Największa, ponaddwutysięczna demonstracja miała miejsce w Tel Awiwie, a jej uczestnikom towarzyszył zmodyfikowany refren "Gdybym był Rotszyldem" - do słynnej melodii z filmu "Skrzypek na dachu". Uczestnicy marszu dołączyli do mieszkańców namiotowego miasteczka na bulwarze Rotszylda, gdzie młodzi ludzie od kilku dni protestują przeciw wysokim cenom mieszkań.

Reklama

Równocześnie "wózkowe marsze" rodziców z dziećmi odbyły się też w innych miast izraelskich, m.in. w Hajfie, Beer Szewie i Aszdodzie. "Dzieci są nie tylko dla bogatych!", "Babcia nie jest bankiem!" - głosiły transparenty.

Uczestnicy protestu, którzy skrzyknęli się za pomocą Facebooka, twierdzą, że utrzymanie nawet jednego dziecka zaczyna przerastać możliwości przeciętnej rodziny. "Żeby wychować dziecko, trzeba wziąć kredyt" - napisali na portalu. Alarmują, że za opiekę nad dzieckiem w żłobku płaci się 3 tys. szekli miesięcznie (2,4 tys. złotych), a do tego dochodzą jeszcze wysokie ceny podstawowych artykułów dziecięcych.

Organizatorzy demonstracji żądają od władz m.in. bezpłatnej opieki dla dzieci od trzeciego miesiąca, możliwości odpisów podatkowych na wynajęcie niani, zlikwidowania opłat za przejazd z wózkiem w środkach komunikacji publicznej, a także kontroli cen na niektóre produkty żywnościowe i pieluchy.

Kolejny "wózkowy protest" ma odbyć się w niedzielę w Jerozolimie.