Inne
Reklama

Jako podróżniczka niczego się nie boi. O mały włos nie zamarzła podczas wyprawy na Masyw Vinsona na Antarktydzie, a ostatnio została zatrzymana przez wojskową juntę w Birmie. Ale jako matka Martyna Wojciechowska woli nie ryzykować. Jeśli w grę wchodzi bezpieczeństwo jej córki, dziennikarka jest zapobiegliwa i troskliwa. Ona tak twierdzi, bo był czas, że media i fani zarzucali jej co innego... Decyzja o wyruszeniu na wyprawę niedługo po porodzie ściągnęła na nią gromy, nie raz została nazwana wyrodną matką.

Tymczasem Martyna balansuje pomiędzy tęsknotą za dzieckiem a obawą o jego bezpieczeństwo. Uważa, że jej córeczka Marysia jest jeszcze za mała na egzotyczne dalekie podróże.

MATKA Z DUŻĄ WYOBRAŹNIĄ

„Bardzo bym chciała podróżować z Marysią. Ale nie jestem zwolenniczką dalekich wyjazdów z małym dzieckiem, które nie ma jeszcze w pełni ukształtowanej odporności. Mam koleżanki, które jeżdżą z dziećmi w bardzo egzotyczne strony, ale ja wyznaję inne zasady” – tłumaczy w rozmowie z „Faktem” Martyna Wojciechowska. „Jestem matką z dużą wyobraźnią. Może czasem jestem przewrażliwiona” – dodaje.

Spotyka się z byłym Minogue?



Nie znaczy to jednak, że Marysia jest skazana na siedzenie w domu i słuchanie opowieści mamy. „Trochę już jeździłyśmy. Na razie pokazuję jej Polskę. Marysia jest dzieckiem ciekawym świata. Łatwo się adaptuje do nowych warunków. W ogóle nie jest wstydliwa” – zapewnia dziennikarka.

Spotyka się z byłym Minogue?