czego uczyłam się przez ponad 20 lat podróżowania. Najpierw oglądałam świat z perspektywy europejskiej, a potem z perspektywy ludzi, którzy nauczyli mnie patrzeć i myśleć w zupełnie inny sposób.

A czym jest "teoria bezwzględności", która znalazła się w tytule?

To pewne prawo, które pozwoliłam sobie tak nazwać, ponieważ działa bezwzględnie i niezależnie od tego, czy tego chcemy, czy nie. To prawo powtarza się w rozmaitych kulturach - od cywilizacji Tolteków, która była jeszcze przed Aztekami i Majami, przez Inków, kulturę hawajskich szamanów, aż po odkrycia współczesnej fizyki kwantowej. Nie chciałabym mówić wprost, co to jest. Ale to zasada, która dotyczy każdego człowieka i wyjaśnia, dlaczego różne rzeczy dzieją się w życiu jednostek, ale też całych społeczności i globu. Prawo to tłumaczy też, dlaczego najprawdopodobniej nastąpi zapowiadany przez Majów koniec świata w grudniu 2012 roku.

Czyli mamy te przepowiednie traktować poważnie?

Reklama

Odpowiedź na to pytanie jest skomplikowana. Byłam wiele razy w Meksyku, Gwatemali innych krajach, w których znajdowała się kolebka cywilizacji Majów, a także wcześniejszych cywilizacji. Dużo na ten temat czytałam - zarówno książek napisanych współcześnie, jak i tego, co sami Majowie pisali w swoich księgach. Kiedy poskładałam w całość wiedzę, którą zdobyłam w różnych częściach świata - w Ameryce Środkowej, Australii, czy Europie - wynika, że zapowiadany na grudzień 2012 roku koniec świata nie jest czymś, co musi się zdarzyć bezwarunkowo, ale czymś, co przy zaistnieniu pewnych okoliczności bardzo prawdopodobne, że się zdarzy. Czy te okoliczności zaistnieją, zależy tylko i wyłącznie od nas, czyli od ludzkości. Ale nie chodzi o to, żeby oddać odpowiedzialność za koniec świata w ręce bliżej niekreślonej grupy ludzi zwanej ludzkością. Każdy z nas ma wpływ - i to, co robimy w Azji, Europie czy Afryce składa się na to, co się w najbliższym czasie wydarzy na świecie. O tym jest też moja książka. Podpowiadam, co możemy zrobić, żeby te najbardziej katastroficzne okoliczności nie miały miejsca.

W książce tropisz także uniwersalną prawdę na temat szczęścia. Jak to się dzieje, że biedacy nie mając nic zachowują pogodę ducha, a milionerzy wpadają w depresję?

To akurat jest bardzo proste. Najważniejsze nie jest to, żeby zgromadzić jak największą liczbę przedmiotów. W naszej części świata przyjęło się oceniać ludzi i wartościować ich po liczbie albo jakości przedmiotów, które posiadają. Wartość człowieka ocenia się za pomocą tego, jaki ma samochód, jakie ma ubranie, w jakich butach chodzi... To jeszcze może nie byłoby nic złego, ale człowiek sam siebie zaczął oceniać w taki sposób. Doprowadziło to do tego, że kiedy człowiek chce poczuć się lepiej z samym sobą, kupuje bardzo drogie buty. Gdyby zastanowić się logicznie - te bardzo drogie buty mogą sprawić jedynie chwilę przyjemności, ale na pewno nie sprawią, że człowiek stanie się lepszym człowiekiem albo takim, jakim chciałby być. By polubić siebie i szanować konieczna jest zmiana we wnętrzu - w charakterze i osobowości. Żeby być szczęśliwym człowiekiem, trzeba docenić to, co się ma teraz. To bardzo trudna umiejętność. Jest ona wrodzona np. mieszkańcom wiosek brazylijskich, które odwiedzam co roku, albo wiosek w Afryce. To nie są bogate miejsca, ale ludzie nie podporządkowują tam swojego życia zarabianiu jak największej ilości pieniędzy. Nie o to chodzi, ile mam, tylko czy umiem się tym cieszyć. Jeśli umiem to docenić i jestem wdzięczna, to jestem szczęśliwym człowiekiem.

Opisujesz ludzi z różnych kultur i różnice między nimi. Czy coś nas uniwersalnie łączy?

Wszyscy ludzie na świecie z każdej kultury i cywilizacji mają wiele wspólnych cech i wzorców zachowań. Najprostszych przykładem jest uśmiech. Absolutnie w każdym miejscu na świecie uśmiech zostanie odebrany dokładnie tak, jaka była jego intencja - sympatycznie, jako wyraz przyjaźni i chęci nawiązania kontaktu. Inne gesty - potakiwanie, zaprzeczanie, poruszanie głową - mogą być odczytywanie różnie w różnych kulturach. W przypadku uśmiechu nie ma żadnych wątpliwości.

Kolejna podróż?

Dopiero przyjechałam, ale głównie po to, żeby przepakować walizkę. W środę lecę do Nowego Jorku. Zaprosili mnie mieszkający w USA Polacy. Będę spotykać się z Polonią, opowiadać o podróżach, spełnianiu marzeń oraz o najnowszej książce. A w przerwach między spotkaniami będę oczywiście spacerować po Nowym Jorku.