"Biedne kobiety, to biedne dzieci, a biedne dzieci to hańba dla państwa" - mówiła minister pracy i polityki społecznej Jolanta Fedak, podczas panelu o sytuacji kobiet na rynku pracy.

Fedak zaapelowała do uczestniczek Kongresu, żeby przypilnowały, jak funkcjonuje ustawa żłobkowa. Wcześniej, podczas poprzedniego panelu, skrytykowała ją Agnieszka Graff, mówiąc, że sprywatyzowała opiekę nad dziećmi, przerzucając odpowiedzialność na rodziców. "To od was, od waszych radnych zależy, czy powstają nowe żłobki, czy tylko boiska i drogi, czy ustawa jest wykorzystywana jako pretekst do nieuzasadnionych podwyżek, czy wychodzi naprzeciw potrzebom matek" - przekonywała Fedak.

Podkreślała, że bardzo ważne jest, by kobiety podejmowały zatrudnienie i żeby miały za to odprowadzoną składkę na emeryturę. Przyznała jednak, że obecnie stosunki pracy są bardzo rożne i często pracodawcy oferują umowy bezskładkowe. "Dlatego postanowiliśmy zaproponować w tym roku dyskusję na temat tzw. emerytury obywatelskiej, która zagwarantuje godne i przyzwoite życie" - mówiła, podkreślając, że to przede wszystkim propozycja dla kobiet, bo one najczęściej mają przerwy w pracy, rezygnując z niej, aby opiekować się dziećmi lub starszymi członkami rodziny. "Jeśli tej kwestii nie rozwiążemy, życie kobiet na emeryturze będzie bardzo biedne" - przekonywała.

Fedak pytała uczestniczki Kongresu, czy ich zdaniem przyszedł czas na wyrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn. "Czy najpierw nie powinnyśmy załatwić kwestii żłobków, zaproponować dobrych usług dla osób starszych? Dlatego zaproponujemy elastyczne przejście na emeryturę w przedziale 60-65. Ja wszystkich zachęcam do dłuższej pracy, w nowym systemie emerytalnym to się będzie opłacać" - mówiła.

"To nie czas i pora na podwyższenie wieku emerytalnego kobiet" - odpowiedziała jej wiceprzewodnicząca OPZZ Wiesława Taranowska. Zwróciła uwagę, że w tej chwili 2,5 mln osób w Polsce nie ma pracy, bezrobotni są też młodzi ludzie a kobiety powyżej 50 roku życia nie są postrzegane przez pracodawców jako "atrakcyjni pracownicy" - zaznaczyła.

"Mamy prawo do emerytury, to znaczy, że wcale nie musimy na nią pójść, gdy osiągniemy odpowiedni wiek, ale pracodawcy często nas do tego zmuszają, choć chcemy dalej pracować, bo wiemy, że każdy rok pracy to wyższe konto emerytalne" - mówiła.

Taranowska powiedziała, że dyskryminacja w zakładach pracy ze względu na płeć występuje, mimo aktów prawnych, które jej zakazują. Zwróciła uwagę, że pracodawcy kierują się stereotypami, uważając kobiety jako "pracowników podwyższonego ryzyka", natomiast mężczyzn jako bardziej dyspozycyjnych, co powoduje, że otrzymują oni wyższe wynagrodzenie. Oceniła, także że kobieta przestaje być "pracownikiem podwyższonego ryzyka", przy dobrze funkcjonującym systemie opieki nad dziećmi - np. żłobków.

Przyznała, że wiele dobrych inicjatyw Fedak zostało zablokowanych przez ministra finansów. "Pomiędzy mną a ministrem finansów jest jak w przyrodzie: każdy gatunek ma swojego naturalnego przeciwnika" - odpowiedziała Fedak, deklarując, że nie odstąpi od wnioskowania o pieniądze na politykę społeczną i poprosiła związki zawodowe oraz Stowarzyszenie Kongres Kobiet o wsparcie w tej batalii.

Sonia Wędrychowicz, wiceprezeska zarządu jednego z największych banków w Polsce, uznała, że we współczesnym świecie kobieta nie ma szans osiągnąć równowagi pomiędzy karierą zawodową a życiem rodzinnym. "Ale są rozwiązania, które pomagają nam się do tego zbliżyć, np. elastyczny czas pracy - to nie tylko ruchome godziny, ale możliwość pracy zdalnej, z domu. Bardzo zachęcam do stosowania takich rozwiązań" - mówiła.

Bogusława Matuszewska, wiceprezeska zarządu w jednej z firm telekomunikacyjnych, podkreśliła, że wszystkie jej koleżanki na podobnych stanowiskach, doszły do nich tylko dzięki nietypowej sytuacji rodzinnej i podziałowi obowiązków pomiędzy parterami.

Jej zdaniem niższe zarobki kobiet wynikają z wielu stereotypów, a zaradzić tej sytuacji można m.in. systematycznie mierząc płace. "Dziś mamy szacunki. Gdyby było to w sposób ciągły mierzone, to można by tym rozsądnie zarządzać" - przekonywała. Uznała, że kobiet jest mniej na wysokich stanowiskach, ponieważ to na kobietach w dużym stopniu spoczywa obowiązek opieki nad dziećmi i dlatego one same często zupełnie świadomie rezygnują z awansu jeśli się wiąże to z wyjazdami, większą liczbą godzin spędzanych w pracy.

"Kobiety wychowują dzieci, także chłopców. Trzeba przełamywać stereotypy od najmłodszych lat. Nauczmy nasze córki i naszych synów, że nie ma różnicy pomiędzy płciami jeśli chodzi o rozwój własnych talentów" - apelowała.